Foxcatcher (2014)

Reżyseria: Bennett Miller
Scenariusz: ,

Zmagający się w biedzie i zapomnieniu z rzeczywistością w prowincjonalnym Wisconsin złoty medalista olimpijski w zapasach Mark Schultz (Channing Tatum) zostaje zaproszony przez multimilionera Johna du Ponta (Steve Carell) do przeprowadzenia się do jego posiadłości i wzięcia udziału w przygotowaniach drużyny na Olimpiadę w Seulu (1988 rok). Schultz skwapliwie przystaje na tę propozycję, kierowany chęcią wyjścia z cienia swojego starszego brata Dave’a (Mark Ruffalo), uznanego trenera zapasów, również zdobywcy złotego olimpijskiego medalu. Dysponujący ogromną fortuną oraz najnowocześniejszym zapleczem treningowym du Pont mianuje się naczelnym szkoleniowcem skompletowanej przez siebie dzięki zachętom finansowym drużyny, chcąc tym samym zaskarbić sobie szacunek środowiska i akceptację wiecznie niezadowolonej matki (Vanessa Redgrave). Relacja Schultza i du Ponta zyskuje nowy wymiar wraz z narastającym postrzeganiem przez Marka swojego ‘mecenasa’ jako mentora i ostateczny autorytet. Jednak zmienność du Ponta oraz jego psychologiczna niestabilność zaczynają z czasem negatywnie wpływać na chwiejną osobowość sportowca, a tym samym jego wyniki na macie. Kiedy uwaga i przychylność du Ponta zwracają się w stronę brata Marka, Dave’a – którego autorytet i pewność siebie imponują mu – losy trzech głównych graczy tej psychologicznej rozgrywki wydają się nieuchronnie zmierzać w stronę tragedii, której finału nikt nie mógł się spodziewać. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Zapaśnicy i bogaci Amerykanie nie są dla mnie ciekawymi tematami, ale na końską dawkę nudy nie byłem przygotowany. Tak chwalone aktorstwo jest oparte na krwi, pocie, łzach i smarkach a la "Życie Adeli" (wszystko w małych ilościach) i pojedynczych środkach aktorskich. Channing Tatum ma w tym filmie wysuniętą szczękę i właściwie tyle da się o jego bohaterze napisać, tak głęboka to postać. Na papierze pomysł na tę męską historię wydaje się całkiem niezły, ale ostateczny efekt jest okropny. Jako widowisko "Foxcatcher" to porażka, znakomity przykład rozlazłego, przewidywalnego filmu, który ma zrobić złote żniwa makijażem udającym jego brak.

Ruffalo też Ci się nie podobał? Bo mnie bardzo. Aczkolwiek tylko on. Carellowi charakteryzacja (ładna, to fakt, ale totalnie niepraktyczna) całkowicie sparaliżowała mimikę. Na tym tle mimika ponaciąganej Kidman wypada rewelacyjnie. No ale pal sześć aktorów, rozwala mnie fakt, że Miller dostał tyle nagród i nominacji za wyreżyserowanie przewidywalnego nudziarstwa. Tu na naprawdę był potencjał na coś ciekawszego.

Filmy, które realizują swój potencjał i są naprawdę ciekawe zwykle nie dostają nominacji, a o wygranej mogą pomarzyć, więc nie rozumiem skąd zdziwienie ;)

Niezły.

Lubię kino sportowe, ale ten film to jednak coś więcej. Wszyscy pieją z zachwytu nad Markiem Ruffalo, ale wg mnie to Steve Carell, aktor mi nie znany, trzyma tę opowieść cały czas na granicy obłędu. Wcurwia mnie, że takie filmy przechodzą w Polsce niezauważone i że nie można obejrzeć ich w kinie.

MRZVA
Szklanka1979
AnnaSak
MureQ
moraw
magdaone
lapsus
agryppa
CablePL
doktorpueblo