Uciekaj! (2017)

Get Out
Reżyseria: Jordan Peele
Scenariusz:

Historia młodego czarnoskórego chłopaka, Chrisa Washingtona, który wybiera się z wizytą do rodziców jego białej dziewczyny – Rose Armitage. Szybko orientuje się, że atmosfera domu jest, mówiąc delikatnie, dziwna. Nie spodziewa się jednak, że powodem zaproszenia nie jest wyłącznie chęć poznania go przez rodziców Rose. Chris wierzy, że nerwowa atmosfera panująca w domu Armitage’ów wynika z przyczyn rasowych. Niedługo jednak odkryje zadziwiającą prawdę. Prawdę, jakiej nie mógł się spodziewać...
(opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Śmiać się czy płakać? Jordan Peele, niższa połowa skeczowego duetu Key & Peele, nakręcił swą pierwszą pełnometrażową fabułę. Wyszła mu nierówno, takoż w sensie warsztatowym jak i gatunkowym. Przede wszystkim jednak „Uciekaj!” małpuje, czerpie bezwstydnie garściami z „Żon ze Stepford”. Podobieństwo koncepcyjne nakazuje spojrzeć nań jak na rasowy retelling produkcji z 1975 r. Spokojnie, to nie spojler: Kto „Żon...” nie zna, nie będzie wiedział, o co chodzi, a kto je w tej czy innej wersji zdążył poznać, przejrzy wnet intrygę „Uciekaj!” na wylot. Debiut Peele'a jako retelling sprawdza się tak sobie. Zawiera zbyt wiele tropów rodem z klasy kina B i zbyt mało inteligentnego komentarza społecznego. Połączenie thrillera z czarną komedią też nie wypaliło, szwy są widoczne jak na głowie. W finale zaś zaprzepaszczono szansę na okrutny, ale całkowicie logiczny zwrot akcji. Wyróżnić należy powściągliwe aktorstwo Daniela Kaluuyi, który wie dokładnie, kiedy pokerowa mimika jego bohatera musi pęknąć.

No nie wiem, czy to wada, że "Uciekaj" kojarzy się z "Żonami ze Stepford". To fajna książka jest, i ogólnie dość wpływowa w świecie popkultury, i jej znajomość jakoś mi nie zrujnowała seansu. :) Zresztą Peele chyba nawet nie ukrywał tej inspiracji.

A co do finału, to on miał być prawie taki, jak oczekiwałeś Tzn trochę jak w "Nocy żywych trupów". ;) Ale ostatecznie filmowcy uznali, że przyda się trochę optymizmu.

Zważywszy, że film nie jest ponury w swojej wymowie, unhappy-end przydałby się jako końcowy twist.

Świetna satyra na rasizm.

Dobry w 2/3, czyli wtedy gdy jeszcze nie wiemy o co chodzi. Kiedy już się dowiemy, robi się dziwacznie. Ale tkwimy przykuci do ekranu, bo wciąga niesamowicie.

Scenarzysta zaliczył chyba jakąś toksyczną relację damsko-męską...

Oryginalne połączenie horroru i satyry na rasizm. Jak na film nominowany do Oscara, to wręcz rewelacja.

Mój narzeczony powiedział, że to "mądry film dla głupich ludzi".
No dobra, powiedział inaczej: że to "porządnie zrobiony film dla debili". W sumie, też pasuje.

Połączenie komedii, horroru z komentarzem społecznym. Brzmi strasznie, ale wyszło zaskakująco zgrabnie.

dobrawrozka
patrycja76
bartje
mozga01
michuk
Zaku
Blue2012
doktorpueblo
emerenc