Godzilla (2014)

Reżyseria: Gareth Edwards

Zapierająca dech w piersiach reaktywacja historii kultowej Godzilli — postaci zrodzonej w wytwórni Toho. Jest to tworzony z rozmachem film przygodowy, który pokazuje walkę najsławniejszego na świecie potwora przeciwko złym stworzeniom, które czerpią siłę z arogancji ludzkości wobec nauki i zagrażają światu. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastuny:

Już od piątku w kinach, a najlepsze jest to, że recenzenci o dziwo pieją z zachwytu. Może w końcu obejrzę porządny letni blockbuster.

Naprawdę solidny film, a kilka scen jest tak epicko pięknych, że powinny przejść do historii. Oczywiście trzeba przymknąć oko na kilka typowo hamerykańskich scen.

Trailer zapowiadał zjawiskowe widowisko, natomiast sam film okazał się boleśnie kliszowy. Już samo obsadzenie roli syna takim nijakim aktorem, to rzecz wręcz zagadkowa (gdy zobaczyłem go w pierwszej scenie, to się cieszyłem, że pewnie to postać nieistotna, zbędna, niepotrzebna, niechciana, więc czym prędzej zniknie z ekranu). Ogólnie spodziewałem się bardziej apokaliptycznej atmosfery, może w style Cloverfeld, a wyszło średnio. Cała Godzilla w tym filmie jest w ogóle mało zajmująca. Przyszła nie wiadomo skąd, pozamiatała i wróciła do siebie. Do japońskich wersji może to pasuje, bo tam dzieją się absolutne cuda niewidy (czacha dymi, gdy sobie pomyślę o niektórych pomysłach), ale tutaj zabrakło jakiegoś ciekawego wytłumaczenia. Do plusów zaliczę kilka fajnych scen ukazujących monumentalizm stworów, no i zgrabną muzykę Desplata.

Co do głównego aktora, to z ciekawością i zdumieniem przejrzałem jego filmografię. On zagrał główną rolę w Kick-ass w 2010 roku!. W cztery lata zmienił się nieprawdopodobnie, ale czy na lepsze. Hmm.

Odniosłem wrażenie, że to syn Jaya Mohra, tego z filmu Mafia. Jak widać, było to błędne wrażenie:)

Abstrahując od faktu, iż GODzilla nie potrzebuje żadnego wytłumaczenia, wytłumaczenie jest proste i logiczne: Przeczytaj spoilery +

Koniec kropka. Jeśli komuś to nie wystarczy, do czego oczywiście ma prawo, to może wybrał niewłaściwy film:)

Dodam jeszcze, że koncepcyjnie i poniekąd również fabularnie "Godzilla" Edwardsa wzoruje się na oryginalnej japońskiej "Gojirze" z 1954 roku. Celowano więc w cuda niewidy, a nie w dramat psychologiczny. I może też w konkretny target. IMO to jest zdecydowanie film dla fanów.

Całkiem możliwe. W dzieciństwie oglądałem parę odsłon Godzilli i do dziś te seanse wspominam jako katorgę, coś pomiędzy znużeniem absolutnym a chęcią popełnienia seppuku.

Na plus to, że jest to historia bardzo w duchu oryginalnych filmów japońskich: Godzilla jest potężna, walczy z absurdalnymi potworami, a ludzi traktuje jak kwiatki na łące (nie rozdeptuje, chyba że przypadkiem). Na minus fabuła i dialogi, aczkolwiek trzeba przyznać, że w filmach wytwórni Toho one też nigdy nie zachwycały. W japońskiej wersji zapychaczami były drętwe narady, w amerykańskiej jest patos i familiada w stylu "2012" Emmericha.

Aktorstwo jak oceniasz?. Według mnie więcej kunsztu w tej dziedzinie pokazała sama Godzilla niż komandos-syn ojca.

No nie było to wszystko za dobre, nie ma co się oszukiwać :) Ale dla mnie liczy się przede wszystkim to, że dochowano wierności duchowi oryginału, więc przymykam oko :)

Coś nudnawa ta Godzilla, co lepsi aktorzy umierają wcześnie, Olsen pełni rolę paprotki a fabularne echa "Independence Day" nie poprawiają sytuacji (pies uciekający przez tsunami, litości). Na scenie zostaje potwory, które w całej okazałości można pooglądać w sumie może przez parę minut (a ludzie skarżyli się, że to w Pacific Rim nic nie widać), chociaż jak już są, to nie mam zarzutów. Całkowity brak poczucia humoru miał chyba być zgodny z quasi-realistyczną manierą. Nie udało się - wyszedł po prostu sztywniacki film przygodowy, w którym nie są interesujący ani ludzie, ani potwory. Poza tym co to za manewr, przesadzanie Godzilli do Ameryki już w pierwszym filmie?

Fabularnie jest to dno, ale nie fabuły tutaj szukałem. Estetycznie ma swoje momenty (ten skok spadochronowy...), ale "spytne" chyba robiono na siłę, za częśto, zbyt przewidywalnie. Tak czy siak, przewiduję jakąś poważną nagrodę za najlepszą rolę drugoplanową (albo trzecio-, jeżeli takie też są) dla tytułowej gojiry.

Blue2012
beznazwybez
stivo
nevamarja
Ambrotos
andrzej_dzik
PiotrKowalski
targos21
jakilcz