Zaginiona dziewczyna (2014)

Gone Girl
Reżyseria: David Fincher
Scenariusz:

Wizjonerski thriller w reżyserii mistrza gatunku Davida Finchera, nominowanego do Oscara twórcy: ”Social Network”, ”Ciekawego przypadku Benjamina Buttona”, ”Podziemnego kręgu”, ”Gry” i ”Dziewczyny z tatuażem”, ekranizacja bestsellerowej powieści Gillian Flynn. Młoda kobieta znika bez śladu w przededniu piątej rocznicy ślubu. Wszystkie podejrzenia padają na męża, który wspierany przez siostrę zaginionej żony postanawia dowieść swojej niewinności i rozwiązać zagadkę. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Film roku?. Genialny?. Prawdo li to?. Widział kto?

To nawet nie jest film miesiąca, ale mnie pewnie i tak nie uwierzysz ;)

Chciałam dać 7, ale niech będzie +1 dla Rosamund Pike. Tego Finchera, który nakręcił "Siedem" i "Fight Club" - dwa wściekłe manifesty obrzydzenia zastanym światem - już nie ma. Dzisiejszy Fincher to nihilista salonowy, wsączający swoje głębokie poczucie beznadziei w eleganckie thrillery dla szerokiej publiczności. Czy mnie to zachwyca? Nie bardzo. Czy zadowala? Wielce. Mniej elektryczny niż "Social Network", ale jak ktoś szuka dobrego kryminału z gęstymi zwrotami akcji, to nie ma lepszego adresu.

Z opisu dystrybutora najbardziej podoba mi się słowo "wizjonerski", całkowicie nie pasuje do "Zaginionej dziewczyny". Fincher sprawnie opowiedział fajną historię. Trochę mało jak na te wszystkie hołdy jakie teraz przyjmuje.

Bajki waść opowiadasz. To najlepszy film made in usa ostatnich kilku lat.

Może, ale na USA świat się nie kończy ;) Chociaż mnie i tak bardziej się podobały dwa poprzednie filmy Finchera.

I love NY:).
Nieczęsto ostatnio staram się wystawiać 10, ale przy Gone girl wahałem się mocno. 9,5 bym dał.

Film roku i trzymam kciuki za głównego oscara. Myślałem, że jeśli chodzi o thriller to wszystko już było. Mistrz Fincher jednak po średnio udanej Dziewczynie z tatuażem bezlistośnie wyprowadził mnie z tego błędu. To dwu i pół godzinna petarda jakiej w kinie amerykańskim dawno nie widziałem. Kosmos!

Fincher nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Co prawda powyżej też się raczej nie wdrapuje, ale nie szkodzi - zbyt mało jest porządnego kina sensacyjnego, żeby narzekać.

Pierwsza połowa niesamowicie wciągająca i przez swoje zagmatwanie trzymająca w napięciu. Z drugiej wyrzuciłoby się połowę dłużyzn, zmieniło zakończenie i byłby świetny film. A tak jest "tylko" bardzo dobre kino sensacyjne.

Uważam, że właśnie ta nieszablonowa końcówka daje filmowi najwięcej. To scenariuszowa wisienka na torcie, jak ostatnia scena w Psychozie. Poza tym nie wyciąłbym z tego filmu nic, bo to diament bez skazy.
Ostatnio thriller tego kalibru widziałem w 2007 roku, a głównego oscara za niego odbierali Coenowie.

Dla mnie to było jednym z najłatwiejszych do przewidzenia zakończeń, na które można było już wpaść, gdy Amy przestaje wszystko wychodzić i trafia do byłego faceta.

Zgadzam się, że zakończenie to mocna scena tego filmu. Jak nie przepadałem do tej pory za Fincherem to ten film naprawdę mnie wciągnął i to na kilku płaszczyznach.

Jak nie przepadałem do tej pory za Fincherem to ten film naprawdę mnie wciągnął i to na kilku płaszczyznach. To nie tylko świetny dramat, niezła crime story, ale też doskonała metafora małżeństwa. Brawo.

Bardzo mi się też podobał tu wątek samych mediów. Od razu przyponieli mi się Urodzeni mordercy.

@umbrin
Mnie tak samo, nawet więcej, bo nie tylko film mi się przypomniał, real z polskiej tv też, ten w sprawie jednej pani, która coś zrobiła z dzieckiem, takie siermiężne porównanie, ale pewien przedsmak to dało, jak może być, na siermiężnym własnym podwórku.
Może nic nowego, ale za ten wątek oceniłam wyżej.

"Doskonała metafora małżeństwa". @michuk - ciekawe wyznanie ;)

@doktor_pueblo no cóż, lekko nie jest :)

Metafora małżeństwa? Chyba będę musiała na zblizajace sie Walentynki przygotować serię clue - listów ;).

@exellos Proponuję ustawić to jako zdjęcie główne do filmu :)

Wow.

Done :D

Najs :)

Przewrotny rozwój sytuacji był do przewidzenia, tak w 1/3 filmu, oczywiste, że nie mogło się skończyć tak prosto, bo za szybko i właściwie pozostawała tylko jedna inna opcja, tak, dokładnie ta, więc intryga szybko została zabita. Rzemiosło scenarzystów i twórców oceniam jednak na plus, musi być na wysokim poziomie, bo mimo wszystko film dalej trzymał w napięciu i nawet na chwilę nie znudził.
Tylko że co z tego? Z racji aktora mam zbitkę z "Argo", podobna sytuacja - film dramatycznie nieźle poprowadzony, skupia uwagę, po filmie nie rozumie się dlaczego, po pewnym czasie nie rozumie się i nie pamięta o co w ogóle był ambaras. Przyzwoita produkcja, jak to się mówi, profesjonalna i to wszystko.
Plus za wątek z mediami, choć nic nowego, ale fajnie zrobiony. Minus za seksistowski wydźwięk, dziwne, że ta amerykańska politpoprawność toto puściła, jakieś sprzężenie zwrotne dopadło?

Perfect doradzał, by ze sceny schodzić niepokonanym. David Fincher powinien więc był przejść na reżyserską emeryturę mniej więcej w roku premiery tamtej piosenki, ponieważ dwa lata wcześniej nakręcił dzieło wybitne, „nec plus ultra” kryminalnego thrillera, którego nigdy już przebić nie zdołał. Z kolei ja nie zdołam podsumować „Zaginionej dziewczyny” celniej niż Sebastian Chosiński: „to chyba najbardziej hitchcockowski film w dorobku Finchera”. Zaiste, jakaż szkoda, że „Gone Girl” nie stanowi remake'u. Z wielką przyjemnością obejrzałbym nieistniejącą wersję z lat 60., gdzie bohaterami matrymonialno-kryminalnego tańca byliby aktorzy pokroju Jamesa Stewarta i Grace Kelly, i gdzie wolniejsze tempo przeniosłoby nieco ciężaru narracyjnego z sensacyjnej akcji na psychologię postaci. Nie oznacza to bynajmniej, że u Finchera aktorzy kiepsko grają, że za dużo się dzieje, że psychologia szwankuje. Wprost przeciwnie: „Zaginiona dziewczyna” jest według mnie jego drugim najlepszym filmem w karierze.

mammon
dobrawrozka
Efunia
KamilaMaslyk
patrycja76
nikanika
syla2303
KataCzy
SuperMarker
jayb85