Przeminęło z wiatrem (1939)

Gone with the Wind

Fabuła filmu jest osadzona w czasach wojny secesyjnej i jest przedstawiana z pozycji pięknej Scarlett O'Hary, córki plantatora z Południa, Geralda O'Hary. Przegrana wojna z Jankesami doprowadza do wyzwolenia Murzynów, którzy z nagłym ogromnym poczuciem własnej wartości paradują między innymi po Atlancie, gdzie Scarlett zamieszkała. Z Północy nadchodzą ludzie o innych poglądach, kulturze i mentalności. Na tym tle rozgrywa się historia wielkiej miłości Rhetta Butlera do pięknej Scarlett. (Wikipedia)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Klasyk i jak na tamte czasy zrobiony i zagrany w sposób wybitny. Teraz oczywiście ogląda się to nieco inaczej, ale nadal "rispekt".

Red Batler do tej pory jest moim ideałem mężczyzny!!przxynajmniej z wyglądu;)

Świetna ekranizacja rewelacyjnej powieści Margaret Mitchell. Słusznie nagrodzona kilkoma Oscarami. Pomimo, że film nakręcono 70 lat temu, nadal ogląda się go z przyjemnością. Bardzo dobra gra Hattie McDaniel i Vivien Leigh.

Epickie romansidło, ale w wielkim stylu. Bardzo podobało mi się aktorstwo pary głównej. Zaskakująco błyskotliwe i cięte dialogi. Dużo pamiętliwych ujęć.

No, nie moge się z Toba nie zgodzić :)

Vivien Leigh bardzo dobrze odegrała swoją rolę, Scarlett O'Hara to bardzo ciekawa postać. Trochę zbyt długi i za bardzo tekturowy, ale jak na tamte czasy arcydzieło.

Owszem, jest to romans wszechczasów. A zarazem film otwarcie rasistowski, w którym czarnoskórych przedstawia się albo stereotypowo, albo karykaturalnie, i do tego wszystkiego gloryfikuje się niewolnicze Południe. Być może miał prawo dostać 8 Oscarów od Akademii w czasach rasowej segregacji, ale jak oceniać go dzisiaj - nie mam pojęcia. Dajmy na to pół na pół.

Czyli czarno-biało?

Zależnie od tego, czy ogląda się prawym, czy lewym okiem. :)

Jednocześnie ta rasistowska Akademia daje po raz pierwszy oscara czarnoskórej aktorce. Jakoś mnie ten wątek w "Przeminęło z wiatrem" nie zbulwersował.

Film oceniamy czy prawomyślność ideologiczną, bo się pogubiłem?

Albo oceniany przez osobę wrażliwą na kwestie społeczne ;)

W większości przypadków nie ma to znaczenia, ale sądzę, że nie byłabym w stanie ocenić wysoko filmu np. pochwalającego przemoc wobec kobiet. Nawet jeśli byłby dobrze zrobiony, wciągający etc. Tak samo trudno mi przejść mimo faktu, że "Przeminęło" jest filmem rasistowskim. Nikogo nie skłaniam do przyjmowania mojej perspektywy, zresztą zyskał on tyle pozytywnych ocen, że moje 5/10 zostało zakrzyczane. ;)

"(...)works of art are not capable of being moral or immoral but only well or poorly made(...)" ;)

Ach, ale Oscar Wilde napisał też tak: "If a work of art is rich and vital and complete, those who have artistic instincts will see its beauty and those to whom ethics appeal more strongly will see its moral lesson". Więc nawet on, zdeklarowany esteta, nie wykluczał takiego odbioru sztuki.

Dlatego też ";)".

Osobiście mam wrażenie, że Wilde jest tak wdzięcznym źródłem cytatów, że można za ich pomocą bronić dowolny punkt widzenia.

Co być może chciał też podkreślić, przez (manierycznie) przewrotną naturę swoich wypowiedzi.

No i co swoją drogą wpisuje się też w mój klucz interpretacyjny do nich, gdzie elegancka, zgrabna forma ma prymat nad wszystkim, także (a może przede wszystkim?) nad dowodzeniem jakiejkolwiek racji.

Mistrz paradoksów to mistrz paradoksów. :)

Poniekąd się zgadzam, bo nieraz już dostawałam po uszach za upodobanie do filmów, których głównym atutem jest stylistyczna elegancja. Ale mimo wszystko uważam też, że odbiór filmu w oderwaniu od jego przekazu jest niepełny. Jeśli więc potrafi mi przeszkadzać wadliwa forma (a potrafi!), to nie widzę powodu, by nie oburzać się od czasu do czasu na treść.

A niby dlaczego mielibyśmy zajmować się w filmach tylko formą? Dla mnie treść jest też bardzo ważna i nie widzę w tym nic niewłaściwego.

@omnitruncatedkraken (boże, co za trudne imię ;)) Myślisz, że byłbyś się w stanie zachwycić świetnie zrobionym filmem nazistowskim, który nawoływałby do eksterminacji Żydów?

@doktor_pueblo Tak się składa, że "Triumf woli", który może nie nawołuje do eksterminacji, ale za to gloryfikuje nazizm, całkiem robi wrażenie, a nawet zachwyca, pod kątem formalnym (tak słyszałam) i ma swoje miejsce w historii kina...

Tak się składa, że "Triumf woli" widziałem. Rzeczywiście świetnie zrealizowany... ale nie wzywa wprost do agresji i eksterminacji. Ocena negatywna tego filmu bierze się bardziej z kontekstu - bo służył nazistom.

Poważnie "negatywna bo służył nazistom'? Teraz jeszcze tylko dodajmy komunistów (Picasso) i kilka innych grupek i "S"ztuka pozamiatana...

...a Sokrates to się z tyranami zadawał (Kritias!) !

Powiem więcej, jeśli ten film byłby tak dobry, że ludzie z ulicy wraz z "wyrafinowanymi i społecznie wrażliwymi oraz politpoprawnymi" wychodziliby po seansie i jak jeden mąż otwarcie mówili- "Kurczę, jednak rozumiem tego Hitlera" to byłoby arcydzieło.

PS. Nikogo nie oburzają filmy o Napoleonie, Czyngis-chanie czy Aleksandrze Macedońskim, a pod wieloma względami byli o wiele bardziej "skuteczni". Nie chciałbym tylko żeby ten wątek był ostatecznie zgnieciony przez reductio ad Hitlerum więc może to by było na tyle o Hitlerze.

PS2. Tak, jestem złym człowiekiem i od dawna mam Riefenstahl na wishliście.

A nie uważasz, że to to by była jedynie ultraskuteczna propaganda? Rozumieć Hitlera a popierać Hitlera to dwie różne rzeczy, nie zawsze powiązane.

PS2. Nie ma się co ustawiać w personalnej kontrze od razu, nie robię problemu, że ktoś chce oglądać Riefenstahl - wszystko jest dla ludzi. ;P Sama nie widziałam, bo nie miałam okazji, a nie dlatego, że moja politpoprawność i spowrażliwość każe mi odrzucać propozycje typu "chodź, pooglądamy sobie hitlerowską propagandę".

RobinHa
nikanika
avrewska
irenakoltun
eelishkaaa
rcz
rcz
katie21
BlonD1E
AgaL
milali