Gran Torino (2008)

Reżyseria: Clint Eastwood

Emerytowany mechanik zabija czas majsterkowaniem, piciem piwa i comiesięcznymi wizytami u fryzjera. Zgorzkniały weteran wojny w Korei utrzymuje w stanie gotowości swoją lśniącą strzelbę typu M-1 i ufa tylko swojemu psu Daisy. Ludzie, których niegdyś nazywał sąsiadami, dawno już zmarli lub po prostu wyjechali. Ich miejsce zajęli imigranci z plemienia Hmong, których Kowalski chronicznie nie znosi. Zirytowany prawie wszystkim, co go otacza – od cieknącego dachu, nieskoszonego trawnika czy otaczających go zewsząd twarzy obcokrajowców, poprzez gangi zakładane przez ludzi Hmong, latynoskich i afroamerykańskich nastolatków uważających się za panów dzielnicy, po własne dzieci, które dorosły i stały się dla niego zupełnie obcymi ludźmi – życie Walta to wegetacja. Wszystko zmienia się pewnej nocy, kiedy w jego życie niespodziewanie wkracza nieśmiały szesnastoletni Tao (Bee Vang).

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Dobry film:)

Fantastyczny film udowadniający, że Eastwoodowi jeszcze daleko do reżyserskiej emerytury.

znakomity film

Swietna fabula, aktorstwo Eastwooda tez na wysokim poziomie. Film godzien uwagi.

Obok mnie w kinie siedział facet z gatunku tych, którzy na głos komentują każdą scenę. Zamilkł po paru minutach. Tak to już jest - kiedy Clint warczy "Wynocha z mojego trawnika", nie sposób nie położyć uszu po sobie. Plain good American movie.

Rola Eastwooda nie do zapomnienia.

Niesamowity film, calkowicie przerosl moje oczekiwania. Pewna scena w polowie filmu wgniotla mnie w fotel.

Wszystko w tym filmie jest proste. Fabuła, słownictwo a zakończenia też wiemy jakiego się spodziewać. Nie przeszkadza to jednak Clintowi przez dwie godziny trzymać widza za jaja.
(Choć naturszczyków mogłoby być mniej)

Clintowi Eastwoodowi dosłownie udało się sparodiować swoją postać bezwzględnego twardziela nie liczącego się z niczym i nikim w dążeniu do celu. I to harczenie w dwóch scenach – Batman z najnowszego filmu Nolana mógłby brać lekcje u Walta Kowalskiego. :]

Świetnie opowiedziana historia, raz groteskowo, a raz wzruszająco. Dobra kreacja Eastwooda, ale warto obejrzeć również dla aktorów drugoplanowych. Polecam!

RE-WE-LA-CJA.

Ooo... a coś więcej? :>

Nic więcej. Dech mi zaparło. Życiowa rola Eastwooda. Całe życie go nie lubiłam, bo kojarzył mi się z westernami, a nie z dobrą grą aktorską. A tu proszę, nie dość, że grać umie, to jeszcze reżyserować. Ma facet wyczucie... jak by tu je nazwać... społeczne. Umie doskonale naświetlić problem.
Do tego rozwalił mnie labek. A jak jeszcze Jamie Cullum na koniec zasunął piosenkę - napisaną chyba pod ten film specjalnie? - no to mnie wzięło, no. ;)

PS. Nie mogę rozgryźć jednego - dlaczego akurat Polaka uczynił faszystą??

No, to jednak coś więcej :)
Ja tam już widziałem kilka dobrych ról Eastwooda. Nie tylko w westernach, bo też choćby w Dirty Harry :P
Ale fakt, gra w Gran Torino świetnie i również reżysersko nie można mieć wiele do zarzucenia. Mnie tylko irytowała nieco gra tego skośnookiego podopiecznego. Mogli wziąć jakiegoś dzieciaka z talentem aktorskim jednak.
Ale film jest typu "wychodzisz z kina spełniony" -- strasznie byłem zadowolony po obejrzeniu Gran Torino i mimo że to taka schematyczna historia o dobrych i złych i że wiadomo że i tak źli wygrają, czegokolwiek dobrzy nie zrobią, to jakoś sympatycznie mi się zrobiło jak uwierzyłem przez chwilę, że może jednak to nieprawda :)
A na końcu śpiewał Cullum? Nie może być, byłem pewien że to Eastwood (serio!) - bo on zwykle komponuje muzykę do swoich filmów.

Tak naprawdę to gdybyś mnie zapytał, które role Eastwooda mnie do niego zraziły, to nie umiałabym powiedzieć. Tak jakoś go nie lubię bezinteresownie. ;)
Śpiewał Cullum, ale w napisach widziałam tandem Eastwood & Cullum, więc pewnie Eastwood komponował. Ale jaki on wszechstronny! Reżyseria, produkcja, rola główna i jeszcze muzyka - i wszystko świetne. Zmarnował życie w tych westernach. :P

Aaa co to Polaka faszysty... myślę, że to przemyślana decyzja. To niezły dowcip jest w sumie - Polak który przyjeżdża do Stanów jako obcy po X latach spędzonych w nowej ojczyźnie staje się nagle konserwatystą nienawidzącym emigrantów wszelkiej maści.
Sytuacja trochę jak z wielkimi homofobami, którzy w ostatecznym rozrachunku okazują się ukrytymi gejami...

A wiesz, że masz rację. ;) Patrzyłam na to jakoś jednostronnie i nawet mnie zdenerwowało, że Eastwood wstawia taką kliszę - Polak = faszysta. Tak jak kiedyś w jakimś dokumentalnym filmie Francuzi mówili, że nie cierpią Polaków "za obozy".
Ale tak bywa dość często - jak się samemu jest gnębionym za narodowość, to kiedy tylko już można się nieco od dna odbić, gnębi się tych, którzy się jeszcze nie odbili. W zasadzie tutaj ciekawsze jest to, że Wally ;) tak gloryfikuje Stany. ;)

Wszechobecne achy i ochy nie pozwalają mi na nic innego jak dopisać do "playlisty" :-)

Gran Torino to film na poziomie. Opowiada on historie weterana wojennego który po śmierci żony bywa bardzo samotny mimo to na początku odrzuca pomoc innych ludzi. Jego rodzina liczy jedynie na jego majątek a obok wprowadza się azjatycka rodzina. Główny bohater polubił sąsiadów i pomaga im w zwalczeniu koreańskich pomiotów. Jedno spostrzeżenie Eastwood reżysersko się rozwinął, aktorsko stoi w miejscu i wciąż gra Brudnego Harrego.

Świetny film! Mimo, że sama fabuła nie jest niczym nadzwyczajnym, to film zrobił na mnie ogromne wrażenie. Clint Eastwood w świetnej formie, zagrał perfekcyjnie!

Fabuła nie powala na kolana - zwykły obyczajowy. Film jest godny oglądnięcia jedynie ze względu na fenomenalną grę aktorską Clinta, co powoduje że reszta aktorów wygląda miernie.

Właśnie to jest w tym filmie piękne. Fabuła niby zwykła, nic odkrywczego, ale obraz wgniata w fotel, klimatem i napięciem. Normalnie jak stare westerny z Eastwoodem.

Twardy jak zwykle Clint Eastwood tym razem zmierzyć się musi z chińskim młodocianym gangiem i własnymi uprzedzeniami rasowymi. Bardzo dobre kino, trochę tylko schematyczne, ale prawdziwe, a to lepsze niż tworzenie na siłę oryginalnych scenariuszy. Świetna, przejmująca gra aktorska. Polecam.

Świetnie zrealizowany obraz. Eastwood pokazał rogi zarówno jako reżyser i aktor.

Uważam, że dużym plusem tego filmu jest gra Clinta Eastwooda. Historia ciekawa a film z mądrym przesłaniem.

Wcale nie tak dobry, jak się powszechnie uważa. To postać Clinta Eastwooda w "House-o-podobnej" roli złośliwca pozwoliła obrazowi zyskać sławę oraz nominację do Oscara.

Męskie. Oszczędne. Proste, ale w efekcie niesamowicie mocne, choć stonowane.

Clint Eastwood to aktor wybitny - a do tego im starszy, tym lepszy. Ostatnio dowiadujemy się także, że jako reżyser radzi sobie bardzo dobrze. "Gran Torino" jest najlepszym przykładem pokazania zarówno talentu aktorskiego, jak i reżyserskiego Eastwooda. Dlatego można powiedzieć, że to dzieło wyjątkowe i godne polecenia.

"Ostatnio"?! Oscara za reżyserię ("Unforgiven") dostał już 18 lat temu!!!

Fakt - zapędziłem się z tym "ostatnio". Obiecuję poprawę i o wybaczenie proszę :)

Proste, męskie, przewidywalne kino - cały Eastwood. Nie przepadam.

A jednak 7, czyli nie tak bardzo źle ;)

Chciałem dać 6, ale że to chyba najlepszy film Eastwooda, to stwierdziłem - niech ma!

"Najlepszy film Eastwooda"? Chyba rzeczywiście nisko go cenisz. Ja na pewno zdecydowanie wolę "Co się wydarzyło w Madison County". Aczkolwiek też o żadnym jego filmie nie mógłbym powiedzieć, że to arcydzieło.

Ja tam uważam, że dialogi u fryzjera to cymes. Tak samo treść testamentu. I rozwiązanie akcji w miarę zaskakujące. Nie narzekam.

Uwielbiam Clinta :)

Przewidywalny, ale dobrze zrobiony. Postać głównego bohatera jest świetnym dopełnieniem, kontynuacją poprzednich ról Eastwooda.

Cyniczny i inteligentny twardziel o gołębim sercu, wyposażony w językowy ostrokrzew, w jesieni swojego życia rozstawia po kątach mendy tego świata; wymierza sprawiedliwość, poznając przy okazji wartość skośnookiej przyjaźni. Eastwood trafia w najczulsze punkty mojej wrażliwości. Skubany.

Let's play Jesus.

Gangsterka ponad prawem lubię takie klimaty.

saha92500
redo123
adi1957
clayman
slowcheetah
ZygmuntSmietana
meitetsu
wolus
machond
domowekonto69