Człowiek niedźwiedź (2005)

Grizzly Man
Reżyseria: Werner Herzog
Scenariusz:

Timothy Treadwell, doskonale znany obrońca niedźwiedzi grizzly, podróżujący z wykładami na ich temat, zginął w październiku 2003 roku. Został zabity i częściowo pożarty razem z jego dziewczyną Amie Huguenard przez niedźwiedzia grizzly w Parku Narodowym Katmai na Alasce.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Ten film trzeba obejrzeć choćby ze względu na kapitalne zdjęcia. Sama zaś historia jest dość irytująca - miejscami. Treadwell naprawdę był "oryginałem" i jak go się słucha to ma się jakieś takie dziwne uczucie, ze jednak za młodu troszkę za dużo pewnych środków używał. Średnio też udany jest materiał przerywający zdjęcia autorstwa Treadwella - nudne gadające głowy. Jednak warto je przeboleć, przeczekać i cieszyć się dziką naturą.

"przeboleć, przeczekać i cieszyć się dziką naturą"??!!

Przecież to nie jest film przyrodniczy. To film o ekscentrycznej jednostce i powodach, dla których prowadziła takie, a nie inne życie. A także, w świetnych komentarzach Herzoga, o tym, co jest istotą natury i dlaczego "miś" Grizzly nigdy nie będzie najlepszym przyjacielem człowieka :)

Właśnie ta cześć do mnie zupełnie nie trafia - ona eksponuje Treadwella jako ekscentryczną jednostkę, tu masz rację, ale praktycznie poza tym eksponowaniem nie robi nic. Powody opisane po macoszemu, masa pobocznych wątków rozpoczęta, anie zakończona. Straszna maniera w dopraniu/wystylizowaniu wypowiadających się osób - dla podkreślenia owej ekscentryczności?

Na + rzeczywiście trzeba jeszcze zaliczyc komentarze Herzoga - zwłaszcza dotyczace "robienia filmów" i "grania" przez Treadwella.

A widziałeś inne filmy Herzoga? Ciekaw jestem czy po prostu maniera reżysera Cię drażni czy w tym filmie jakoś wybitnie przesadził. Do Grizzly Mana przymierzam się właśnie, bo Encounters at the end of the World zafascynował mnie chyba bardziej niż Fitzcaraldo i postaniwiłem pochłonąć większość Herzogów :)

Grizzly Man jest w tym samym stopniu filmem o misiach, w jakim Spotkania na krańcu świata są filmem o pingwinach :)) Innymi słowy Michuk - powinien Ci się podobać :)

Jasne, że pewne rzeczy do jednych trafiają bardziej, a inne do innych. To normalne. Ja się tylko wystraszyłem, że próbujesz przedstawić Grizzly Man jako film przyrodniczy z dodatkowymi niepotrzebnymi wstawkami, bo to byłoby zdecydowaną bzdurą. W końcu to film o Grizzly Man, a nie o Grizzly.

To by było tak jakby powiedzieć, że Gwiezdne wojny są komedią romantyczną, z kilkoma, niepotrzebnie wydłużonymi, scenami walk ;))

Chodzi mi w dużej mierze o przedstawienie tej historii - mając do dyspozycji kapitalne zdjęcia - mogące uświadomić dlaczego Treadwell miał tego swojego bzika, rok do roku na kilka miesięcy zaszywał się w głuszy, był tylko on i niedźwiedzie - to znaczna część filmu wypełniają gadające głowy - na co? po co? Co szkodziło, żeby ich głos był podłożony pod zdjęcia przyrody?

Tak jak pisałem w poprzednim komentarzu - bohater jest przejaskrawiony, wręcz groteskowy - i w sumie nie wiadomo czy naprawdę taki był, czy też to tylko jego przedstawienie.

Świetny wybór footage, doskonale połączony z rozmowami z przyjaciółmi Treadwella, poprzeplatane ciekawymi refleksjami samego Herzoga. Kilka genialnie zmontowanych scen. Wstrząsający żarcik Davida Lettermana (wycięty z amerykańskiej wersji DVD). Tak się powinno kręcić dokumenty.

Na mnie wrażenie zrobiło między innymi zestawienie "przytulności" puchatych misiów w chwilach relaksu z ich siłą i zawziętością podczas walki. Ujęcia urwanej łapki niedźwiedziątka ze wzmianką o ręce Treadwella z wciąż chodzącym zegarkiem na nadgarstku. Nie mówiąc o ponurej sprzeczności pomiędzy monologami bohatera a jego losem. Mam poczucie, że ten film to naprawdę misterna układanka.

Dokumentalny zapis przedziwnej historii człowieka, który tak bardzo kochał niedżwiedzie, że chciał się w nie... przeistoczyć.
Z filmu wyłania się niejednoznaczna postać zagubionego mężczyzny, dla którego ochrona niedzwiedzi stała się rodzajem ucieczki od rzeczywistości, sposobem na sławę, być może formą terapii.
Warto zobaczyć.

Dobrze nakręcony dokument, w miarę obiektywny i odpowiednio wyważony (rezygnacja z wyemitowania kluczowej ścieżki audio z szacunku do samego Treadwella i jego bliskich). Bohater filmu mocno kontrowersyjny. Można powiedzieć, że dostał co chciał: przeniknął w faunę i florę Alaski. A że przy okazji stał się jednym z elementów łańcucha pokarmowego? Cóż, prawa przyrody potrafią być brutalne i Treadwell o tym dobrze wiedział. Szkoda, że pociągnął za sobą też dziewczynę.

Wstrząsająca opowieść, na pewno nie dla osób znajdujących się w delikatnym stanie psychicznym. Choć oszczędzono widzom bezpośredniej styczności z najbardziej drastycznym materiałem, to co pokazano w filmie wystarcza by dobitnie odczuć grozę związaną z ostatecznym losem bohatera.
Chociaż mamy tu do czynienia z dokumentem wraz z jego typowymi elementami - rozmowy ze znajomymi i rodziną Treadwella, materiałami z jego archiwum, wizją lokalną - sposób poprowadzenia historii jest ciągający i silnie oddziałujący na uczucia. Nie chodzi o komentarz reżysera, który bywa subiektywny, ale nie narzuca usilnie swojej interpretacji, pozwalając w kluczowych momentach przemówić samemu Treadwellowi. Chodzi o kolejność scen, wykorzystanie znalezionych nagrań video. Zgłębiamy jego świat stopniowo i słuchamy bardzo różnych opinii na jego temat. Jest to niezwykle ciekawe i warto pomyśleć o tym, że podobnie kontrowersyjne mogą się okazać inne osoby, te które dziś działają w różnych głośnych sprawach.

beznazwybez
NarisAtaris
got3n
KornelNocon
tropicielkoni
nevamarja
Crotaphos
Lamia
narien
Ambrotos