Hawaje, Oslo (2004)

Hawaii, Oslo
Reżyseria: Erik Poppe

Opowieść o kilku osobach, których losy, czasem nieświadomie, splatają się podczas najgorętszego dnia roku w Oslo. Śledzimy Frode Willę, którzy właśnie dowiedzieli się, że ich nowonarodzone dziecko ma niewielkie szanse na przeżycie. Jest Bobbie-Pop, gwiazda pop, którą gasnąca sława doprowadziła do próby samobójczej. Poznajemy kleptomana Leona, zamkniętego w szpitalu psychiatrycznym, szukającego Asy, z którą 10 lat wcześniej postanowili się pobrać. Pojawia się Trygve, brat Leona, który z okazji swych urodzin zabiera brata ze szpitala. Przypominający nieco „Na skróty” czy „Magnolię” film okrzyknięto najlepszą od lat norweską fabułą.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Prosty i uczciwy film o ludziach i aniołach. Piękny, mimo niedociągnięć.

Słabizna i nuda. Wątki życia różnych osób się łączą, ale Altman to to nie jest. Może dlatego, że ich problemy są jakoś sztuczne, nie docierają do mnie zupełnie? Bo pomysł oczywiście fajny.

Podobają mi się filmy, w których ludzkie losy, pozornie niezależne od siebie, na końcu jakoś się ze sobą wiążą. Ten jest właśnie taki.

Majstersztyk.

Konfucjusz70
Szklanka1979
MureQ
dcd
dcd
param
halunke
monk665
bashir
Slowianka
Dramatiker