Hitchcock (2012)

Reżyseria: Sacha Gervasi

Alfred Hitchcock był mistrzem horroru i jedną z najbardziej niezwykłych postaci w historii kina. Jego twórczość wbijała widzów w fotele i weszła do klasyki filmu, ale życie osobiste Hitchcocka było niemniej ciekawe od jego produkcji, zwłaszcza jego burzliwy romans z Almą Reville, która była współautorką scenariuszy do wielu jego filmów. Reżyser Sacha Gervasi naświetla historię skomplikowanej, lecz fascynującej miłości. Pokazuje ją na tle wydarzeń, które zapisały się na kartach historii kina - akcja filmu rozgrywa się podczas kręcenia "Psychozy". Wtedy nikt nie przypuszczał, że ta produkcja zmieni oblicze całej branży filmowej. (Opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastuny:

Nie zapisze się do historii kina, ale to porządna biografia (choć tylko na temat krótkiego etapu życia mistrza) i nawet mnie lekko wzruszył ten stary drań.

Jako film tak po prostu jest akceptowalny, ale jako na film o Hitchcocku zdecydowanie słaby. Przede wszystkim, skoro tyle miejsca poświęca się żonie Hitcha i temu, jak bardzo niedoceniana była jej praca przy jego filmach, zatytułowanie "Hitchcocka" wyłącznie nazwiskiem męża zakrawa na taką samą arogancję, z jaką Alma bez przerwy styka się w trakcie filmu. Hitchcock-Hopkins, z twarzą ledwo widoczną spod tony charakteryzacji, aktorsko robi co może, ale scenariusz gra przeciw niemu. W ostatecznym rozrachunku nie jest to film o realizacji jednego z najciekawszych dzieł w dorobku reżysera, ani nawet portret genialnego reżysera i jego licznych dziwactw, tylko błahostka o małżeńskich perypetiach. Plus gwiazdka za parę milutkich scen, kilka ładnych bon motów i za Helen Mirren.

A żona przypadkiem też nie była Hitchcock? :D

IMDB twierdzi, że nie. W obsadzie też figuruje jako Alma Reville. :P

Z kolei angielska wiki twierdzi, że tak http://en.wikipedia.org/wiki/Alma_Reville :P Zresztą mnie tylko szkoda filmu, bo miałam nadzieję na coś dobrego.

Ja tam nie wiem. Poślubiła go w 1926 a w creditsach do "Nine Till Six", filmu z 1932 roku, figuruje pod panieńskim nazwiskiem. To samo z "Tajnym agentem" samego Hitchcocka z 1936 roku. Ale w zasadzie mogło być i tak, że przyjęła jego nazwisko a panieńskiego używać jako artystycznego pseudonimu.
Filmu mnie szkoda też. Bardzo liczyłam, że wyjdzie coś fajnego. Ayya AKA Kasia. na pocieszenie poleca "The Girl", podobno lepsze i też o Hitchcocku.

Hitchcock Hitchockiem, a mnie jest strasznie tęskno do czegoś dobrego z Hopkinsem, bo od paru lat w samych średniakach gra. Pozostaje mi liczyć na Hemingwaya.

Czyli ogólnie podobne zarzuty co w przypadku "Lincolna". No to nie będę się spieszyć z marnowaniem czasu.

Myślę, że jednak jest to trochę bardziej wdzięczny film niż "Lincoln". Mirren i Hopkins są fajnym duetem, a Hitch, chociaż niezbyt udany, mimo wszystko ma parę ładnych rzeczy do powiedzenia.

Na pewno wdzięczniejszy, bo krótszy. ;) Ale na ocenę to się u mnie podobną zanosi. Biorąc pod uwagę, że wishlista pęka w szwach, na razie dam sobie spokój.

Dobry o Hitchcocku to jest Dubel: http://filmaster.pl/film/double-take-2009/

Mnie się podobało. Bardzo fajna biografia, nakręcona z poczuciem humoru. Podobała mi się oszczędna gra Anthonego Hopkinsa, który - jak zwykle - umie wiele zasygnalizować bardzo drobnym gestem.

alanos
asthmar
MureQ
PiotrKowalski
mrci
HollyGolightly79
liz29
jakilcz
PrzemyslawLes
patryck