Pogorzelisko (2010)

Incendies
Reżyseria: Denis Villeneuve

Bliźnięta Jeanne i Simon Marwan nie spodziewali się zbyt wiele po testamencie matki. Tym większe było ich zdziwienie, gdy Jean Lebel, notariusz i wieloletni przyjaciel matki, odczytuje im jej ostatnią wolę: by dzieci osobiście dostarczyły dwa listy - jeden do ojca, którego przez lata uważali za zmarłego, zaś drugi do brata, o którego istnieniu nie mieli pojęcia. Przy pomocy Lebela, rodzeństwo mozolnie układa w całość wszystkie elementy rozdzierającej serce historii matki. (WFF)

Obsada:

Pełna obsada

Historia mocna, ale grubymi nićmi szyta. Trochę trudno było mi w nią uwierzyć, jak również zorientować dokładnie kto, kogo i dlaczego masakruje - osobom niezorientowanym w historii Libanu niewątpliwie wiele umyka. Dlatego też nie udało mi się 'wejść' w ten film i naprawdę go doświadczyć.

Historia tak nieprawdopodobna, że zapewne oparta na faktach. Są tu sceny poruszające pogłębnie, jest też nieco mielizn. Zawodzi łopatologiczna końcówka. Pozostawiając więcej niedopowiedzeń, film zyskałby znacznie. Jest to jednak summa sumarum kawałek oryginalnego i przejmującego kina, ciężki do jednoznacznego zakwalifikowania - nie żałuję więc że się na niego wybrałem w ramach WFF.

Podzielam. Do czasu końcówki w zasadzie nie miałem zastrzeżeń. Na koniec rzeczywiście robi się w pewnym sensie telenowelowo - trudno uznać, że skala dramatu, przez swoje nieprawdopodobieństwo, "gra", ale z drugiej strony rozumiem zamysł: takie wyolbrzymienie dla podkreślenia przesłania. Ale zgadzam się, że cały epilog nic wartościowego nam nie mówi - chyba że za wartościowe uznać nieco banalną treść listów matki. Mogło być lepiej, ale jest OK. Aha, i jeszcze: plus za nienachalne wkomponowanie humoru (dość wisielczego, ale zawsze) w skądinąd tak ciężki materiał.

Strasznie ciężki film i w dodatku jak dla mnie w całość dość telenowelowy jednak, ale poza tym też nieprawdopodobny i chyba jednak niespecjalnie trzymający się logiki czasowej. [SPOILER] Chodzi mi po głowie przede wszystkim pytanie, ile lat musiał mieć Nihad, kiedy "zajmował" się matką w więzieniu? 13 lat siedziała matka, nim zaszła w ciążę, ale nie wydaje mi się, by minęło więcej niż 5 lat od momentu narodzin Nihada do etapu więzienia, chłopak zatem miał ok. 18 lat, czy ten specjalista od tortur faktycznie tyle miał?? Inna sprawa, ile wynosi prawdopodobieństwo, że poszukiwany latami syn żył sobie gdzieś obok i akurat był na tym samym basenie, w tym samym kraju oddalonym tysiące kilometrów od ojczyzny?

To wszystko fakt, choć odnoszę wrażenie, że akurat w przypadku tego filmu precyzja i prawdopodobieństwo są o tyle mało ważne, że całości chyba nie należy brać dosłownie. To znaczy raczej jako przypowieść o tym, jak tragicznie pokręcone są ludzie losy wobec konfliktów i wojny, niż jako realistyczną historię.

Masz rację, właśnie tak warto odczytywać ten film.

Chyba trzeba brać raczej dosłownie, skoro twórcy filmu nie zostawiają żadnych niedopowiedzeń :)

Styl Villeneuve'a doceniłem już po jego wcześniejszej "Politechnice". Lubię, kiedy z bliska przygląda się twarzom swoich aktorów oraz to, że nie pozwala im przesadzić z ekspresją, która może kusić w dramatycznych okolicznościach scenariusza. W przypadku "Pogorzeliska", podobnie jak ayya, miałem problem z logiką czasową. Mimo to kupuję tę niespiesznie opowiedzianą historię o nieprawdopodobnym okrucieństwie losu.

Może i byłby dobry film, ale dłuży się niemiłosiernie i do tego rola notariusza - za każdym razem kiedy go widziałem, myślałem, że zejdę z tego świata. Beznadziejny aktor.

Udany film. Z początku trochę trudno się połapać w stronach konfliktu, ale reżyserowi chyba chodziło o uniwersalne przesłanie. Historia może nieprawdopodobna, ale nie niemożliwa. Łopatologiczne wyjaśnienie mnie nie uwiera, ale w pierwszym momencie trochę !SPOILER! trudno zrozumieć motywację bohaterki do zabicia chrześcijańskiego przywódcy /SPOILER. Od warszawskiego zwycięzcy mimo wszystko oczekuję więcej i trudno mi uwierzyć, że nie było lepszych pozycji, ale film na pewno godny polecenia.

Ach jak szkoda końcówki - scenarzysta zdecydowanie przedobrzył! Ale przez 90% czasu film oglądało mi się świetnie, kilka scen wręcz fenomenalnych. Lubię gdy kino pokazuje historię w ten sposób, przez pryzmat indywidualnych losów, emocji i nieszczęść. Do tego znakomite zdjęcia i muzyka Radiohead. Ech, gdyby nie końcówka dałbym 8-9.

Ano właśnie. Ja byłem blisko ósemki oglądając ten film, bardzo żałuję, że nie skończył się on wcześniej i mniej łopatologicznie.

Szczerze powiedziawszy chyba jeszcze mi się coś takiego nie zdarzyło, tzn. żeby końcówka na tyle wywróciła mi ocenę filmu i tak mnie zawiodła. Trochę tak było na Hadjewich, ale nie aż do tego stopnia.

Tym niemniej uważam że oceny osób z Filmastera, które oglądały film na WFF (średnia była około 5,5) to jednak zbyt radykalna kara jak za przeszarżowanie. Było w tym filmie sporo świetnego kina, arcydzieło się niestety nie udało, no ale żeby dawać tylko 5, czy nawet 4??!! Bez przesady.

Prawdopodobieństwo tej historii jest na poziomie telenoweli. Pogorzelisko = Moda na sukces z wojną w tle

Tak, przyznałem przecież również, że mnie końcówka załamała.
Ale od telenoweli różni ją wiele rzeczy:
- opowieść o wojnie i kulturze, której nie znaliśmy
- kapitalne zdjęcia, muzyka i na pewno o niebo lepsze aktorstwo niż w telenowelach
- ambicja, by powiedzieć coś o pamięci i pojednaniu; w telenowelach żadnej ambicji nie ma; tu zresztą to właśnie ta ambicja położyła film, bo reżyserowi była potrzebna klamra, która wszystko zepsuła
Ty się skupiłaś na jednym aspekcie, co jest bardzo niesprawiedliwe, bo sprowadzając fabułę do dwóch zdań można ośmieszyć każdy film. Ale oczywiście masz pełne prawo być niesprawiedliwą.

Opowieść o wojnie jest akurat dość schematyczna, bo pokazuje ją jako ciąg okrucieństwa, cierpień, niesprawiedliwości etc. Rozumiem, że to jest jakoś niesamowicie nowatorskie? Co do muzyki - no fajnie, że Radiohead, ale żebym zaraz miała się zachwycać muzyką? To nie jest autorska ścieżka dźwiękowa tego bandu czy któregoś z jego członków jak w przypadku Bodysong. Aktorstwo jest w porządku, zdjęcia także, a kultura Bliskiego Wschodu nie jest aż tak nieznana.
Zgadzam się, że reżyser był zbyt ambitny, ale rozłożył się nie w końcówce, ale w konstrukcji ciągu ciągu zdarzeń. To jest tak nieprawdopodobne, że aż nie potrafię skupić się na humanistycznej wymowie tego filmu.

Co rozumiesz przez "nowatorskie"? Dla mnie opowieść o wojnie domowej w Libanie nie była "nowatorska", tylko "nowa", bo praktycznie nic o tej wojnie nie wiedziałem. Podoba mi się w tego typu opowieściach przyjęcie indywidualnej perspektywy, bo dopiero to pokazuje rzeczywisty chaos i bezsens tej wojny. Scena w autobusie była jej kwintesencją, jak dla mnie zdecydowanie najlepsza w całym filmie.

Słowo "nowatorski" jest w ogóle ryzykowne, bo mało co jest "nowatorskie". A już szczególnie mało co jest "niesamowicie nowatorskie" :P To byłby po prostu bardzo dobry film, gdyby nadmiar dobrych chęci go nie schrzanił (może i słusznie wsadzają za nie podobno do piekła). Mimo wszystko dla mnie to nie jest film na 5, bo to półka kompletnych przeciętniaków. Aczkolwiek, jak widzę, to Ty jesteś w ogóle radykalniejsza w ocenach, i na tej Twojej półce z numerem 5 jest dużo więcej tytułów, które cieszą się powszechnie wysoką oceną :)

W pewien sposób nowatorski był "Liban" - wojna widziana z perspektywy czołgu, "Ziemia Niczyja" - wojna z perspektywy pułapki w okopie, gdzie tkwią dwie, walczące strony. Poza tym mam wrażenie, że trochę przeceniasz wartość poznawczą tematu wojny domowej w Libanie wg "Pogorzeliska", bo zapewniam cię, że ta konkretna wojna nie wyróżnia się niczym szczególnym w porównaniu do innych wojen na Bliskim Wschodzie czy nawet w Afryce czy na Bałkanach. Poza tym myślę, że miała ona wymiar uniwersalny i mogła dziać się gdziekolwiek tak naprawdę. Jednym z filmów o wojnie, który najbardziej mną wstrząsnął był "Welcome to Sarajevo", które zjada "Pogorzelisko" na śniadanie IMHO.

Co do ocen, ja po prostu nie szastam ocenami na prawo i lewo:P Filmy w okolicach 8 i 7 to pozycje do listy roku, 6 niezłe, 5 przeciętne. Najwyższe noty są zarezerwowane dla prawdziwych arcydzieł 8)

Właściwie się zgadzam (o dziwo :P). Też uważam, że "Liban" i "Ziemia niczyja" były filmami o niebo bardziej nowatorskimi. Aczkolwiek też nie bez wad. Mojego kumpla np. strasznie irytowała sztampowość rozwiązań fabularnych i psychologia postaci w "Libanie". "Alei snajperów" chyba nie widziałem (albo nie pamiętam).

Mam nadzieję, że też nie szastam ocenami na lewo i prawo. Po prostu, mimo telenowelowości zakończenia nie uważam "Pogerzeliska" za film przeciętny. Nie uważam też jednak za kandydata do tytułu filmu roku. Dla mnie 7 to ocena "dobry".

Podziwiam kunszt scenariusza,choć historia jest do tego stopnia nieprawdopodobna, że rzeczywiście mogła się wydarzyć, Jeśli wyzbyć się tych wszystkich uprzedzeń, to film o zapętleniach ludzkiego losu. Jest jakaś niepotrzebna moda we współczesnym kinie francuskojęzycznym na, powiedzmy, "wielokulturowość".

Przez kilka dni nie mogłem przestać myśleć o tej histori. Doskonale ilustruje bezsensowność konfliktów etnicznych.

Negrin świetnie zakwalifikował ten film - jako przypowieść, parabolę. Pokazuje, jak zwichrowane mogą być losy ludzi w tak zwichrowanych czasach jak wojna domowa, czy wojna w ogóle. W filmie widać rozwiązanie zagadki, prawie jak w kryminałach Agathy Christie, w życiu ludzie umierają nie dowiadując się całej prawdy o swoim życiu. Ale to nie życie, to film. Naprawdę dobry.

W końcu Warszawiak ;-)

ciągle przed oczami widnieje mi pierwsza scena filmu, która w moim odczuciu opowiedziała go w całości: młodzi chłopcy z sierocińca są goleni przez żołnierzy przy wtórze piosenki Radiohead. i ten wzrok jednego z nich [chłopców], wzrok przyszłego mordercy.
to prawda, film mógł skończyć się inaczej, albo przynajmniej wcześniej, ale nie zmienia to faktu, że jest to dzieło świetne i wstrząsające w odbiorze. warto zwrócić uwagę na tego reżysera.

Wciskający w fotel, poruszający dramat. Po obejrzeniu nie ma się ochoty otwierać ust.
Piękne zdjęcia, wiele zapadających w pamięć kadrów, kolory, zbliżenia. Bardzo dobra gra aktorska, oszczędna, przekonująca. Genialna oprawa muzyczna, genialna. I sama opowieść niczym tragedia grecka, bolesna, zawiła, trudna - dla mnie wystarczająco wiarygodna. W scenariuszu malutkie drażniące drobiazgi, ale całość - dwugodzinna - broni się mimo. I szczerze polecam.

Wysokiej klasy reżyseria. Mocny, zaskakujący scenariusz. Trzeba znać.

Montago
zur887
zann123x
Farary
bartje
malamadi
NarisAtaris
elvendance
AniaVerzhbytska
beznazwybez