Incepcja (2010)

Inception
Reżyseria: Christopher Nolan
Scenariusz:

Światowej sławy filmowiec Christopher Nolan wyreżyserował film z gwiazdorską obsadą, który zabiera widzów w podróż dookoła ziemskiego globu oraz wgłąb intymnego i nieskończonego świata snów. Dom Cobb (Leonardo DiCaprio) jest niezwykle sprawnym złodziejem, mistrzem w wydobywaniu wartościowych sekretów ukrytych głęboko w świadomości podczas fazy snu, kiedy umysł jest najbardziej wrażliwy. Wyjątkowe umiejętności Cobba uczyniły z niego ważnego gracza w świecie szpiegostwa przemysłowego, ale i najbardziej poszukiwanego zbiega, a za swoją pozycję zapłacił utratą wszystkiego, co kocha. Teraz Cobb otrzymuje szansę na odkupienie. Za sprawą jednego, ostatniego zadania może odzyskać stracone życie. Musi tylko wraz ze swym zespołem dokonać rzeczy niemożliwej: zamiast skraść myśl, zaszczepić ją w śpiącym umyśle. Jeśli im się to uda, dokonają zbrodni doskonałej. Jednak nawet najbardziej precyzyjne planowanie nie jest w stanie przygotować ich na spotkanie z niezwykłym przeciwnikiem, który potrafi przewidzieć każdy ich ruch. Wróg, którego tylko Cobb mógł się spodziewać. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastuny:

najlepszy film jaki widzialem w tej dekadzie

Pomysł na incepcję, sen we śnie itd. jest wspaniały. Chętnie obejrzałbym jeszcze jedną akcję z jej użyciem na ekranie. Natomiast jeśli idzie o perypetie głównego bohatera przypomniał mi się jeden ze skeczy z programu A bit of Fry & Laurie:
http://www.youtube.com/watch?v=Y7o8FbGCR9U

Ciekawy, dość innowacyjny lecz prawie nie wzbudzał u mnie jakiś większych emocji. Dobry film, ale bez rewelacji.

miałam nadzieję, że będzie dobre tak, że mi dupie urwie, brzydko mówiąc. niestety, nic tak bardzo nie zawodzi jak oczekiwania.

Bardzo dobrze zrealizowane, inteligentne widowisko. Temat snu bardzo mnie interesuje i w końcu doczekałem się filmu, w którym gra on z główną rolę, a nie jest kiczowatym horrorem . Oprócz świetnego scenariusza, na uwagę zasługuje również fantastyczna muzyka Zimmera, który przeszedł sam siebie. Warstwa wizualna też robi wrażenie, a kilka ujęć naprawdę pięknych. Być może ten tytuł po odleżeniu nabierze jeszcze więcej smaku.

Film ma świetne tempo, niezłą obsadę aktorską jest nakręcony w przepięknych plenerach i ma fantastyczne zakończenie.
Film Nolana jest profesjonalnym dziełem , któremu jednak brakuje szczypty oryginalności.
Trudno - siedem.

Tu się będę kłócić. Pewne elementy pomysłu na film ściągnięte są z Matriksa (być może mimowolnie), ale scenariusz jest moim zdaniem bardzo oryginalny. Niczego w wystarczającym stopniu podobnego w kinie nie widziałem do tej pory.

Duże oczekiwania tylko w części spełnione. Genialna muzyka i zaskakujące efekty wizualne budowaly razem niesamowity klimat. Psuł go zupelnie nierealistyczny (choć spójny na pierwszy rzut oka) scenariusz, przez który ciężko mi było w pełni zaangażować się w to, co widzialem na ekranie. Ocenę podwyższa doskonale zrealizowana końcowka i szczęśliwie niespaprana ostatnia scena.

Znowu wiele hałasu o nic? Tak samo jak z Avatarem?

Jakoś nie spodziewałam się realistycznego scenariusza po obejrzeniu tych bajerów z podnoszącą się do pionu ulicą w trailerze :)

Akurat podnoszona w pion ulica to jedna z bardziej realistycznych scen. Mówiąc o scenariuszu miałem bardziej na uwadze ogólną linię fabuły (której nie chcę zdradzać), a nie efekty o których piszesz. Idąc na Dark Knight nie spodziewam się realizmu i przyjmują jego brak jako część konwencji. Idąc na film reklamowany jako sci-fi spodziewam się realizmu choćby na poziomie Matriksa czy książek Lema. Nolan pojechał zupełnie po bandzie. Raczej nie można tego filmu nazwać science-fiction. To bardziej senna fantazja. Doskonale zrealizowana, dodam, więc fani nie powinni być zawiedzeni.

No i już skleciłem dłuższą notkę: Incepcja - narodziny kultowego klasyka? - zupełnie bezspolierowo więc można bezpiecznie czytać.

Mam nadzieję zobaczyć go jeszcze raz. Na pewno osiem, nadal rozważam dziewięć. Zdecydowanie do przełomowości brakuje mu stworzenia własnej filozofii (Matrix). W końcu film akcji, który traktuje widza poważnie, który ufa, ze damy radę utrzymać uwagę przez dwie godziny i na powalających efektach wizualnych i na skomplikowanym układzie historii. Muzyka!

Oj tam. Czy "Obcy" tworzył własną filozofię? Czegoś mi trochę brakowało, ale nie wiem czy akurat tego. :)

coraz gorzej jest

Ten film to istna kanonada fajerwerków kreatywności scenarzysty-reżysera i dla mnie niewiele ponad to.
W trakcie seansu, czułem się bardziej jak widz oszałamiającego teledysku niźli świadek jakiś wiekopomnych wydarzeń.
Zapewne to za sprawą "przereklamowanej" tematyki snu, kontrowersyjnych i błahych motywacji niektórych bohaterów (choć Nolan robi co może żeby emocjonalnie potrząsnąć widzem) i ogólnej kompromisowości filmu (duży budżet, ale ma być czasem "śmieszno" i przeefektownie).
Ode mnie 7.

jakby to powiedzieć... Nolanowi szkodzi duży budżet. Kiedy jest ograniczany z zewnątrz robi lepsze filmy. Inception jest owszem efektowny i satysfakcjonujący wizualnie, ale czuje się nie do końca wykorzystany potencjał pomysłu.
Gra aktorska, oprócz Di caprio, też pozostawia trochę do życzenia, ale to już jest wina scenariusza, nie aktorów.
Spodziewałem się czegoś lepszego ze względu na tematykę. Lepsze są jego skromniejsze budżetowo filmy.

pełna zgoda. Zapewne Nolan ciągle czuł na sobie nieświeży oddech producenta-inwestora i stąd liczne ukłony w stronę pożeraczy popcornu :)

filmaster sugeruje,żebym dała 4,a nie ;> jednak nieomylny nie jest.
a tak poza tym to uważam,że niesłusznie uważa się go nowym matrixem- myślę,że nie zmieni za wiele we współczesnej kinematografii,na pewno przełomowy nie jest. za to wciągający, trzymający w napięciu i powalający efektami specjalnymi. dobry, ale chyba nie obejrzałabym drugi raz. dicaprio też jakoś specjalnie nie błysnął, ale zakładam, że to przez odgrywaną postać.

Może ja jestem zielona, ale chyba nie spotkałam filmu, który zmusiłby mnie do żonglowania taką ilością poziomów opowieści z taką szybkością. Było już trochę "szkatułkowców", ale nigdy nie miały takiego zawrotnego tempa. To jest film, który dociera chyba do granic możliwości percepcyjnych widza, nie jestem nawet pewna, czy się nie zgubiłam.

Yyy... Serio-serio? Ja się po opiniach takich jak Twoja tutaj spodziewałem pod tym względem nie wiadomo czego, ale przecież to prosty film jest, nawet wyjątkowego skupienia nie wymaga, bo jednoczesna prezentacja poszczególnych poziomów jest tak klarowna, że ojej (tu akurat słowa uznania dla Nolana-reżysera, że nie pogmatwał nieudolną robotą tego, czego nie musiał).

Yup. 3 poziomy snu nie stanowily problemu, bardzo były łopatologicznie podane, ale chyba zgubiłam się na czwartym - Przeczytaj spoilery +

W sensie, że finał? Przeczytaj spoilery +

Nie finał :)

Przeczytaj spoilery +


@michuk Filmaster ogarnia schowanie tylko jednego spojlera. Niedobrze.

@Esme właśnie to poprawiłem live na produkcji :)

@michuk Gracias. Żeby jeszcze chował spojlery na planecie to byłoby pastelowo :)

No ale limbo też się skądś bierze, więc w sumie to chyba tylko różnica nazewnictwa. Zresztą jeśli chodzi o rozłożenie konstrukcji filmu na kawałki (łącznie z alternatywną interpretacją), to ten gość sobie całkiem fajnie poradził:

http://forum-kmf.fc.pl/viewtopic.php?p=223172#223172

A co do totemów... Przeczytaj spoilery +

Notabene - nie wiem, czy była już tutaj o tym mowa, bo mi się już miesza :) - ale czy zwróciliście uwagę na niezwykle silne paralele między dwoma ostatnimi filmami z Di Caprio w roli głównej? :)

Bardzo ładna rozpiska, chociaż też widze niepewność jeśli chodzi o sen 4. Ale może to faktycznie kwestia nazewnictwa i oba miejsca (limbo Cobba i miejsce, w którym znalazł się stary Saito) to w zasadzie to samo.

Bączek - masz rację.

Di Caprio - Tak! :) Rozmawiałam o tym z Queer na ENH - w obu bohater ma zmarłą żonę, która nie daje mu spokoju, czy właściwie on nie może dać jej spokoju. Tylko uważam, że w "Shutter Island" wyszło mu to... nie wiem, lepiej, bardziej wiarygodnie, niepotrzebne skreślić. W "Incepcji" nie poczułam się taka zaangażowana w jego dramat, może dlatego że rozdrabniałam się na współczucie Fisherowi, którego ekipa usiłuje zrobić w bambuko. Oraz w obu filmach mały twist na koniec. A Nolan tak się starał być oryginalny.

No to tu jest z kolei parę przyjemnych teorii pa anglijski:

http://www.cinematical.com/2010/07/19/dissecting-inception-six-interpretations-and-five-plot-holes/

Przyjemnych, bo nawet te mało prawdopodobne są całkiem inteligentne i fajnie o nich pomyśleć :)

A co do kwestii "Incepcja" vs "Shutter Island" i wagi emocjonalnej dramatu, to sprawa jest prosta: Nolan jest znacznie chłodniejszym twórcą, jak powiedziałem: matematycznym. Stąd w "Incepcji" mało jest serca, a dużo rozumu. Z kolei u Scorsese jakby odwrotnie, przy czym moim zdaniem na tym się trochę wykłada: Przeczytaj spoilery +

Ładny link, dzięki. Trudno mi sobie wyjaśnić, jakim sposobem w senariuszu pisanym przez tyle lat są dziury, ale zarzuty wyglądają sensownie. Ten sam problem miałam zresztą z mikrofonami w "Złym poruczniku". :)

Mam jeszcze jeden zgryz, może czegoś nie zajarzyłam. Cobb i Mal starzeją się wspólnie we śnie, ale kiedy kładą się pod pociąg, żeby umrzeć, są młodzi. Albo wyszli już ze snu, w którym budowali swoje miasto, i umierają w limbo albo nie wiem.

Hej, nie zwalaj wszystkiego na Scorsese, cały ten kicz w SI na pewno był też w powieści. :)

Co do wieku Cobba i Mal, to ja to odebrałem jako taką zwykłą sztuczkę filmową, którą widzieliśmy już tyle razy: pierwotnie Cobb opowiada Ariadne o tym, jak to z Mal było i jak zabili się w limbo. Łatwo sobie wyobrazić, że brzmiało to na przykład: "No i wtedy położyliśmy się na torach i....". Widzowie (i Ariadne) mają wtedy taką wiedzę, jaką mają, więc widzą Cobba i Mala takimi, jakimi ich znają. A pod koniec filmu widzimy to samo już w wersji "tak jak było naprawdę".

Co do dziur: jak dla mnie, to są drobiazgi. Jedyna dziura, którą się da obronić, to ta ostatnia - że Fisher znałby Saito. Ale nie jest to IMO szczególnie ważne. W tym linku przede wszystkim podobają mi się pomysłowe interpretacje.

A SI? Nie mogę całkiem nie zwalać na Scorsese, bo przecież to on decydował o kształcie tych wizji. IMO one nie są be koncepcyjnie tylko realizacyjnie :) "Wyjaśnienie" wpada z lekka w tanią dramę. Incepcja w analogicznej scenie/scenach ratuje się tym, że jak wspomniałem, generalnie emo jest tu dość stonowane (może za bardzo - ale to już inna kwestia).

Dziury były krótsze, więc zaczęłam je czytać w pierwszej kolejności. :) Poza pierwszą interpretacją, na którą się zapisuję (BTW mnie też zastanowiły powtarzające się w dialogach frazy), najciekawsza wydaje mi się ta z Saito-architektem. Ale jeśli Saito byłby takim hardkorem, który umie wykonać incepcję na Cobbie, po co mu wynajęty specjalista na Fishera?

OK, z położeniem się na torach to eleganckie wyjaśnienie, chociaż robienie filmowych sztuczek przy takim scenariuszu to Zuo.

Co do pierwszej interpretacji - mnie się najbardziej podoba ten myk, że my jako widzowie nie mamy własnego totemu. W ogóle już podczas seansu, gdy tylko Cobb zwrócił Ariadne uwagę na to, że w snach nigdy nie znamy początku, pomyślałem sobie, że dokładnie tak samo działa KAŻDY film - cała kinowa iluzja. Bez cięć nie ma filmu, a przecież nasza logika i przyzwyczajenie każe nam sądzić, że jeśli w jednym ujęciu bohater idzie w kierunku budynku, a w następnym idzie korytarzem, to jest to korytarz tego budynku, do którego szedł - i że między ujęciami bohater wszedł po schodkach, otworzył drzwi i wszedł do środka :) Ale tak naprawdę nie wiemy, skąd on się tam wziął, tak samo jak w "Incepcji" de facto nie wiemy, jak bohaterowie na początku znaleźli się w japońskim pociągu - i na logikę zakładamy, że się wybudzili i to jest rzeczywistość :) Ot, tak sobie gadam na marginesie, bo spodobał mi się ten drobny mindfuck :)

A sztuczki filmowe? Bo ja wiem... Serio, ja się nad tym w ogóle nie zastanawiałem (w sensie: że to może alternatywna wersja czy coś, bo po prostu założyłem, że to właśnie taki myk :)

W gęsto cytowanym zdaniu sam Nolan podąża tą ścieżką:


There are a lot of striking similarities [between what the team does and the putting on of a major Hollywood movie]. When for instance the team is out on the street they've created, surveying it, that's really identical with what we do on tech scouts before we shoot.

Autotematyczność na całego :)

nie wiem sama,czy się zgodzę-w sensie,czy nie widziałam filmów, w których bardziej bym się zagubiła.
a tak poza tym zgadzam się, tempo było zawrotne.

Obejrzenie drugi raz tego filmu może być ciekawym doświadczeniem. Na pewno zupełnie inaczej spojrzy się na niego wiedząc to czego nie wiedziało się przed pierwszym seansem.

teoretycznie tak,ale zdarzają się filmy,których czuję potrzebę obejrzenia drugi raz.ten do nich nie należał.

Równie ciekawa interpretacja "Inception" autorstwa Phillipa z angielskiego Filmastera opisana jest w notce Inception Revealed. Równie ciekawa jest dyskusja pod notką, ze Stainem.

To tylko najpierw powiedz, czy w notce spoiluje tylko "Incepcję", czy "Donniego Darko" też... bo kurcze jakoś ciągle się z nim mijam i wiem, że wreszcie obejrzeć muszę, ale... ;)

O słuszna uwaga. Całkowicie spoiluje też Donniego Darko, więc jak z jakiegoś dziwnego powodu chcesz obejrzeć ten kiepski film, to nie czytaj.

Chyba spojluje też "Donniego" o ile pamiętam. Ja też go jeszcze nie widziałam a za to przeczytałam tę notkę :) Ale jak przeczytasz ją bez fragmentów o Donniem to też będzie całkiem inspirująco.

tu nie ma być komentarza ;)

Tu też. To miała być krótka notka ;)

Umbrin narobił syfu :( Kto to teraz oczyści?!

Chyba @michuk, którego się pytam: Dlaczego nie ma opcji - Usuń komentarz ?

Bo nikt nie zaimplementował jeszcze tego taska: http://jira.filmaster.org/browse/FLM-322

też mnie to zastanawia ;p

Bardzo słabe, żałosne wręcz kino. Po całkiem fajnych Batmanach Nolan zszedl na psy. + dla Leonardo, + za muzykę. Reszta do bani.

No po takiej opinii koniecznie musisz napisać dłuższą notkę, tak łatwo Ci to nie ujdzie.

Hmmm, no dobra. Napisze i to za chwile ;)

Nie sądziłem, że ten film może się komuś nie podobać.

Warto było, naprawdę dobry film. Brakowało jedynie pójścia dalej w marzenia senne. Paradoksalnie sen w "Incepcji" nie istnieje, jest tylko przejście między rzeczywistościami. Co ciekawe Nolanowi udała się rzecz niesamowita, nie wiem czy to kwestia sugestii, ale naprawdę dobrze nie pamiętam początku jego dzieła.

E, to chyba Twoja wina, bo początek był potem powtórzony - scena przybycia do Saito.

Faktycznie :P Na swoje usprawiedliwienie powiem, że przez cały początek filmu ktoś jadł nachosy koło mojego ucha, więc byłem nieco zdezorientowany.

Chyba pierwszy raz poszedłem do kina "przy okazji" zakupów w centrum handlowym. Okazuje się, że do "Incepcji" taki kontekst świetnie pasuje. Trudno odmówić Nolanowi-scenarzyście błyskotliwości, ale trudno też mówić o umiarkowaniu, jeśli chodzi o zawartość strzelania i biegania w produkcie końcowym. A moją 10-minutową drzemkę w trakcie seansu można interpretować jako oznakę tego, że jednak dałem się "Incepcji" odrobinę uwieść.

Dalej ogladasz a w snie w przyspieszonym tempie komentujesz na biezaco na Filmasterze. Kurcze, szkoda ze sam o tym nie pomyslalem wczesniej. To doskonaly patent na super-aktualne relacje z festiwali!

Moim zdaniem rewelacja. W tym filmie było wszystko co tylko może się podobać. Znakomita gra DiCaprio, rewelacyjny scenariusz i pomysł Wystarczy, ze widz chociaż na sekundę zaśnie(heh ; ) ), a wątpię, żeby potem odnalazł się w fabule. Warty obejrzenia jeszcze raz. Zdecydowanie 10/10 Może określenie drugi matrix nie będzie zbytnio trafne, ale na pewno będzie oddawać fakt, że obok tego filmu nie można przejść obojętnie. Poza tym końcówka wskazuje na to,że będzie kontynuacja. I bardzo dobrze :)

Szczerze mówiąc, mam problem z 'kinem akcji', wiec nie biegłam w podskokach. Poszłam wreszcie, nastawiona co prawda na co innego i czekało mnie pozytywne zaskoczenie! Efekty - wiadomo. Scenariuszowo - ciekawie! Wkręciłam się i chciałam wiedzieć co dalej, co dalej.
Ogląda się szybko i przyjemnie, ale trzeba też ciut się uruchomić. No i padłam po znajomym NON, RIEN DE RIEN chwilę po mignięciu na ekranie Marion Cotillard ;)
A Hans Zimmer jak zawsze na wysokości zadania.

Krótko: bez szaleństw.
Dłużej: Sprawnie zrealizowana opowieść, z bardzo ładnymi obrazkami (ale do deL Toro, to daleko) i dobra grą aktorską, ale fabuła nie porywa do końca, nie ma ani wielkiego wciągnięcia w świat, ani zaniepokojenia ponad miarę, czy zwykłych (choć tanich) zwrotów akcji. I nie chodzi tu nawet o przewidywalność, tylko o ogólny klimat. "Autor widmo" mimo przewidywalności - klimat miał.
Wyszedłem lekko rozczarowany - pewnie przez mocny wydźwięk filmu w mediach i w społeczności.

Pierwszy raz spotykam się z porównywaniem tego filmu do Labiryntu fauna i Autora widmo. Przecież to trzy różne światy.

Nie porównuje filmu, tylko elementy. Umiejętność wciągnięcia w klimat, czy kwestie zakręconego świata. Autor widmo jakoś automatycznie przyszedł mi do głowy po wyjściu z Incepcji - tam tez akcja niby tajemnicza, a przewidywalna i zdecydowanie mocniej pochłonęła.
Senne wizje świata jakoś specjalnie zakręcone, czy wizjonerskie też nie były.

Incepcja w zakręconym świecie jest niewykonalna.

Od polowy film byl dla mnie nuzacy wrecz nudnawy. Zapetlanie poziomów to jedno ale dialogi wkolo tego bardzo monotonne. W kazdym badz razie nie wyszedlem rozczarowany. Nie spodziewalem sie rewelacji aczkolwiek pomysl troche niewykorzystany.

Dialogi akurat miały najbardziej istotne znaczenie w drugiej części filmu (wręcz każde wypowiedziane zdanie). To obraz wymagający maksymalnego skupienia. Nie wszystko jest też powiedziane w nim wprost i za każdym razem miałem wrażenie, że odnajduję w nim zupełnie coś nowego. Po pierwszym obejrzeniu dałem 8, po drugim 9, a po trzecim 10.

Przyjemnie zajął mi trzy godziny czasu, nie nużąc mimo przeładowania akcją. Dobrze zobaczyć film o tak wielkim tempie, który dla odmiany jest oryginalny i w miarę inteligentny. Niestety, to wciąż tylko mainstreamowy blockbuster, pozostawiający uczucie żalu spowodowane niewykorzystaniem tematu. Tak więc mimo wielkiego hype'u odmawiam rozwodzenia się nad nim. Dodatkowy punkt za Micheala Caine'a i Ellen Page.

Filmowa chińska szkatułka. Dość sprawnie zbudowana i z fajnymi efektami specjalnymi. Przejmująca Marion Cotillard i przystojny Joseph Gordon-Levitt. Mimo to film mnie jakoś nie porwał.

Warsztat Nolana jest wyśmienity. Ze wszystkich rzemieślników kina (na pewno nie artystów), jest chyba w tej chwili najlepszy, nie wiem czy nie przebił Camerona. Jeśli do tego dodać trochę Dick'owski scenariusz i świetne aktorstwo, przeżywającego chyba swój najlepszy okres DiCaprio, to dostajemy to co dostaliśmy - naprawdę dobre widowisko.

Widowisko - naprawdę bardzo dobre, fakt, ale film zaledwie dobry.

Opakowanie ładne, ale w środku głównie popcorn ;-)

W sejfie? =}

W czwartym śnie? :-)

Dałbym nawet i dziesiątkę, ale niezmiernie zeźliło mnie zakończenie. Jak w "Prestiżu" wszystko można było sobie ułożyć, tak tutaj jest niezmiernie irytujące.

Zakończenie jest jednym z najlepszych jakie dane mi było widzieć w ostatnich latach. Polecam drugie podejście, bo zupełnie inaczej go można odebrać.

Też uważam, że zakończenie jest bardzo dobre, nadaje smaku całości. Bez niego nie byłoby tylu dyskusji :P

Ale właśnie najgorsze jest to, że nie przepadam za takim czymś. Nie mam nic do osób, które to lubią. Ja po prostu wolę, gdy jest jednoznaczny koniec. Ot, mój gust taki :)

A moim zdaniem zakończenie jest standardowe. Tak jak filmy o potworach kończą ujęcia złożonych w jaskiniach jaj albo wysuwających się z bagien łap, tak filmy o względniości rzeczywistości kończą się sugestią, że tak naprawdę to nic do końca nie wiadomo.

Trudno powiedzieć, czy to dobrze, czy to źle. Nie jesteśmy zaskoczen ale z drugiej strony gdyby zakończenie było inne, to bylibysmy w jakimś sensie rozczarowani i kombinowali, że "lepsze by było takie a takie zakończenie".

Stopień zrozumienia fabuły jest odwrotnie proporcjonalny do czasu trwania filmu, więc ostrzegam, bo ma ponad 2 godziny.

No niby fajnie to zrobione i pomyślane, ale jestem rozczarowany. Bynajmniej nie zawiłością (bo akurat zakończenie było dla mnie od dłuższego czasu oczywiste), tylko brakiem fantazji. Niby jesteśmy w świecie snów, w których wszystko jest możliwe, a tymczasem okazuje się, że wciąż najlepiej sprawdzają się strzelaniny, bijatyki i wybuchy. Ech gdyby tak ten scenariusz zrealizował Gilliam... Nolanowi zabrakło wyobraźni.

A nie krytykujesz aby tego, że film jest o tym, o czym jest? Bo owszem, można powiedzieć, że bueee, niewykorzystany potencjał snu i tak dalej. Ale można też powiedzieć: u podstawy "Incepcji" leży swoista wariacja na temat heist movie - to raz. A dwa (co za tym idzie) założenie było takie, że w snach nie szalejemy, bo mają się wydawać realne. Więc w sumie o co pretensja? ;)

Pretensja o to, że miało być bardzo oryginalnie, a wyszło jak zawsze. Tzn. nie mam zastrzeżeń do całej architektury pomysłu, że się tak wyrażę, ale do tego co jest w środku. A w środku jest niestety typowe hollywoodzkie kino z pościgami samochodowymi, strzelaninami, bijatykami, etc. Powiem tak: gdybym wiedział, że idę na typowy film typu "zabili go i uciekł" to byłbym bardzo zachwycony, że tak oryginalnie go zrobiono, ale myślałem, że idę na jakieś arcydzieło (te 9 i 10!) więc powody do kręcenia nosem mam. Zauważ zresztą, że nie wpadam w skrajność, dałem 7. Dobrze się oglądało, ale niestety film do zapomnienia za tydzień.

Akurat największym plusem Incepcji jest ukazanie snów w sposób realny. Chyba każdy miewa sny, po których budzi się ze zdziwieniem, że to nie prawda, albo z ulgą, że to na szczęście nie prawda. Czas się w takich snach dłuży, a gdy budzimy się i zerkamy na zegarek, to dziwimy się że spaliśmy tylko godzinę. Najczęściej śnią nam się normalni ludzie w normalnym świecie, bez smoków i latających dywanów. Gilliam zrobiłby właśnie taką bajkę w stylu Parnassusa, a to nie o to chodzi.

Ale ja wcale nie twierdzę, że musiały być smoki i że musiało być nierealnie. Twierdzę tylko, że dało się wymyślić coś oryginalniejszego niż pościgi samochodowe i bazooki. Ale dobra, niech będzie, zgadzam się, tak miało być i tak było. Wyszło ok, a dla mnie bez zachwytu. I tyle.

Sen musiał być realny, bo ofiara nie mogła się zorientować, że jest we śnie. W snach jest tak, że nie pamiętamy ludzkich twarzy i syn milionera w życiu nie załapał patrząc na Nobba po wyjściu z samolotu, że przed chwilą razem brali udział w strzelaninie.

a kto powiedzial syn milionera sie obudzil? albo ze w ogole istnial?

Tyle już tych dyskusji było o tym filmie pod różnymi innymi notkami i recenzjami, że już nie wiem, gdzie co pisałem. Nie chcę się za bardzo powtarzać, ale w wielkim skrócie powiem Ci tak:
Przeczytaj spoilery +

Zgadzam się, że można to również interpretować inaczej. Można to nawet interpretować tak, że wszystko to jest Twoim snem (łącznie z ekranem, na który właśnie patrzysz), a ja jestem wytworem Twojej wyobraźni, albo się włamałem żeby ukraść Ci tajemnice. Kto wie? ;)

Gilliam chyba źle się czuje w świecie szklanych wieżowców. Jego "incepcja" to byłaby pewnie opowieść o bandzie śmieciarzy-szamanów, którzy włażą ludziom do głów dzięki magicznej klamce i znajdują drogę w snach na podstawie kierunku lotu kiwi albo częstotliwości uderzeń dzwonu bez serca. :)

Upraszczasz Esme, upraszczasz :) Na szczęście za rok retrospektywa Gilliama to sobie nadrobisz braki :)

Mi się nie podoba nie to, jak Nolan opowiedział tę historię, tylko jak ją wymyślił. Rozumiem, że miało być realistycznie, ale nie przekonuje mnie że musiało być aż tak schematycznie.

Jedna scena mi się przypomniała. Jeden z nich strzela do kogoś na dachu, na co drugi mówi: nie mogłeś wyśnić czegoś oryginalniejszego i... strzela z bazooki. Panie Nolan, to chyba był niezamierzony autopastisz - naprawdę bazooka to jest najoryginalniejsza rzecz, którą jest Pan w stanie wyśnić?

Żartuję, Doktorze, żartuję :)

Wcale że sporo filmów Gilliama oglądałam.

Wydaje mi się po prostu, że przesadna koncepcyjna i wizualna ekstrawagancja to nie jest styl Nolana. Jego filmy są dokładne, efektowne, czasem ożywione jakimś indywidualnym pokazem geniuszu, jak "Mroczny". Ale nie jest Cronenbergiem (przypominam mimochodem, że eXistenZ miało bardzo podobną strukturę) i spodziewanie się po nim czegoś bardziej szalonego to błąd. Ja też liczyłam na coś więcej, ale jestem w sumie zadowolona i z tego, co jest.

Właściwie to nie wiem, co chcecie żebym przyznał. Skoro dałem 7, to chyba jednak całkiem mi się podobało, czy nie? Doceniam kunszt techniczny, doceniam smaczki dla znawców greckiej mitologii (Cobb czyli pajęczyna, Ariadna po nitce stara się go z własnego labiryntu wyprowadzić), ale poza tym wszystkim to jest po prostu kino akcji. A ja już najwyraźniej kinem akcji ze strzelaniem i bieganiem nie jestem się w stanie zachwycić. Uznanie tak, zachwyt na pewno nie.

Podstawowy Twój zarzut to to, że Nolan miał za mało wyobraźni, by poradzić sobie z własnym pomysłem, bo zrobił zwykłą strzelankę. Ja uważam, że Nolan świadomie postawił na schemat kina akcji, wyciągnął z niego jak zwykle maksimum i nie krytykuję go za to, że nie jest szalonym demiurgiem. Nie wiem czy musi się to skończyć przekonaniem Ciebie do czegokolwiek. :) Z pewnością nie dążę do przekonania Cię, że powinieneś ocenić wyżej, skoro podobało Ci się na 7.

A czy ja mówię, że Nolan nie zrobił filmu, który chciał zrobić? Ja tylko mówię, że nie rzuca mnie na kolana nawet najsprawniej zrobiony film, jeśli jest schematyczny. Chyba mi NH uderzyło do głowy, ale w pewnym sensie, to ja już wolę chyba Trash Humpers od Nolana ;)

Trochę bez sensu ten spór, bo zasadniczo się we wszystkim zgadzamy, a oceny różnią się o 1. Obawiam się, że wielkiej kłótni (a la Hurt Locker) z tego nie będzie. Jakbyście tak ocenili to na 10. O! To wtedy z radością bym się pokłócił :D

Nie ma o czym mówić. Rozważałam poważnie 7, bo też byłam trochę rozczarowana. Ale uznałam że dam 8 za oryginalny scenariusz. 9 nie rozważałam wcale. Po prostu zdziwiło mnie, że tak bardzo przeszkadzała Ci konwencja kina akcji. :)

@Esme

Bo nie wiedziałem, że idę na film akcji. Po zachwytach na Filmasterze, w których niektórzy rozważali, czy to nowy klasyk na miarę Matrixa, miałem nadzieję na coś więcej. Na znacznie więcej.

A co do Twojej oceny, to pewnie steelman Cię przekręcił :P

@doktor_pueblo

Ale kiedy Matrix też jest kinem akcji, a jednak jest też klasykiem z powodów, co do których się zgadzamy :)

Jeśli chodzi o steelmana, to bardzo często oceniamy filmy skrajnie inaczej, ale nie wykluczam, że jego entuzjazm jest zarażliwy. Chociaż przyzwyczaiłam się sądzić, że oceniam filmy tak jak mnie się podoba ;P

No to może poczekamy na steelmana który dał 9, albo na umbrina, który pewnie po ponownym obejrzeniu podniesie na 10 i wtedy... let the flame war begin! :)

No to się doczekaliście ;-) Tyle, że nie mam zamiaru się usprawiedliwiać. Po prostu całkiem subiektywnie wgniótł mnie ten film we fotel. Być może to kwestia miejsca, czasu i punktów odniesienia ale jednak.

Jeśli chodzi o scenariusz to Incepcja nie ustępuje Matrixowi, który jednak chyba już zawsze będzie bardziej kultowym ze względu na nowatorskie ujęcia kamery (bullet-time) i ubiory aktorów (okulary, płaszcze, buty).

A dla mnie jednak ustępuje. Po pierwsze oba są w pewien sposób o tym samym (dopiero teraz to dostrzegłem!) - że życie, które wydaje nam się prawdziwe może być tylko snem i że jak sobie to uzmysłowimy, to jesteśmy w stanie się z tego wyrwać. Ale Matrix nie tylko był pierwszy, ale był też w jakiś sposób bardziej hmm... realistyczny? Chodzi mi o to, że po Matrixie wiele osób zaczęło się zastanawiać, czy życie jest na pewno tym, czym się zdaje być (mniejsza o to, na ile poważnie się nad tym zastanawiały), natomiast po "Incepcji" jakoś mi się nie wydaje, żeby ktoś wchodził w tak poważne rozmyślania. W tym sensie Matrix wydaje mi się być bardziej "wkręcający".

Wydaje mi się że zastanawiał się nad tym już pan R. Descartes w XVII wieku. Mylę się?

Jakby tak pogrzebać, to by się do Platona dogrzebał i jego jaskini. :-) No i chińskiego mistrza, co śnił, że jest motylem...

Do Platona bym się nie dogrzebywał :P On twierdził, że istnieje świat doskonałych idei, ale nie negował istnienia naszego świata.

Chodzi o epistemologię, a nie metafizykę. O, tu w wielkim skrócie: http://encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=3917166

A mnie to wcale nie dziwi, że kogoś nie rozkłada na czynniki pierwsze szczelanie, wybuchy i to całe łubudu. Ja się mogę tylko cieszyć, że lubicie też inne kino, bo dla tych milionów, które tak czekały na "Incepcję", będzie to szczyt artyzmu. Ja tradycyjnie czekam na premierę na mp4.

Opinie ludu, które do mnie docierają, są dość zróżnicowane. Większość chyba oczekiwała czegoś lepszego. Bez przesady z tym szczytem, panie pogardliwy. ;)

To będziesz musiał dodać na filmasterze "Incepcja.mp4" i ten film oceniać. Tak samo jak w przypadku Matriksa, Avatara i wielu innych gatunkowo zbliżonych filmów, forma w jakiej się "zażywa" Incepcję ma zasadniczy wpływ na odbiór treści. Tylko zaciemniona sala kinowa jest w stanie wywołać to wrażenie odjazdowego zagubienia pomiędzy jawą i snem, o które najprawdopodobniej chodziło twórcom.

Tak trochę ironicznie (no ale nie pogardliwie, proszę Was). Szkoda , że nie widzisz jak "miliony" oglądają na przerwach lekcyjnych "Avatara" z komórek. Robią to też w tramwajach, autobusach, na ławkach przed blokiem. A potem usłyszę pytanie: " Widział pan "Incepcję"? Świetny film! Może przesłać przez bluetooth?".

Nie nazywam się Milion. ;-)

Piszesz ze zakonczenie bylo dla Ciebie oczywiste, tzn jakie zakonczenie? Ja nadal nie wiem jak to sie zakonczylo, albo rozpoczelo.

Cała prawda o Incepcji, okiem Stone'a i Parkera w najnowszym odcinku South Parku:

http://www.southparkstudios.com/full-episodes/s14e10-insheeption

I tak bym to widział :)

Pędzę oglądać... :)

Piękne. A pan robiący tajemniczą muzykę przy wyjaśnianiu co jest czym wymiata po trzykroć.

Gra w trzy kubki. Nolan miesza je z oszałamiająca prędkością, by widz stracił z oczu ten kryjący kulkę, na swoje nieszczęście używa kubków w różnych kolorach.

Incepcja to kolejny przereklamowany film. Warto obejrzeć, ale nie nastawiajcie się na głębokie przemyślenia o naturze człowieka i świata, czyli domenę dobrego science-fiction. Pod tym względem to raczej Matrix Rewolucje, a nie pierwszy Matrix. Jeżeli interpretować Incepcję jako film metaforycznie opowiadający o kinematografii, można jednak dostrzec w nim głębię. Zainteresowanym polecam recenzję Devina Faraci: http://bit.ly/8Z1SHZ (spoilery!)

Faraci ma pewnie rację - warto poznać tę interpretację i możliwe, że to najlepsze zrozumienie "Incepcji". A jednak bez ponownego obejrzenia nie umiem powiedzieć, że zmienia to mój odbiór filmu. Nadal nie wiem, po co to wszystko.

Nie chce mi się po raz n-ty pisać, że to genialnie inteligentny film, w którym za każdym razem odnajduję inny kształt kubrickowego monolitu ;)

[żarcik]To, że coś jest ciemne, błyszczące i ma ciekawe proporcje nie znaczy, że to od razu jakiś baby-monolit... =}[/żarcik]

Zwykle piszę recenzje dopiero po obejrzeniu całości filmu, ale dzisiaj zrobię wyjątek, i po obejrzeniu połowy analizując kluczowe składniki mające wpływ na odbiór filmu stwierdzam że: 1. Oczekiwania były wysokie 2. Pomysł na film ciekawy 3. Fabuła mętna 4. Gra aktorska kiepska - hollywoodzko-stereotypowa. 5. Efekty specjalne przyklejone na siłę (10 lat temu takie działania robił wrażenie, teraz już nie)... resztę dopiszę po obejrzeniu do końca

Szkoda, że tak dobry pomysł zepsuto w tak banalny sposób. Historia z początku zapowiada się ciekawie. Otrzymujemy jednak maksymalnie poplątaną fabułę, z totalnie banalnym rozwiązaniem. Cała zawiła akcja do niczego tak na prawdę nie prowadzi.
Oczywiście montaż, aktorstwo i efekty specjalne są na wysokim poziomie. Muzyka raczej średnia, miała chyba na celu budować napięcie, ale zbyt wybija się na pierwszy plan. Film w gruncie rzeczy dobry, ale nic ponad to.

film ok. pod warunkiem, że się przymruży oko na to, że zwykłe hollywoodzkie "strzelanie" jest potrzebne by poruszać się po świecie snów

albo, że ew. podświadomość broni się przed manipulacją,czy zakotwiczeniem idei poprzez desant uzbrojonych osiłków

no ale to hollywood... inaczej już chyba nie umieją - i nawet gdyby robili remake "zwierciadła" to też by się nie obyło bez pościgów i naparzania z kałacha

oj, czepiasz się

Jak już się strzelają w filmie to nie dobrze i należą się od razu słowa krytyki ?

oj, przepraszam

jest coś co sprytnie rozgrzesza ten film za tę ciagłą "bondowską" rozpierduchę ... ewentualność, że główny bohater ciągle śni ... jego podświadomość sugeruje mu to przecież za pośrednictwem projekcji żony... mówi ona, że ten cały świat wielkich korporacji i szpiegostwa i strzelanin jest zbyt odrealniony, żeby był prawdziwy i że powinien pojść w jej ślady i się obudzić

i wtedy już się to w miarę kupy trzyma... prawie każda kluczowa akcja we śnie jest na jedno kopyto (gnaty, wybuchy, pościgi)- bo "wyśniona" jest przez jedną osobę - która może kiedyś za dużo filmów o kowbojach oglądała

no i spoko - nie atakujcie tak .. mi się dobrze ten film oglądało - jednak wolałbym trochę więcej zachodu w rozwiązywaniu niektórych kwestii - niż sprowadzanie ich po prostu do poziomu piaskownicy (indianie i kowboje, bam bam, bum bum )..

trochę w matrixie tak było gdzie Neo strzelał i dosłownie kopał się ze światem w którym był zanurzony (Mr. Smith) :]

To jest zarzut już nieźle przedyskutowany na Filmasterze i w zasadzie słuszny. Oglądając trailer sama spodziewałam się czegoś z większą fantazją niż strzelaniny i pościgi samochodowe. Ale w końcu uznałam, że to Nolana film i jak przyjął taką konwencję to już trudno, niech mu będzie.

Bale wie co zrobić, by filmowa iluzja nie była po prostu efekciarstwem – tu każdy wytwór komputera jest przemyślanie użyty i zakorzeniony w widowisku. Jest imponująco, ale nie ma przesytu. Niestety - zamiast tajemnicy dostajemy łamigłówkę – czyli postmodernistyczną w gruncie zabawę. To in minus (ale nie aż tak wielki). No i DiCaprio znowu gra faceta po przejściach - oby nie dał sie zaszufladkować:)

Biegamy, strzelamy i zmieniamy wymiary. Stargate 2?

Uczynić z montażu równoległego główny środek wyrazu i motor napędowy całego filmu - to potrafi dziś tylko Ch. Nolan. Takiego czegoś jeszcze w kinie nie było, a krytykantom z klapkami na oczach widzących tylko popcorn, tabliczkę Hollywood i duże liczby w rubryce 'budżet" , zalecam kubeł zimnej wody. Żaden film akcji w historii nie dał mi tyle kinofilskiej radochy, żaden obraz wysokobudżetowy na lato nie był dotychczas tak autorski, szczery i uczciwy względem widza. Film roku 2010.

Niezły, ale nie powalający. Po zapowiedziach i ocenach w filmasterze spodziewałam się czegoś dużo lepszego.

You're not smart enough! ;)

Tak coś podejrzewałam. ;)

To co ja mam powiedzieć - średnia ocena: 8.0, ty dasz: 6.5. To jakby napisać: średnie IQ: 100, ty masz: 70...

I kto napisał taki obraźliwy ficzer? No kto? :)

Jakub oczywiście. Na pohybel!

http://vimeo.com/16095387

Hm, ja mam "Ty dasz 6.2" :)

Ja mam Ty dasz 6.8, też jakoś poniżej oczekiwań... :)

Powiedziałbym, że rewelacja, ale poziomy snu w pewnym momencie tak się przeplatają że można się pogubić. Dlatego nie 10. Wspaniałe efekty specjalne, dobra muzyka. Wart powtórnego seansu za jakiś czas ;) .

wspaniałe efekty, dobra muzyka, naciągany scenariusz - 7,5/10 jeśli się nie usnęło podczas strzelaniny w górach.

Naciągany scenariusz?. Nie wydaje mi się. A co do strzelaniny w górach to wszystko ma tu swój sens od śniegu począwszy, a na szpitalu skończywszy. Warto też zastanowić się kogo był ten zimowy sen, dla kogo był przeznaczony i dlaczego nim nie był. Nolan to łebski gość.

Kino akcji jest kinem akcji, przykro mi.

Nolan konsekwetnie drąży saurowski motyw pamięci i tożsamości. Wizualny smakołyk z fatalnymi dialogami, z mistrzowską narracją prowadzącą czysto i przejrzyście po kolejnych fazach snu (takie rzeczy tylko w Hollywood), ciekawe rozszerzenie gatunku caper movies.

Film oceniam jako średni. Fajny pomysł, niesamowite zdjęcia, niezła fabuła, ale jednak czegoś zabrakło.

Gdzie jest moja szczęka ? Do tej pory nie wiem. Robi wrażenie i zmusza do myślenia, a przy tym niezła rozrywka.

Rewelacyjny film! Scenariusz, efekty, aktorstwo - wszystko oceniam na mocną 9!! Nominacje do Oscara w pełni zasłużone

Trzymający w napięciu, świetnie zrobiony, ale - tylko film akcji. Sili się na coś więcej, próbuje przyglądać się ludzkiemu umysłowi; w efekcie jednak sprowadza się do strzelanin i wybuchów. Nie zrozumcie mnie źle - to świetny film, jeden z najlepszych z 2010 roku. Szkoda, mógł się chybapokusić o bycie najlepszym.

;) ;) ;) ;) ;) ;) ;) ;)

Film zgłębiający tajniki ludzkiego umysłu i pracy snu. Genialnie zrealizowana historia w gwiazdorskiej obsadzie.

Jedyne co zgłębił to moje poczucie senności.

To akurat żaden argument, bo Ciebie nawet "Ojciec chrzestny" wprawił w senność. Można by wręcz zaryzykować tezę, że to w takim razie przemawia na korzyść "Incepcji" :P

Moje też. ;-) Mimo litrowej coli i popcornu.

Może to przez colę i popcorn, a nie pomimo ;) Mnie się bardzo podobało, taki mam plebejski gust.

Bez coli i popcornu nie trawię multikin. ;-) Taki to mam snobistyczny gust.

Ja byłem w kinotece i już wiem, że tam trzeba zabierać jeszcze sweter, a tak poza tym to chyba jest moda na nielubienie "Incepcji" i innych filmów mainstreamowych.

Ja zauważyłam modę na zachwycanie się Incepcją. Czekaj, czekaj, jaka jest jej średnia na Filmasterze? 8,0. Gdzie ta Twoja moda? ;-)

Oceny ocenami, ale jak ktoś powie coś o tym filmie to sama widzisz co się dzieje ;) Na każdy głos pochwalny odzywają się dwa, trzy niezadowolone.

Średnia z krótkich recenzji - 7,325, niezła, ale szału nie ma, czyli ci co dźwignęli ogólną średnią chwalą w milczeniu ;)

Proponuję dla odmiany spojrzeć na ranking wszech czasów IMDB albo filmwebu:)

http://www.imdb.com/chart/top
http://www.filmweb.pl/rankings/film/world

A Lista Schindlera jest na 7 i 14... daj spokój z takimi rankingami. :P Jest dużo lepszych filmów niż w pierwszych 20 obu rankingów!

@umbrin Toś umbrin rzeczywiście strzelił tymi rankingami jak kulą w płot. To nie są rankingi najlepszych filmów, tylko rankingi najlepszych hollywoodzkich filmów. A że Hollywood ma najwięcej kasy na promocję i kręci kino dla mas, to się ludzie zachwycają. O moim znienawidzonym filmie znienawidzonego reżysera, o którym wspomniała lamijka, nie będę nawet mówił, ale obecność na samej górze tych list przeciętnego filmu, jakim jest "Skazani na Shawshank" mówi o nich wszystko. To już "Incepcja" jest lepsza.

Tak czy siak widać, że amerykańskie kino najbardziej się podoba większości widzów.

Większości ludzi najbardziej podobają się też obrazy z zachodem słońca, jeleniem na rykowisku i gołymi babami. A jeśli chodzi o muzykę to płyty Lady Gaga. Co nie czyni z nich jeszcze wybitnych dzieł sztuki. Po prostu ludzie lubią oglądać i słuchać coś co już znają :P

w zasadzie to większość ludzi ma dostęp tylko i wyłącznie do amerykańskiego kina, a jak to mówią: na bezrybiu i rak ryba.

@Dramatiker: Ależ to nieprawda. Nawet w TV lecą nie tylko amerykańskie filmy. A DVD? Na DVD wydaje się różne ciekawe filmy. Nie mówiąc o internecie, któremu niech będą dzięki np. za Iplex czy OnetVOD. Ja nic nie mam przeciwko amerykańskiemu kinu, sama dużo go oglądam, ale to nieprawda, że dostęp jest tylko do niego. Dostęp jest do wielu innych opcji.

do darmowych studiow wyzszych tez jest latwy dostep, a mimo to duzo ludzi nie studiuje badz za to placi. mowie o tym, co widze w praktyce na filmwebie u znajomych lub o tym co ogladaja moi rodzice.

Doktorze, u kogoś kto niedawno kładł się Rejtanem w obronie "Ojca chrzestnego", taka pogarda dla kina amerykańskiego jest trochę zaskakująca :)

Ależ ja nie gardzę kinem amerykańskim! Skąd ten pomysł?! Bardzo wielu z moich ulubionych reżyserów jest Amerykanami, np. Lynch, Jarmusch, Allen czy Scorsese (stary dobry). I jest mnóstwo wybitnych filmów amerykańskich, powiedziałbym nawet że żadna kinematografia nie ma tylu wybitnych filmów co amerykańska. Ale istnieje też inna, czego po listach umbrina ciężko byłoby się domyślić :)

No i jest zasadnicza różnica między dobrym filmem, a dobrym filmem hollywoodzkim. Dawniej różnica ta nie była tak głęboka (bo powstawało sporo wyśmienitych filmów hollywoodzkich), ale niestety pogłębia się. Teraz już coraz trudniej o dobry film z Hollywood.

@ Esme - też się zastanawiam skąd ta ansa. Pamiętam, że nawet "Titanica" Doktor docenił za dobrą realizację :)

@lapsus: Docenienie dobrego warsztatu to jedno, a zachwyt to drugie. Całokształt Titanica oceniłem na 6, więc raczej nie plasuje się zbyt wysoko w moim prywatnym rankingu.

Ale "ansa" to piękne słowo. Dawno niesłyszane. :)

@ Doktorze - piękne jest to, że istnieją jeszcze ludzie doceniający piękno tych staromodnych wyrażeń, ludzie tacy jak Ty. A w ogóle to biedna Cesia :(
Rozumiem, że "Incepcja" jest żle zrealizowana i nie zasługuje nawet na to nędzne 6 punktów?
Generalnie gardzę głęboko takim kinem i nie mam z nim problemu, bo nie ogladam i się nie wypowiadam. Obejrzenie filmu Camerona kończy się u mnie drgawkami i muszę iść w tango, więc zrozumcie, że nie mogę inaczej, żeby się ostatecznie nie stoczyć. Ale co tu kombinować? Zamiast truć się colą i pop cornem albo dawać 6 za dobrą realizację wciskać należy opcję śmietnikową i po sprawie. A jak Umbrin chce sobie promować, doceniać i wypowiadać to niech se tam ogląda. Mnie to osobiście nie przeszkadza.

Nie no, Incepcja jest dużo lepsza. U mnie na 7 wręcz. To oczywiście kino czysto rozrywkowe, ale jest w tej rozrywce fajny pomysł i sporo oryginalności. Jest też niestety to co amerykańskie kino rozrywkowe lubi najbardziej: wybuchy, pościgi samochodowe i strzelaniny, przez co zachwycić się nie mogę, ale wyszedłem z kina względnie ukontentowany.

Ale zasadniczo jesteśmy lapsus po tej samej stronie. Ja też wolę kino, które jest o czymś, które mną wstrząsa i zmusza do myślenia. Rozrywki zupełnie nie odrzucam, ale rzadko oglądam takie kino na trzeźwo :)

PS A caesia niech się przyzwyczaja ;)

@Lapsus Za kinem tego gatunku prawdopodobnie za specjalnie nie przepadasz, ale dwie pierwsze części Obcego oceniłeś o dziwo wysoko, bo na 8. Myślę więc, że możesz bez obaw obejrzeć ten film i nie bez satysfakcji. Może jednak, po seansie będziesz zaskoczony, że tak nieoptymistycznie o nim myślałeś.
Mam wrażenie, że mylisz ten film z transformersopodobnymi wyrobami przesiąkniętymi popcornem i nastawiasz się na coś w tym stylu. Trudno też rozmawiać o filmie, którego się nie widziało.

Ja kiedyś oglądałem takie filmy w młodości i podobały mi się. Tylko są dwie sprawy, które wpłynęły na moje odbieranie hollywoodzkich produkcji. Pierwsza to Titanic, który wywarł taki wpływ, ze moje podejście się drastycznie zmieniło. Doszedłem do wniosku, że dalej nie sposób godzić się na obrazę dobrego smaku i brak szacunku dla widza, objawiający się traktowaniem go jak kretyna. Druga sprawa to rozwój. Waglewski mówił kiedyś o tym, że on jako muzyk się rozwija, szuka nowych form wyrazu, a jego słuchacze zatrzymali się w miejscu i żądają, żeby grał punkowo jak w latach 80-tych. To nieprawda, że "Old School Supreme", choć moi przyjaciele, świetni ludzie, tak właśnie uważają. Dla nich wszystko skończyło się na "Masters of Puppets" Metallici albo na Iron Maiden I tak samo oglądają "Predatora" albo "Terminatora" i Hansa Klosa i wciągają fantastykę obiema dziurkami od nosa i mówią, że nie ma nic innego, bo zatrzymali się gdzieś w roku 90-tym. Ja tam chcę wyskoczyc z pieluch i podążać w stronę nowych horyzontów, chociaż nieraz jeszcze zsikam się do łóżka. Nie uwazam, żeby współczesna fantastyka miała wiele do zaoferowania oprócz efektów specjalnych i historyjek o krasnoludkach i czarodziejach. Wszystko to są mózgojeby, którymi oczywiście można się raczyć, ale w tej samej cenie można się upić doskonałym winkiem, więc szkoda czasu. Poszukiwanie autentyzmu, własnego wyrazu, poszukiwanie w wielu osobnych prawdach jakiegoś wspólnego jądra oto moja droga i do tego zachęcam i jakoś o to staram się zawalczyc, forsować tę swoją wizję, bo wierzę, że tak należy i do takiego rozwojowego myślenia o kinie zachęcam. A dostęp jest. Projekt Nowe Horyzonty Edukacji Filmowej działą już w kilkudziesięciu polskich miastach i obejmuje kilkadziesiąt tysięcy uczniów. Chwała za to Pani Kamili Tomkiel i wszystkim, którzy przygotowują ten świetny projekt, bo jest to szansa wyjścia poza wizję widza jako konsumenta kultury pop. I uwierz mi, to działa. Moi uczniowie, którzy nie należą do tych zdobywających indeksy na dobrych czy nawet średnich uczelniach, świetnie rozumieja przekaz tak ciężkich obrazów jak "XXY" czy "Fanatyk". No i Roman Gutek, który w latach 90-tych, kiedy kiniarze nie chcieli puszczać "Wall Street" jako zbyt ambitnego repertuaru, rozpoczął swoją samotną krucjatę, wprowadzając na rynek swoją wizję autorskiego kina i wygrał. To są te alternatywy, które dostrzegam we współczesnym świecie, a których kiedyś nie miałem.
Wczoraj miałem kiepski dzień - najpierw, jak biegłem przez łąki, to potknąłem się o martwą nornicę, a potem jechałem na rowerze, wpadłem do zamaskowanej dziury, która jakby na mnie czekała i spieprzył mi się lofix.

czemu na filmajstrze nie ma "lubie to"?

@lapsus Można i tak. Poniekąd rozumiem. Chociaż rozumiem też ludzi, którzy kochają kino dla niego samego i chętnie oglądają wszystko, nie tylko to, co zagwarantuje im duchowy rozwój albo sprzyja intelektualnym poszukiwaniom. Jeśli kogoś zniesmacza fantastyka, może potraktować Incepcję jako wirtuozerski pokaz montażowej zręczności i czerpać z niej przyjemność na poziomie czysto formalnym. Widzę zresztą, że filmy Nolana, jeśli już je widziałeś, oceniasz dodatnio, więc nie ma co używać tego reżysera jako trampoliny do używania sobie na "takim kinie". Camerona nie bronię, bo po tym jak potraktował mój mózg w "Awatarze" nie podaję mu nawet nogi.

No pewnie :)

Oceny ocenami, ale jak ktoś powie coś o tym filmie to sama widzisz co się dzieje ;) Na każdy głos pochwalny odzywają się dwa, trzy niezadowolone.

Ja bym powiedział, że jest dokładnie odwrotnie. Na każdy głos niezadowolony umbrin przytacza jakieś linki, żeby przekonać, że jednak genialny ;)
Ja tam mam osobiście umiarkowaną opinię. Parafrazując Gombrowicza: pierwszorzędny film drugorzędny.

Hehehe. No jakoś trzeba nawracać ;)

@umbrin: Ale po co propagować kino, którego nie trzeba propagować, bo jak widać po listach samo się świetnie promuje? :>

Trzeba promować kino ciekawsze, bo jak widać po poście Dramatikera, ludzie mają 'problem', żeby do niego dotrzeć (zakładam, że o to chodziło jednak w tej 'dostępności'; ja inaczej ją definiuję - dostępność jest, ale nie ma potrzeby, żeby się z dostępną ofertą zapoznawać).

@lamijka: No cóż, to m.in. zadanie dla nas ;))

To dziwna dyskusja... ;-) ale ja w tym wątku widzę 3:2 za Incepcją (bo doktor skomentował tylko postawę Dramatikera, więc go nie liczę). Myślisz, że lepiej by było gdyby wszyscy byli zachwyceni? Ten film porównywano z Matrixem - miałam ogromne oczekiwania. Miała zrobić na mnie takie wrażenie jak Matrix w 99'. Miała być przełomem, miała mieć naddatek nad kinem popcornowym. Coś ekstra.. No i nie miała. To duże rozczarowanie, bo od lat czekam na jakiś przełomowy film SF i doczekać się nie mogę. Ten film poza fajnymi efektami wizualnymi nie ma w sobie nic oryginalnego. Jako kobieta zawiedziona jestem pewnie trochę nadkrytyczna. ;-)

Incepcję widziałem trzy razy i za każdym razem było świetnie. Genialny film.

Od siebie muszę dodać, że coś w tym jest, bo za pierwszym razem Incepcji dałem słabe 6, a za drugim już solidne 7 (miałem karnet do Multi i dużo wolnego czasu w wakacje).

Moda na nielubienie mainstreamowych filmów? Tacy Piraci podobali się wszystkim, bo pewnie każdy lubi dobrą rozrywkę. Tutaj Nolan, który pokazał wcześniej, że zdolnym reżyserem jest, zachowywał się jako dziecko w sklepie z zabawkami i pobawił się efektami, zapominając o całej reszcie. Film bez historii, tylko marketingowi zawdzięcza to, że tak szeroko funkcjonuje w świadomości ludu.

No ale teraz ludziom wmówić można wszystko, nawet to, że potrzebują ipoda.

@Dramatiker
O przepraszam. Zdefiniuj "wszystkich". Ja "Piratów" nie widziałem (żadnej części) i się nie przymierzam. Dla filmów o bieganiu i skakaniu nie jestem zasadniczo docelowym widzem.

haha turin na tofifeście wspominał o jakimś artykule, w którym dowodzono, że większość fabuły incepcji jest ściągnięta od... Kaczora Donalda. może ktoś ma link?

Straszne rozczarowanie , szczególnie po "Prestiżu". Kolejny stopień w dół, i jezcze, i zakręt kolejny, a jeli nie dość to jeszcze niżej. Jak dla mnie za dużo cukru w cukrze. Zbyt bogato, ale nie barokowo czy psychodelicznie. Film-dziwadło, co może byłoby na plus, ale tak natrętnie apelujący do inteligencji i tak pozbawiony ducha, przez co zimny, że szkoda niezłego w sumie pomysłu.

Bardzo się ucieszyłem z tego filmu - dawno nie było dobrego soft-scifi. Jest pomysł, jest fabuła, są efekty.

Ilekroć oglądam Incepcję zastanawiam się o co w tym wszystkim chodzi - efekty i pomysł zacny, ale jako całość film jest nieciekawy.

Uwielbiam wracać.

dobry film

ARCZDYIEŁO!

Film na prawdę trudny do ogarnięcia ale warty zobaczenia.

obsada, koncepcja, wykonanie, efekty - wszystko na wysokim poziomie. ścieżka dźwiękowa klimatyczna

Świetne kino;)

To jest po prostu genialne, typowy must to see!

Po ponownym obejrzeniu film zyskał - do przyzwoitej średniej. Trochę paradoksalnie, bo w kinie niby powinien bardziej wbijać w fotel swoim widowiskowym zadęciem. Dla mnie to jednak głównie próba wciśnięcia w film tyle filozofii i artyzmu, ile się może jeszcze zmieścić w przeciętnym widzu blockbusterów - to się Nolanowi udaje, ale oczywiście dla kinomana to jednak wciąż poniżej progu i więcej artyzmu z pewnością by się przydało. I tak się cieszę, że taki zagmatwany scenariusz udało mi się objąć wzrokiem, bo faktycznie jest konsekwentny w swej szalonej fantazji. Piękne scenografie to jednak ważniejsza sprawa, a przy okazji wizualna podpowiedź gdzie się znajdujemy (dlatego są tak różnorodne). Fragmenty o uczuciach piękne, tylko w tym pośpiechu, wymuszonym przez prawidła kina akcji, oczywiście są Kopciuszkami i brak czasu na ich kontemplację. Koniec tym razem wydaje mi się fajny i nic dziwnego, że wzbudził takie emocje, jakie wzbudzał - to jednak ukłon w stronę sztuki i dzieła otwartego.

Skoro Ci się podobał to koniecznie obejrzyj najnowszy film Nolana "Interstellar". Według mnie jest genialny.

redo123
SlawomirDomanski
patrycja76
Garsija
luciussulla
gowertest
jsbach
Danielito
slowcheetah
KRCK