Indiana Jones i Świątynia Zagłady (1984)

Indiana Jones and the Temple of Doom
Reżyseria: Steven Spielberg

Druga częśc przygód archeologa Indiany Jonesa, będąca prequelem słynnych "Poszukiwaczy zaginionej arki" - pierwszej części cyklu.

Jest rok 1935. W wyniku przypadku i zamieszania Indiana Jones (Harrison Ford), jego mały przyjaciel Short Round i piękna, choć kapryśna i rozpieszczona piosenkarka Wilhelmina 'Willie' Scott trafiają do inyjskiej wioski, z której skradziono święty kamień oraz porwano wszystkie dzieci. Indy decyduje się pomóc mieszkańcom wioski w odnalezieniu kamienia i odzyskaniu dzieci.

Obsada:

Pełna obsada

Moim zdaniem najlepsza z 3 części (4. nie oglądałem, więc ciężko mi powiedzieć). Dobre kino akcji, w sam raz na sobotni wieczór.

Jest, to według mnie najsłabsza część z całej serii. Daleko, daleko, za Poszukiwaczami arki i Krucjatą... daleko też za najnowszą odsłoną przygód dra Jonesa. Jakoś tak kameralnie, bez rozmachu, bez podróż

"Daleko też za najnowszą odsłoną przygód dra Jonesa" ?? Bez przygód? Bez podróży?
No z żadną z tych kwestii nie mogę się zgodzić. Dawno nie widziałem ale wydaje mi się, że ładunek przygód i podróży jest w pierwszych trzech częściach bardzo zbliżony i filmy są dość równe. Czwarta część jest totalną porażką i prosiłbym o jakąś argumentację tezy, że "Kryształowa czaszka" jest lepsza niż "Świątynia zagłady" =o)

"Świątynia" jest bez rozmachu... taka kameralna. Nie pasuje do reszty cyklu. Takie miałem wrażenia oglądając ostatnio, choć może czas odświeżyć sobie pamięć i zrobić maraton z dr Jonesem? Ja proszę o argumentację dlaczego "Czaszka" jest porażką? (poza skakaniem na lianach ;))

Scena z lodówką i wybuchem jądrowym? (a może to była pralka? nie pamiętam). W filmie fajne było to, że nie silono się na odmłodzenie Indiego i Forda. Poza tym rozwiązanie w postaci UFOków jakoś nie pasuje do konwencji poprzednich filmów. Porażka to może faktycznie za mocne słowa ale (dla mnie) to zdecydowanie najgorsza część. Dialogi jakieś takie wysilone, dowcip już nie ten. Sprawnie nakręcone kino akcji ale brakło tego czegoś co sprawiało, że pierwsze trzy części oglądałem po parę(naście) razy, czwartą na razie raz i jakoś mnie nie ciągnie by do niej wrócić.
Właśnie mi przyszło do głowy, że identyczne odczucia mam w odniesieniu do Die Hard 4. Oba filmy mają bardzo podobny schemat: ściochrany życiem bohater wcześniejszych części dostaje do pomocy młodzika (nota bene w obu przypadkach jest to Shia LeBeouf o ile pamiętam). Wokół tego duetu kręci się reszta. Może to po prostu sentyment do starszych filmów? Albo podświadoma niechęć do "postarzania" ulubionych bohaterów? =o))

Scena z lodówką wymiata :) UFO - kurcze w końcu w poprzednich częściach mieliśmy do czynienia ze Świętym Graalem i z Arką Przymierza ;)

Schemat ze Starym bohaterem i młodizkiem jest stary ;) stary jak świat. Co więcej często jest kumulowany. Porównaj pierwszą i ostatnią część Zabójczej broni.

Zarówno "Czaszka" Jak i "Die Hard 4.0" są zdecydowanie filmami nowoczesnymi, ale nadal trzymają klimat serii. To nie Quantum of Solance totalnie zrywające z serią. Zdecydowanie tez wolę postarzanie bohaterów niż utrzymywanie ich jako wiecznie młodych (vide Rambo).

Co do humoru i dialogów (a w sumie i całości filmu, który powraca po dłuższej przerwie) - mają szalenie trudno - muszą się zmierzyć nie tylko z poprzednikami jako filmami, ale poprzednikami, będącymi obrazami kultowymi, które przez lata, cały czas, krążą w społeczeństwie.

Graal, Arka czy Kali są związane z wyznaniami, historią i archeologią. UFOki jakoś odstają od konwencji "wyznaniowej".

Z "stary i młody" chodziło mi bardziej o to, że była to próba odświeżenia postaci (a w przypadku Czaszki być może też sonda przed wymianą starego Indiego na nowego? ) Oczywiście nie dało się uniknąć konstrukcji uczeń - mistrz ale wyszła ona niejako przy okazji (i dodawała nieco humoru).

Chyba się całkowicie zgadzam z ostatnim akapitem, co oznacza, że oba filmy zepsułem sobie sam licząc, że to cały czas będzie TEN Indy i TEN McClane. A oni się po prostu zestarzeli! =o))
I jeszcze tylko żałuję czasem, że teraz jest tak duża łatwość korzystania z efektów komputerowych - czasem daje to fantastyczne efekty (Matrix, Otchłań) a czasem człowieka szlag trafia (Die Hard 4 i latające taksówki czy jakoś tak -- scena w okolicach tunelu w każdym razie).

Chyba mnie zachęciłeś do ponownego obejrzenia Kryształowej czaszki (a pewnie i wcześniejszych Indych =o)

Co do konwencji "wyznaniowej" zerknij na którąś z książek Danikenna...

Z perspektywy czasu te postacie coraz bardziej będą TYM Indym i TYM Johnem,

Miałem nadzieję, że unikniemy tłumaczenia UFOków Danikennem ale się nie udało jak widać =o))) (za szczenięcych lat namiętnie czytywałem tego typu książki -- choć na samego Danikenna wówczas nie trafiłem -- tylko na jego polskiego odpowiednika tylko nazwiska nie pamiętam niestety)

Co do czasu.. Ciiiiiii! Jestem z tej generacji co "Poszukiwaczy..." oglądali w kinie a nie tylko TV/DVD =o))) (ale masz rację niestety... masz rację..)

Valutiras
z0rin
Efunia
RobinHa
nikanika
Montago
avrewska
KataCzy
SidLeniwiec
Blue2012