Iron Man 3 (2013)

Reżyseria: Shane Black

Pełnometrażowa kontynuacja przygód uwielbianego na całym świecie miliardera i wynalazcy Tony'ego Starka, znanego również jako superbohater Iron Man. W trzeciej części historii ze świata Marvela genialny zuchwalec stawi czoło jednemu ze swoich najpotężniejszych wrogów. Kiedy Stark odkrywa, że jego świat runął w gruzach, podejmuje się niełatwej misji odnalezienia winowajców. W poszukiwaniu zemsty wyrusza w podróż, która wystawi na próbę siłę jego charakteru i ducha walki. Przyparty do muru, broniąc swoich najbliższych, będzie mógł polegać tylko na swojej pomysłowości i instynkcie. Walka z przeciwnościami pozwoli Starkowi znaleźć odpowiedź na nurtujące go pytanie: czy to rzeczywiście zbroja czyni superbohatera? (Opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Albo znudziła mi się już ta zabawka, albo jej najnowszy model jest wyjątkowo słaby.

Po filmie mam mieszane uczucia. Z jednej strony ten film ma wszystko co trzeba; świetnie zrobiony, mnóstwo efektów, dowcipne gagi (jak ja nie trawie tego określenia :)), watka akcja przez cały czas, ale... coś nie jest nie tak :) Oglądałem do w IMAXie, efekty są nienarzucające się więc miło spędziłem czas, przez chwilę się nie nudziłem i całkiem mnie wciągnął. Czyli w kinie ok. Ale dobry film poznaje po tym co jest po kinie. A tu było nic. Wyszedłem z kina i tam temat filmu się skończył: żadnych emocji, wspomnień... nic. Po Avengersach byłem wręcz onieśmielony ich zajebistością a tu nic. Może nie powinienem iść niewyspany na 22:00, ale... może ten film nie ma tego "czegoś".

Dobry film do miski popcornu. Efekty niezłe, traktowałabym to jako zakończenie serii gdyby nie ostatnia kwestia. Miło, że nawiązują do Avengersów, bo myślałam że to się nie pojawi.

Widowiskowy, zabawny, przegięty, bezsensowny, zakręcony, zaskakujący i wciągający. Naprawdę dobry film z superbohaterem, który wcale nie jest super.

Nudny, głupi, schematyczny.
Downey się jednak broni.

Nie mam naprawdę pojęcia, co mi się w tym filmie podoba. Pearce jako złoczyńca się nie sprawdza, właściwa fabuła osnuta wokół niego i Mandaryna jest nie tylko głupia, ale też raczej bez wyrazu. Całe szczęście, że ona i tak nie ma znaczenia, bo chodzi przede wszystkim o Starka i jego zespół stresu pourazowego, a więc znów wszystko spoczywa na Downeyu. I Downey jak zwykle sobie radzi. Mimo wszystko więc nie narzekam.

Gniot.

umbrin
RobinHa
jumolugig
avrewska
zann123x
jayb85
Blue2012
KasiaKhadraoui
matadu
jurrock