Julie i Julia (2009)

Julie & Julia
Reżyseria: Nora Ephron

Film jest oparty jest na opowiadaniu Julie Powell "Julie and Julia: 365 Days, 524 Recipes, 1 Tiny Apartment Kitchen". Powell nie przepadała za swoja pracą sekretarki i postanowiła w ciągu roku zrealizować wszystkie 524 przepisy z książki kucharskiej Julii Child "Mastering the Art of French Cooking". Swoje doświadczenia w kuchni zaczęła spisywać w formie bloga. A ten z kolei posłużył wydawcom do opublikowania tych perypetii w formie książki.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Niestety nie potrafię obiektywnie ocenić tego filmu, ponieważ dawno żaden mnie tak nie zirytował. Szczerze powiedziawszy, nie mogłam nawet zobaczyć go do końca z tej irytacji. Wzystko w nim jest irytujące- glówne bohaterki, fabularna slodycz i ogólna atmosfera. O mój boże.

Niezwykle pozytywny i klimatyczny film. O tym, że nie należy się poddawać, bo wcale nie musimy być doskonali- wystarczy, że jesteśmy nadzwyczajni.

Nie cenię specjalnie królowej romatycznych komedii - Nory Ephron. Na film poszedłem, bo lubię gotować i lubię Meryl Streep - nie wiem, które bardziej. Na pewno "Julie & Julia" nie unika schematów i nie jest wolny od wad (np. za mało w nim Julii, a za dużo Julie), ale... who cares! Streep jest genialna, a uśmiech nie schodzi z twarzy jeszcze długo po seansie. Bon apetit!

Wspaniała opowieść o kobietach, jedzeniu i poszukiwaniu sensu i celu w życiu! Rarytas dla wszystkich, którzy historie z rzeczywistości plus humor na wysokim poziomie. Meryl Streep, jak zwykle, jest niesamowita!

Przeuroczy, boska Meryl (jak zwykle).

Ciepły film o kobietach, których życie znalazło się w impasie i które odnajdują się w nim znowu dzięki.. gotowaniu. Jestem analfabetką kucharską, ale lubię czytać/oglądać jeśli ktoś umie fascynująco opowiedzieć/pokazać proces gotowania (oprócz gotowania nieżywych albo co gorsza żywych zwierząt...brrr! scena z homarami..). Meryl Streep cudowna!

Zamiast dwóch niezależnych historii i 2-godzinnego filmu wolałbym trwający 1,5h i skupiony wyłącznie wokół Julii Child. Wątek tej ostatniej był znacznie ciekawszy przede wszystkim dzięki grze Streep, która swym głosem i momentami zachowaniem do złudzenia przypominała Hiacyntę z "Co ludzie powiedzą".

Optymistyczny film, przyzwoicie zrealizowany, ale nie wciąga w historię tak jak powinien.

dla mnie ten film był tragedią

Nie wiedzieć czemu wiele sobie po tym filmie obiecywałem. Głównie z powodu Meryl Streep. Zawiodłem się srodze. Niemal za każdym razem jak się pojawiała na ekranie wywoływała moją irytację. Typowa, głośna Amerykanka rozpychająca się łokciami. Nie mogę powiedzieć, że zagrała źle. Po prostu mnie irytowała. Druga z tytułowych Julii - Amy Adams - to nieco sfrustrowana, cicha kobietka o miłej aparycji. I tyle. W tym filmie nie ma niestety nic. Zero emocji w trakcie seansu i zero emocji po.

Zgadzam się, co do irytującości postaci Julii, ale rozumiem, że Meryl Streep po prostu dobrze wcieliła się w tę postać. Dla mnie akurat przedstawienie tego typu osoby nie tylko w sytuacjach "publicznych" było interesujące i skłoniło do pewnej refleksjii. Moim zdaniem udało się pokazać, że ktoś taki, kogo łatwo uznać za apodyktyczny wulkan energii, chętnie przejmujący dowodzenie, kojarzący się z postawą "Co ludzie powiedzą" może też mieć problemy i zmartwienia, którymi przejmuje się dokładnie tak samo jak neurotyczny introwertyk, może kochać romantyczną miłością itp.
Niestety "Tu jeszcze dalej można iść" - mam poczucie niedosytu, podobnie jak Deliberado wolałabym film bardziej skoncentrowany na Julii Child.

Próbowałem wcisnąć zdanie o dobrym aktorstwie M.Streep do mini-recenzji ale ostatecznie brakło na nie miejsca.
Nie znalazło się również miejsce na wzmiankę choćby o S.Tuccim (trochę niedoceniany aktor drugiego planu).
Problemy i zmartwienia co prawda się przewijały w filmie ale zostały potraktowane wyjątkowo po macoszemu. Choć świetnie zagrana scena z listem od siostry informującym o jej ciąży, jakoś mnie to nie obeszło. Dotarł do mnie żal i ból Julii C ale nie poszły za tym emocje. Wątek romantyczny związku państwa Child też był fajnie pokazany. I co? I nic =o(
Może autorzy filmu za bardzo nie wiedzieli, którą z Julii chcą pokazać? Wyszło im skontrastowanie obu postaci ale brakło immersji, empatii, emocji.
Najbardziej zabolało, że po obejrzeniu nie zostało we mnie zupełnie, absolutnie nic.

Krótko mówiąc, zgadzam się z Twoimi zarzutami.

Przeczytaj spoilery +

Ten moment nadaje filmowi sens -- Pamiętaj, jesteś sam, twoje troski, twoje załamania, fascynacje, nikogo tak na prawdę nie interesują, o ile nie da się tego sprzedać, a twoi bohaterowie, to w gruncie rzeczy jedynie wyidealizowany obraz w twojej wyobraźni.
Film w gruncie rzeczy mnie ubawił, może to temat kulinarny, może doskonała M. Streep -- jak to doskonale ująłeś "głośna Amerykanka rozpychająca się łokciami" -- może nie natrętna konwencja. Patrząc na film raczej w kategoriach komedii romantycznej, byłem bardzo zadowolony.

Bardzo fajny, rozrywkowy, "lekki" ale też inteligentny film o "walce o siebie". Okazuje się, że czasami może tu pomóc... gotowanie. Plus absolutnie rewelacyjna Meryl Streep i nadspodziewanie dobra Amy Adams.

Nierówne filmidło. Momentami świetne dialogi sąsiadują z nużącymi i nijakimi.
Podobnie się mają do siebie wątek współczesny z biograficznym.
Więcej mdłych kluch niż delicji choć bez poczucia nudy obejrzałem do końca.

Zabawna, lekka komedia. Meryl Streep jak zawsze cudowna. Warto

Książka mnie połamała, skończyłam ją wściekła, bo dawno nie czytałam takich bzdetów. O dziwo film ogląda się lepiej, jest tam kilka bardzo zabawnie zrealizowanych scen, parę śmiesznych dialogów, jest doskonałe jak zawsze aktorstwo Meryl Streep, więc czas poświęcony obejrzeniu nie uważam za całkiem stracony. Ale wracać nie będę raczej nigdy, bo też nie ma do czego.

Lekki, lekko sentymentalny, niezobowiązujący i niewymuszony filmik z gatunku Bridget Jones, Czekolady, Smażonych zielonych pomidorów, czy Jedz, módl się, kochaj, niestety bliżej jednak Czekolady, niż Pomidorów, przynajmniej "niestety" dla mnie.
MS trochę jak z Żelaznaj Damy i sam film w swojej obrazkowatości też trochę tamten przypomina, ale to również nie komplement. MS perfekcyjna, jak zawsze, patrzę na nią i myślę - ona może zagrać wszystko i w dodatku wydaje się, że bez najmniejszego wysiłku i... jakoś tak zaczyna to nieco nużyć, nie zaskakiwać, przestaje interesować. Ale i tak ją lubię :)
Dostałam to, czego oczekiwałam, choć w odróżnieniu od niektórych ja miałam nadzieję, że właśnie będzie trochę więcej aktualności, o blogach kulinarnych, ich autorach, o trendzie, może jakaś socjologia itp., no tak, ale to nie ten gatunek; ogólnie proporcje są ok, a wniosek - Julia ze swoją pasją wywiera wpływ do dziś. I każdemu może się udać, amerykański sen jeszcze się trzyma, nie zdechł.
Cdn

Cd
Fajniutki pomysł na zdawkową biografię, poza charakterystyczną grą MS jednak pozbawiony wyjątkowego, szczególnego rysu. Fajniutko, milutko, oki.

Efunia
Konfucjusz70
AgaL
Okot
AniaVerzhbytska
Mikser
MureQ
PiotrKowalski
WuJoanna
liz29