Ki (2011)

Reżyseria: Leszek Dawid

Obowiązkowa pozycja dla każdej kobiety z charyzmatyczną rolą Romy Gąsiorowskiej, nagrodzoną na festiwalu w Gdyni.

Ki (Kinga) to dziewczyna z fantazją. Nim zdążysz zamienić z nią słowo, zamieszka u ciebie ze swoim trzyletnim synkiem, rozleje wino, a do drzwi zapuka wietnamski student, prosząc, żebyś pomógł mu wnieść jej pralkę. Zanim się obejrzysz, poprosi o kilka stów pożyczki i odebranie dziecka z przedszkola. Świat według Ki jest kolorowy, zachłanny i nigdy nie stoi w miejscu. Co stanie się, kiedy taka dziewczyna spotka na swojej drodze faceta z zasadami?

Odważny debiut Leszka Dawida wciąga nas w szalony, barwny wir świata Ki. Zdjęcia inspirowane obrazami Darrena Aronofskiego pozwalają spojrzeć na rzeczywistość oczami zbuntowanej bohaterki. Pełna ironii, wnikliwa obserwacja życia współczesnej dziewczyny, opowiedziana z lekkością i poczuciem humoru.(opis dystrybutora)

Obsada:

Zwiastun:

Płytkawy ten film i niedopracowany (zmarnowana końcówka). Prawie udało się opowiedzieć o nieciekawej sytuacji młodej, stukniętej nieco, polskiej matki w sposób nietragiczny. Prawie, bo wyszła z tego b. infantylna historia, której najbliżej było do farsy. A kolorowej Ki każdy chyba chciałby sprać tyłek za tzw. wszędobylski nieogar.

„Ki” to dobry film, ale czegoś mi do szczęścia zabrakło – jakiejś dynamiki (nie mylić z tempem), zwrotu akcji, większych emocji. Nie jestem w stanie utożsamić się z Ki (fajny myk z tymi skróconymi imionami), bo nie wyobrażam sobie takiego żerowania na innych i balansowania na krawędzi, ale podziwiam ją za silny charakter, zaradność i wolę walki – z życiem i o siebie. Ki chce się chcieć, jest sprytna, kreatywna, odważna, zadbana. Owszem, wykorzystuje ludzi, ale to jednak lepsze niż żebranie na ulicy czy popadnięcie w depresję.

[moja "krótka recenzja" znów okazał się za długa ;)]

Gdy już zaczynała mnie denerwować Gąsiorowska, pojawił się Woronowicz, co zdecydowanie pomogło filmowi. Innym dobrym pomysłem było wprowadzenie wątku "artystycznego", szkoda, że nie został on silniej połączony z resztą, choćby tylko wizualnie, przez montaż, niekoniecznie fabularnie. również szkoda, że nie rozwinięto wzmianek o "terrorystce", to by mogło ciekawie pogłębić ten film. choć z drugiej strony też spowodować, że zacząłby rozchodzić się w szwach. zdjęcia inspirowane Aronofsky'm? no, bez przesady. duży plus za fajne, prawdziwie brzmiące, dialogi, często zabawne ("ostatnio przyjmujemy dużo pacjentów po wystawach sztuki współczesnej", "skąd ty bierzesz takie słowa?", którego piłeczka zostaje jeszcze odbita pod koniec) i wyczulone na specyficzne sposoby wypowiadania się (jak u postaci, powiedzmy, alfonsa).

Zagubienie w gąszczu możliwości i ... póz, jakie przybiera chłodna, pozbawiona wzorców współczesność - świat pękniętych więzi. Spotkanie samotności, które się mijają, obie jednakowo spragnione ciepła, ale za bardzo okopane na dotychczasowych pozycjach, zbyt udające samowystarczalność, by zatracić się w czasie, w którym jest się dla kogoś. Ki i Miko nie potrafią się odnaleźć, krążą gdzieś wokół siebie czekając na… właściwie nie wiadomo na co, czekając. Jeśli na ten mikrokosmos egoistycznych ludzkich relacji spojrzeć w szerszym kontekście to obraz nie napawa optymizmem. Pozostają zagubione we własnym "ja" matki terrorystki zamęczające wszystkich wokół swoim macierzyństwem i agresywni ojcowie, którym brak cierpliwości, by cieszyć się małym człowiekiem, któremu dali życie.

Gąsiorowska jest naturalna, ponieważ pasuje do takich ról, ale czegoś brak. Czekamy, aż coś się wydarzy, coś co nas wbije w fotel, ale niestety, nic takiego nie następuje. Uwielbiam Romę i gdy widzę ją na afiszu czy kina, czy teatru zawsze wejdę, ale tym razem się nie udało. Może to kwestia montażu, może wycięto dobre sceny, nie wiem. Za to Woronowicz, dla mnie jak zwykle, klasa sama w sobie.

Ponoć Gąsiorowska zagrała samą siebie ;) Podobało mi się, rola była dla niej stworzona. Momentami bawił, a momentami oburzał, ale taka właśnie była Ki.

Ki jest kolorowym ptakiem, który może nie przyciąga problemów jakoś szczególnie, ale z pewnością roztacza wokół siebie chaos, ustawiając otoczenie pod siebie - mniej lub bardziej świadomie. Nie lubię jej, fakt. Jeśli ten film miał wywołać we mnie wstyd wobec takiej opinii na temat Ki, to nie wyszło. Klimatem jakoś przypomina mi Plac Zbawiciela. Bardzo dobra rola Gąsiorowskiej.

Rozczarowałam się. Słyszałam, że film słaby, a Roma Gąsiorowska świetna. Hm, mam odwrotne wrażenie. Film to przyzwoita obyczajówka, za to Gąsiorowska, którą lubię, gra tu dokładnie tak samo jak we wszystkich innych filmach. Nawet mówi tym samym tonem, jakby grała wciąż tę samą osobę.

Podziwiam Ki - wykorzysta każdą szansę, nawet jeśli jest ona maleńka; dostrzeże szczelinę i włoży w nią but. Los jej jednak nie sprzyja, raczej rzuca kłody pod nogi, a ona przez te kłody przeskakuje. Męczące zajęcie, nic dziwnego, że i Ki jest męcząca jako przyjaciółka, współlokatorka. Dobry film, dobra rola Gąsiorowskiej i in.

Ten film jest do znielubienia, tak jak do znielubienia jest główna bohaterka. Przejmujące studium walki z odrzuceniem.

alanos
cocokokaina
MureQ
Pollimer
jhsdsdkf
PrzemyslawLes
szum
JURCZ91
lapsus
ScuMmy