Kick-Ass (2010)

Reżyseria: Matthew Vaughn

Dave Lizewski to niczym niewyróżniający się uczeń szkoły średniej mieszkający samotnie ze swym ojcem. Ma kilkoro przyjaciół i jest wielkim fanem komiksów. Jego życie nie jest fascynujące ani trudne. Prześlizguje się z dnia na dzień. Pewnego dnia chce to zmienić - podejmuje prostą decyzję: zostanę Superbohaterem! Mimo iż wie, że nie posiada żadnej mocy...

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Całkowite zaskoczenie, Nicolas Cage zagrał bardzo dobrze! Poza tym to niezły pastisz kina superbohaterskiego, krwawy i niezbyt wysokich lotów. Niby nic specjalnego, ale bawiłem się dużo lepiej na "Kick ass" niż oglądając kolejny film Vaughna, już zrobiony w pełni na poważnie.

O, widzę że zabrałeś się za Vaughna. Mnie też Kick-Ass kompletnie zaskoczył, bo zwiastuny z Hit-Girl raczej mnie przerażały niż zachęcały. A tu proszę. Cage gra, Mark Strong gra, a i ścieżka dźwiękowa niczego sobie. :)

Cóż za dawka czarnego humoru. Sam As z Hydrozagadki by się uśmiał. Brutalne, krwawe, kretyńskie, ale śmieszne i wciągające. Szczena opada!

Zaskakująco udana dekonstrukcja gatunku, co najlepsze nie popadająca w tanią komediowość, za to z biegiem fabuły przeradzająca się w pełnokrwiste, kipiące emocjami widowisko. Wbrew pozorom taki rozdźwięk stylistyczny zupełnie nie przeszkadza, zapewne przez to, reżyser obiera tarantinowską "trzecią drogę" i na pierwszy plan wybija się tu raczej celebracja podkręconej, przerysowanej komiksowej estetyki. Wizualnie - majstersztyk, czyżby Vaughn miał być zbawieniem dla mainstreamowego kina akcji?

Głupie toto jak stopięćdziesiąt, co nie przeszkodziło mi świetnie bawić się w kinie. Z ekranizacji komiksów Kickass chyba najbliżej do Strażników, tyle że w klimatach teen-komediowo-sensacyjnych. Najbliżej nie znaczy blisko. Zaskakujący rozwój akcji, zaskakujące aktorstwo pary Cage/Moretz jako Big Daddy/Hit-Girl, świetny, dynamiczny montaż i rewelacyjnie dopasowana muzyka. Dowcipy śmieszą, akcja trzyma w napięciu - czego chcieć więcej po blockbusterze dla dużych chłopców?

Matthew Vaughn to dopiero musi kopać tyłki, skoro pod jego ręką Cage znienacka zablysnął talentem a Strong stworzył wreszcie porządną paskudną kreację. Rozumiem zarzuty przeciwników, w tym Rogera Eberta, bo i mnie scisnęło się coś w środku na widok dziewczynki beztrosko uruchamiającej zgniatarkę z żywym człowiekiem w środku. Ale całość, na swój krwawy sposób, jest zbyt lekka by potraktować ją poważnie. Sporo nawiązań, ale jeśli ktoś chce zostawić mózg w domu, też będzie zadowolony.

A ja się wynudziłam troszeczkę. Nie za bardzo wiem co to miało być. Połączenie różnych gatunków które zamiast przynieść coś nowego, pozostawia widza z chaotyczną papką a la teledyski MTV?
Nawiązań było sporo, ale spodziewałam się czegoś bardziej błyskotliwego.
Jeżeli chodzi o odmóżdżacze to ja wolę coś z klubu Queerdelys.

Co kto lubi, mnie odpowiada i to, i to :)

Dla mnie jest to papka, która jednak wnosi to i owo. Jak dotąd nie widziałam jeszcze takiej mieszanki stylów - sceny walki jak z Tarantino, gangster zagrany przez Stronga troszkę a la Scorsese (a może Ritchie?), wątki superbohaterskie nawiązujące do "Watchmen" a do tego amerykańskie zakompleksione nastolatki. Oczywiście, że Kick-Ass nie prezentuje jakiegoś niebotycznego poziomu, nie można go nazwać błyskotliwym - ale jest zabawny w podobny śmieszno-straszny sposób, co "Przekręt", a ja to lubię.

Poza tym bardzo się ucieszyłam widząc Stronga w formie aktorskiej i słowotwórczej. A kostium Red Mist przypominał mi trochę "Iniemamocnych" :)

Baaardzo fajnie się go ogląda. Ciekawy scenariusz (to na komiksie? nie wiedziałem), zwroty akcji, niezłe efekty, fajne aktorstwo (szczególnie Mindy). Polecam jako kino rozrywkowe :)

Głupie jak sto pięćdziesiąt, a mimo to ogląda się bez obrzydzenia. A potem się człowiek zastanawia, co w tym widział i dla kogo kręci się takie filmy. ;)
Ale Hit Girl wymiata. ]:->

Kick-Ass do not kick ass, but Hit Girl does. Fajnie i ciekawe aczkolwiek momentami za bardzo przerysowane i przekrwawione.

Od pierwszych trailerów napaliłem się na Kick-Assa jak szczerbaty na suchary i niestety trochę się zawiodłem. Film jednak jest na prawdę niezły, a mój zawód wynika przede wszystkim z dużych oczekiwań (zabójstwo dla niemal każdego filmu) i zestawienia z komiksem. Różnice w fabule, w mojej opinii, wypadają na korzyść komiksu. Poza tym pierwowzór jest mniej banalny. Mimo to powtórzę: film jest dobry i szczerze polecam każdemu, komu podobne klimaty odpowiadają (reszcie już niekoniecznie).

Wszystko, czego szukam w dobrym filmie, znalazłam w Kick Ass. Oglądałam go pięć razy i za każdym razem podoba mi się coraz bardziej. Myślę, że te dwa zdania powiiny zachęcić tych sceptycznie nastawionych do zwiastunu. Niezwykle poważne podejście do tematu, a jednocześnie zrobione z wyjątkową jak na komedię gracją. Facet przebrany za superbohatera pozostaje wizualnie facetem przebranym za superbohatera i ten właśnie element czyni film wyjątkowym. Nicolas Cage jest szczególną ucztą dla widza.

Nie jest to (wbrew reklamom) pastisz filmów o superbohaterach, ani też (jak mówią niektórzy krytycy) realistyczne 'co by było, gdyby', lecz dość kuriozalne połączenie teen-movie z 'Watchmen'. Z jednej strony silnie zakorzenione w rzeczywistości - kostiumy, perypetie nastolatków - z drugiej 11-latka robiąca sieczkę z gangsterów lepiej niż Uma Thurman w Kill Bill. Ogółem niezły żart producentów z widzów, nie wiedzących, czy śmiać się, czy płakać, który wprowadził mnie w stan skonfundowanego WTF?

stan skonfundowanego WTF

dobre

Jej! Drugi "lekki" film w tym roku, który tak bardzo mnie zaskoczył. O ile Drużyna A, to była czysta zarąbistość, to tutaj było czyste WTF?! - zarąbiste!
Obraz zgrany wyśmienicie, bez przesytu wypasionymi scenami nie-wiadomo-czego, z solidną dawką czarnego humoru i smaczkami nawiązań do rożnych wytworów kultury. Co najlepsze cały czas trzyma poziom a nie składa się tylko z jej!-scen, które przerywają banał.
Od strony technicznej też pięknie zrealizowane - montaż, efekty, ładnie dobrana muzyka.

Kampania reklamowa raczej zniechęciła mnie do tego filmu zatem "podchodząc do niego" nie miałem żadnych oczekiwań. Kick-Ass to kawałek porywającego filmu akcji i za razem dobrze zagrana komedia przez cały czas trzymająca odpowiedni klimat. Zdecydowanie można się na nim świetnie bawić.

Bez zachwytów. Wychodzi na to, że komiksy Marka Millara są praktycznie gotowym materiałem na kinowe hity… Obraz jest dosyć wierny swemu pierwowzorowi, jeżeli chodzi o kluczowe wydarzenia. Najważniejsze jednak, że gdzieś między krwawymi walkami a trywialnymi rozmowami bohaterów, zachował się ten naiwnie optymistyczny klimat, dzięki któremu wychodzi się z kina z głupkowatym uśmiechem na twarzy… A Chloe Moretz za kilka lat będzie miała Hollywood u stóp.

Kick-Ass... just Kick'd my Ass.
Szkoda, że większość filmów na bazie komiksów nie sięga tego poziomu.

Niegłupi, nienudny, brutalny, momentami śmieszny. Pastisz historii o superbohaterach - nastolatek postanawia zostać superbohaterem i pakuje się w wielkie kłopoty. Za nim pojawiają się następni superbohaterowie. Nie wszyscy tacy znowu super (pod względem moralnym). Można obejrzeć (główny bohater sympatyczny, naiwny i optymista, a przy tym z tzw. szkolnych nieudaczników).

Kino akcji ze szczątkową ilością akcji łamane przez komedia dla nastolatków (obowiązkowe żarciki o masturbacji) z tandetnym wątkiem romansowym. Dialogi są fatalne, zwłaszcza one-linery w stylu "Zmierz się kimś równym wzrostem" a żarty przeciągnięte i przez to nieśmieszne, zupełnie jakby reżyser miał publiczność za idiotów (vide gag z bazooką).
Jedna z niewielu dobrych scen to Hit Girl wyrzynająca radośnie bandziorów w rytm "Banana Split".

Może byłoby fajne, gdybym miała naście lat. Chociaż nie, chyba nigdy nie chciałam być Batmanem. W każdym razie: kicz i nuda.

Jelaterigrad
clayman
nikanika
Montago
KataCzy
jayb85
Blue2012
jurrock
KedzioraFilms
Tarex