Król Artur: Legenda miecza (2017)

King Arthur: Legend of the Sword
Reżyseria: Guy Ritchie

Ceniony za dynamiczny styl Guy Ritchie reżyseruje epicki, przygodowy film fantasy Król Artur: Legenda miecza. Produkcja z Charliem Hunnamem w tytułowej roli prezentuje obrazoburcze podejście do klasycznej legendy o Excaliburze, śledząc drogę Artura z ulicy na tron.

Po tym jak ojciec małego Artura zostaje zamordowany, Vortigern (w tej roli Jude Law) — jego wuj, zawłaszcza koronę dla siebie. Artur, odarty z prawa, które przysługuje mu z racji urodzenia, nie mając pojęcia, kim właściwie jest, przechodzi ciężką szkołę życia, dorastając na ulicy. Kiedy jednak udaje mu się wyciągnąć miecz ze skały, jego dotychczasowe życie zmienia się nie do poznania. Musi udowodnić, że jest godzien swego dziedzictwa... czy tego chce czy nie. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Rycerskie "Porachunki". The best "King Arthur" ever. A jaka ekranizacja "Diablo"! <3 Mistrzostwo castingowe i montażowe. Long Live the King... Guy! Love U, Law!

Ogólnie się jakby zgadzam, tylko "Porachunków" mogłoby być trochę więcej, bo to były najlepsze partie filmu oprócz tych, w których Jude Law odgrywa Makbeta. ;) Tylko dlaczego Charlie Hunnam? Rozumiem, że miał być ktoś w rodzaju Brada Pitta młodszego o generację, ale Hunnam to raczej słaba imitacja. Już lepiej spisałby się Armie Hammer albo Chris Hemsworth.

I w ogóle zamiast za legendy arturiańskie Ritchie mógłby wziąć się za Robin Hooda - byłoby dużo więcej "Porachunków", a mniej olifantów.

A Armie Hammer i Chris Hemsworth nie mieliby przypadkiem problemów z akcentem? Przecież oni tu jakąś gwarą nasuwają. Ja wiem, że Charlie kojarzy się z "SoA" i amerykańskimi blockbusterami, ale jest rodowitym Brytyjczykiem. :) Poza tym z tego, co wiem, Guy chciał kogoś, kto przypakuje (co ciekawe, właśnie to było dla niego najważniejsze) i kto będzie rasowym gangsterem. Henry Cavill był brany pod uwagę, ale on się raczej na gangstera nie nadaje. :) Nie wiem, czy słyszałaś, jak Charlie zaklepał tę rolę. Cytuję: "Look, dude, you keep bringing this up, the physicality. It's obviously your primary concern. So if you want to do away with all this auditioning bollocks, I'll f***ing fight those other two dudes. I know who they are. You can bring them both in here. I'll fight them both. The one who walks out the door gets the job.":)

To jest cały problem z Hunnamem, że jakich min by nie robił i jak by nie pakował, i tak wygląda jak dobry chłopak, a nie jak Londonium gangsta. Pitt czy tam Statham mieli tę jakość, a on nie ma, chociaż naprawdę mało mu brakuje. Hemsworth chodzi stale napakowany, bo gra Thora, a Hammera pamiętam z "Man from UNCLE" - też nie ułomek. A jeśli chodzi o akcent, to sądzę, że obaj wymienieni kolesie, jako zawodowi aktorzy, daliby sobie radę. Od tego m.in. są, żeby umieć to wyćwiczyć.

Dla fanów "Sons of Anarchy" Hunnam już zawsze będzie gangsterem (bycie gangsterem wcale nie wyklucza bycia dobrym chłopakiem. przynajmniej w tym serialu:) I na tym pewnie jechało to przedsięwzięcie. Na tym, że czego Charlie nie dogra, to widzowie i tak wiedzą. Inna sprawa, że to jednak Król Artur. Więc może miał być dobrym chłopakiem trochę. :) Ja już zawsze będę fanką Charliego, nawet jeśli nie jest wybitnym aktorem. Charlie ma bardzo dużo fanów na całym świecie. O to też mogło chodzić.

Po prostu trochę mi żal tych scen, które mogłyby być lepsze, gdyby grał w nich ktoś lepszy. ;)
P.S. Właśnie ktoś zwrócił uwagę, że ten film to "He-Man". I chyba faktycznie. Jest nawet szkieletor.

Moja ulubiona kreskówka z dzieciństwa. To dużo tłumaczy. :D

Straszny bałagan, ale przynajmniej bałagan z charakterem. Przy całej sympatii do Charliego Hunnama - facet robi, co może, ale na Artura jest za słaby. A jeszcze ma za przeciwnika Jude Law - aktorskie cudo, które dostało rolę jak z Szekspira i zamiata każdą scenę, w której się pojawi. No, ale to już trudno. Sceny męskich gadek i kamraterii jak zwykle u Ritchiego znakomite, montaż nieco zbyt wycudowany, ale w sumie pasuje do koncepcji.

Całkiem przyjemny, dość ładny wizualnie, trochę nudny. Sezon ogórkowy w kinie trwa w najlepsze. Zaostrzam apetyt na slow movie we Wro i nie mogę się doczekać filmów Freda Kelemena.

Lepiej wybrać się do kina czy cierpliwie poczekać?

Jeśli masz zamiar oglądać ten film to tylko w kinie.

grandar
psokol
mozga01
kotskacukru
Blue2012
NikoPL
beznazwybez
Lamia
NarisAtaris
doktorpueblo