Tajemnice Los Angeles (1997)

L.A. Confidential
Reżyseria: Curtis Hanson

Akcja filmu rozgrywa się w latach pięćdziesiątych. Centralnymi postaciami są trzej różni policjanci z Los Angeles - nieskazitelny Ed Exley, brutalny dla przestępców Bud White i elegancki Jack Vincennes. Pomimo istniejących między nimi nieporozumień, muszą wspólnie zająć się pewną trudną sprawą.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Prawie doskonały, gdyby nie to, że pierwszy plan gdzieś się zawieruszył. I jakby to jakieś takie azjatyckie.

Film zaskakująco dobry jak na hollywoodzką podróbkę stylowego czarnego kryminału. Świetni aktorzy w świetnych rolach, a i samo śledztwo wciąga... Kinowo doskonałe, artystycznie to hołd, a nie osiągnięcie.

Bardzo dobry thriller/kryminał. Trzyma w napięciu i trudno się oderwać.

Cudeńko. Niesamowity klimat lat 50tych i Los Angeles, wspaniałe aktorstwo (Kevin Spacey! Przy nim wszyscy wyglądają jakby grali sztampowe postacie). O fabule zbytnio pisać nie można, bo co chwile scenariusz urzeka nas niesamowitymi zwrotami akcji. Pełen podziw dla scenariusza. Kto jeszcze nie widział, niech się wstydzi i szybko nadrobi zaległości. Mi i tak wstyd że widziałem dopiero teraz... Nie mam pojęcia, jak to mogło przegrać z Titanikiem walkę o Oscara w 1998 roku..

Dobry kryminał, a tytułowe tajemnice trzymają widza w szachu prawie do samego końca. Finał niestety bardzo hollywodzki.

Zawsze mnie dziwi, że reżyserem tego wyśmienitego czarnego thrillera jest niejaki Curtis Hanson. Gdybym tego nie wiedział spokojnie mógłbym uwierzyć w plotkę, że to oscarowy film Scorsese albo Eastwooda.

Największą tajemnicą jest dla mnie to, jakim sposobem ten film przegrał Oscara do "Titanica". Jest tak cholernie noir, że aż trochę karykaturalny - i to jest dodatkowe źródło świetnej zabawy. Przy tym, dzięki dobremu scenariuszowi, sprawdza się jako trzymający za łeb kryminał. Nic wielce metafizycznego, ambitnego czy nawet mądrego, ale jednak koniecznie.

Odpowiedź: chyba po prostu rozmach, choć nie mogę wyrokować nie obejrzawszy Titanica. Natomiast Tajemnice L.A. nie tylko strasznie mi się podobały na bieżąco, ale jeszcze gotów jestem obejrzeć kolejny raz po latach...

No właśnie, Titanica chyba nie dałabym rady obejrzeć drugi raz bez jakiegoś znieczulenia, a "Tajemnice" czemu nie. Oscary to blaga.

Cóż, konkurencja jeśli chodzi o "holiłudzkość" była po prostu zbyt silna. "Tajemnice Los Angeles" mają jak dla mnie jedną z najkoszmarniejszych końcówek w historii kina. Nawet jak na Hollywood jest to przegięcie, po którym o całym wcześniejszym noir zapomniałem w 3 miga.

Nie mogę się doszukać Twojej oceny... Może potraktowałeś ten film zbyt poważnie. :) Dla mnie on był na tyle przegięty w całości (naprawdę trudno zachować powagę oglądając DeVito jako obleśnego dziennikarza z brukowca), że mega hollywoodzka końcówka nawet mi tutaj pasowała.

Nie wystawiam oceny, bo widziałem bardzo dawno, a w dodatku z powodu jet lagu usnąłem w kinie. Ale końcową scenę pamiętam aż nadto dobrze :)

Świetny film,dobra obsada, fajna fabuła i niepowtarzalny klimat lat 50-tych ,dobrze zrobiony bez przerysowanych postaci. Russell Crowe w roli twardziela jak zwykle - bezbłędny , a Kim Basinger mimo że drugoplanowa zagrała super i jest ozdobą tego obrazu.

Efunia
duzulek
Guma
RobinHa
NarisAtaris
mztlalka
GARN
Michalwielkiznawca
news
Johanan