Dyskretny urok burżuazji (1972)

Le Charme discret de la bourgeoisie
Reżyseria: Luis Buñuel

Kilku należących do wyższej socjety przyjaciół, wśród nich biskup, były oficer i ambasador bezskutecznie usiłuje wspólnie spożyć posiłek, jednak do konsumpcji ciągle nie dochodzi. Przeszkody na drodze do zrealizowania tego pragnienia zaczynają się piętrzyć. Bohaterowie zasiadają już do stołu, kiedy w pokoju pojawia się wojsko w celu przeprowadzenia manewrów...

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Surrealizm dla początkujących.

Cudownie surrealistyczny, a przy tym po raz kolejny zaskakująco logiczny i konsekwentny film. Moim zdaniem szzególnie aktorstwo zasługuje na uwagę oraz sprawna reżyseria Bunuela. Moim zdaniem, zaslużony oscar

Najwyższej klasy film. Obejrzałem z zapartym tchem, mimo że większość akcji rozgrywa się podczas posiłków. Dialogi wyśmienite, a pomieszanie fikcji z realizmem dodało pikanterii. Tak się bawią wyższe sfery.

Cóż to były za czasy, w których oscary otrzymywały podobne filmy. Dyskretne męki niedokonanego posiłku, smaczki polityczne, sny i dziwaczne wydarzenia. Kojarzy mi się ze sztukami Witkiewicza i ich nieco demonicznym klimatem, a to dobre skojarzenie. Nie ma innego wyjścia, jak poczuć niedosyt i poszukać jakiegoś kolejnego Buñuela.

Ciekawe jest to, że choć Buñuel nabija się oczywiście z burżuazji, to równocześnie jednak przedstawia ich dość ciepło. Burżuazja już po prostu przegrała, umarła, odchodzi w zapomnienie. Słynna scena marszu polną drogą donikąd interpretowana jest tak, że oni już umarli, ale jeszcze tego nie wiedzą. Kopanie leżącego byłoby nie na miejscu, więc Buñuel wypowiada się o nich z pewnym sentymentem, jak o starej ramocie, której już nie ma, i którą mało kto pamięta.

Co jednak jeszcze ciekawsze, film w zamyśle wcale nie miał być o burżuazji. Zaczęło się od ogólnego pomysłu powtarzania w kółko pewnych scen. Wziął on się podobno ze słabej pamięci Buñuela i stąd jego fascynacji powtórzeniami. Początkowo pomysł był taki, że pewien człowiek włamał się do mieszkania, dokonał kradzieży i uciekł przez okno. Został złapany przez policję i po pewnym czasie przeprowadzono wizję lokalną. W czasie tej wizji złodziej powtarza te same czynności i, korzystając z nieuwagi policjantów, ponownie naprawdę ucieka przez okno. Później jednak Buñuel zasłyszał historię znajomych, którzy przyszli do kogoś na umówiony obiad i nie zastali gospodarzy, który rozwinął we właściwy scenariusz.

Tytuł powstał na sam koniec, gdy film był już gotowy i była to bodaj piąta czy szósta wersja. Pierwsze nie miały z burżuazją nic wspólnego.

A film wybitny, jak zresztą większość twórczości Buñuela.

Nie widziałam do tej pory dużo Bunuela - jeszcze tylko "Psa andaluzyjskiego" i "Mroczny przedmiot pożądania" - ale mam wrażenie, że on w ogóle nie jest bardzo jadowity, co najwyżej złośliwy, i to jeszcze w dość nieagresywny sposób. Wszystko czyni trochę śmiesznym, nawet terrorystów.

Dziękuję za anegdotki, to nie wyjaśnia wszystkiego - bo film i tak jest dość dziwny - ale w tym wypadku znajomość źródeł nieco pomaga sobie "Urok" uporządkować w mózgu.

Masz jednak mało reprezentatywną próbkę. "Mroczny przedmiot..." i "Dyskretny urok.." to relatywnie łagodniejsze filmy Buñuela. Na pewno był bardziej zjadliwy za młodu, w "Psie andaluzyjskim", "Złotym wieku", czy w kinie społecznym, które potem kręcił, ale i później też bywał ostry.

A tak w ogóle to natychmiast uzupełniaj zaległości! Dla mnie to jeden z najwybitniejszych reżyserów w historii, a "Viridiana", "Widmo wolności", czy "Piękność dnia" to prostu filmy, które Naczelna tak szacownego portalu musi znać!

filmsterka
jakubkonrad
AniaVerzhbytska
Michalwielkiznawca
Nevon
jakilcz
michuk
dcd
dcd
pajestka
helen