Życie z wojną w tle (2009)

Life During Wartime
Reżyseria: Todd Solondz
Scenariusz:

„Life During Wartime” jest luźną kontynuacją i pewnego rodzaju wariacją na wcześniejsze „Happiness”. Tym razem reżyser pracował z zupełnie innymi aktorami, mimo, że znów opowiada tutaj o toksycznej rodzinie Jordanów, tyle, że 10 lat później. Jordanowie wciąż zmagają się z bolesną przeszłością. Bohaterowie nie umieją poradzić sobie do końca z rzeczywistością, co stanowi dla Solondza niewyczerpane źródło komizmu i ironii, podszytych jednak współczuciem i zrozumieniem. Reżyser buduje trzy równorzędne narracje, w których siostry Jordan próbują odnaleźć miłość, zapomnieć o tym, co było i zacząć wszystko od nowa. Joy opuszcza swojego nowego partnera i chce uniezależnić się od matki i sióstr, wciąż jednak prześladuje ją widmo jej eks. Trish wychowuje samotnie swoje dzieci i pewnego dnia musi powiedzieć dorastającemu synowi prawdę – ojciec żyje i był skazany za pedofilię. W tym czasie Helen odgrywa przed rodziną ofiarę i zmaga się ze swoim wielkim hollywoodzkim sukcesem.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Ciąg dalszy losós bohaterów Solondza kręci się wokół przebaczenia i zapomnienia. Gorzki film, bez humoru, który w Happiness stanowił przeciwwagę dla cynizmu i bekadencji. Life During Wartime nie jest tak błyskotliwy, wszystko jest tu trochę z recyklingu: aktorzy wcielający się w znanych bohaterów, dialogi, sceny, nawet piosenki.

Ha! Znaczy oglądanie najpierw "Life During Wartime" ma sens, bo nie widać, że z odzysku. A "Happiness" i tak jest dobre.

No tez nie do końca, bo np velocipedist po obejrzeniu Life During Wartime ma opory przed czymkolwiek innym Solondza, więc to zależy od determinacji.

Oceniając jako sequel przez pryzmat 'Happiness' kontynuacja jest produkcją gorszą. Postaci 3 sióstr i męża jednej z nich jakby mniej wyraziste i lepiej w swoich rolach widziałem poprzedników. Wciąż są to jednak kreacje charakterystyczne ukazane przez Solondza z rozbrajającą szczerością i bezpośredniością.

Solondz nie rozczarowuje, ale też nie zaskakuje. Jego wizytówką pozostają mistrzowskie, cięte dialogi i bardzo wyraziste, charakterystyczne prowadzenie aktorów. Również wolałem obsadę "Happiness", choć nowe wcielenie Joy (Shirley Henderson) robi robotę. Cudnym bonusem jest Charlotte Rampling w epizodycznej roli "zgorzkniałej, starej baby". Nie zgadzam się z opiniami, jakoby reżyserowi stępiło się ostrze - dla mnie Solondz to nadal ścisła czołówka obserwatorów i prześmiewców rzeczywistości.

Krzywe i zlosliwe zwierciadlo rzeczywistosci. "Life during wartime" obejrzane bez "Happiness" tez daje rade, chociaz trzeba byc ostrym jak brzytwa, zeby ogarnac biezace watki, jednoczesnie starajac sie rozszyfrowac odniesienia do przeszlych wydarzen.

Bardzo zgrabne połączenie humoru i ważkości spraw. Świetna, płynna gra emocjami widza: szczery śmiech przeplatany głębszą refleksją, czyli wilk syty i owca cała. Trafione i wyraziste kreacje aktorskie. Zdrowa dawka dystansu i kinematograficznej lekkostrawności. I znowu w "szczęśliwym" Capitolu. :)

Nie widziałem "Happiness" i nie miałem jak się zawieść, że sequel nie dorównuje oryginałowi (a podobno nie). Świetna gra aktorska, świetne zdjęcia, świetne dialogi. Trochę na śmiesznie, ale częściej na poważnie o przebaczeniu i zapomnieniu. I o tym, czy to możliwe.

baardzo sie ciesze ze jutro moze chociaz troche z Happiness..

bartje
olejanko
psubrat
Samarytanin
JoannaChmiel
fammko
PawelKanski
morgiane
boring
dobi