Lucy (2014)

Reżyseria: Luc Besson
Scenariusz:

Lucy (Scarlett Johansson) - młoda studentka mieszkająca na Tajwanie, zostaje namówiona przez swojego chłopaka do dostarczenia ważnej teczki pewnemu biznesmenowi. Zanim dziewczyna zorientuje się, w co została wplątana, stanie się zakładniczką bezwzględnego Pana Janga (Choi Min Sik), na którego rozkaz do jej organizmu zostanie wszyta paczka z substancją, przypominającą narkotyk. Przypadkowo substancja przenika do organizmu Lucy. Pod jej wpływem ciało dziewczyny zaczyna ulegać transformacjom. Największe zmiany zachodzą w mózgu, którego potencjał zostaje uwolniony i osiąga zdumiewające możliwości... (Opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Dałbym 2 oczka więcej, gdybym miał pewność, że to miała być komedia, ale chyba jednak Besson rzeczywiście użył tylko 10% mózgu. Kandydat do Złotych Malin w wielu kategoriach.

"In an interview on 08/03/2014 (evening news on France 2), Luc Besson said that this project took 10 years to become a reality. Also, he admitted that he knew that some scientific assumptions were erroneous, e.g. that humans use only 10% of their brain. Nonetheless, he said that "[such assumption] would be a great start for a sci-fi movie"."

Ale to nie usprawiedliwia, czemu spier..lił też całą resztę :)

No to już kwestia odbioru. Ja się nastawiłam na czystą rozrywkę (trochę ironia, że film o możliwościach mózgu wymaga wyłączenia tegoż przed seansem, ale spoko) i weszła mi gładko:) Cytat wkleiłam po to, żeby było wiadomo, że Besson zdawał sobie sprawę, iż założenie filmu to bzdura i że popłynął świadomie.

Popłynął, ale w niezamierzoną autoparodię. Wykłady Morgana Freemana przeplatane scenkami przyrodniczymi były ponad moje siły. A to był dopiero początek...

Ale to była chyba zamierzona parodia, a propos programów, których Freeman jest lektorem, nadaje je jakiś kanał rozrywkowo-oświatowy, Discovery, Nature, Focus, czy inny Animal Planet...

Trochę słabo opierać film na fikcji z rzekomym 10% wykorzystaniem mózgu, skoro wszyscy znają prawdę. Też mi pachnie komedią. Ale dobrze się bawiłam. ;)

Nawet w "Transcendencji" było lepiej, ale najlepiej w "Onej" i wystarczył do tego jedynie głos jako efekt bardzo specjalny. Ech.
Jedyny rys(a), który mi się podoba, to napomknięcie o ewolucji. Że jest to wszystko w zasięgu człowieka, nie gdzieś za horyzontem i jedynie do podziwiania, albo się bania.

Świetny film, jak większość Bessona.

patrycja76
Blue2012
JUMAN
bartje
rafl11
aneczka840
beznazwybez
chaos
kajag
kojot