Maczeta (2010)

Machete
Scenariusz:

Były agent FBI o pseudonimie Machete musi stawić czoła skorumpowanym politykom i prywatnej armii narkotykowego barona. Pomoże mu Sieć i Ona.

Obsada:

Pełna obsada

Piękny obraz. Piękny. Cudowny. Rozkoszny.
Wszystkie absurdy przerysowane do granic absurdu i jeszcze dalej!

"Machete don't text. Machete improvises." - Najlepszy film klasy B, jaki widziałem.

Lepszy od legendarnej pięści nawet?

Tak, nawet od Powrotu Legendarnej Pięści! ;-)

Świetna obsada....szkoda że cała reszta nie jest świetna...

+2 za chory humor

Po tym jak zobaczyłem McGruber, gdzie chłopaki z TLI mnie totalnie zawiedli, ten film przywrócił mi wiarę w zrytą część Hollywood :)
Robert Rodriguez nie zawodzi, dostarczył taki film na jaki liczyli ludzie czekający na MACHETE od czasu pierwszego trailera :)

Podczas gdy krytycy określają 'Niezniszczalnych' nawiązaniem do kina akcji z lat 80 (ah, to Commando), Rodriguez kręci takie filmy bez przerwy od lat. Machete to kolejny bezsensowny festiwal przemocy o nierealistycznej fabule, wielkim twardzielu i pięknych kobietach. Scena skoku na jelitach wpisze się na stałe do historii kina.

Dużo akcji, mało logiki.

To zabawne zetknąć się z filmem, który jednocześnie jest rozwalanką w stylu klasycznym z dodatkami oraz czymś w rodzaju satyry na teksańską politykę imigracyjną. Podobało mi się trochę mniej niż "Planet Terror" - odczuwa się nieodżałowaną nieobecność zombie - ale to nadal Rodriguez jakiego znam i umiarkowanie lubię. Dla fanów oczywiście must-see.

Niestety, Rodriguezowi powinęła się noga na poletku, w uprawianiu którego się specjalizuje. "Machete" to campowe kino zemsty z mnóstwem świetnych, ale podanych bez scenariuszowego polotu pomysłów. Nie klei się tu akcja, brakuje napięcia; są krew i flaki, nie ma adrenaliny. Charakterystyczna obsada bardziej przeszkadza niż pomaga , bo w takich produkcjach najlepiej sprawdzają się nieznane twarze. Maczeta powinna była pozostać niby-zwiastunem. W pełnej wersji zabrakło jej należytej ostrości.

Tak, chwilami troszkę wiało nudą, ale przypisywałam to raczej temu, że nie przepadam za obciachowymi rozwalankami retro. Ale obsada, czy ja wiem... W "Planet Terror" było trochę znanych twarzy i nie zrobiło to filmowi źle.

Ja obciachowe rozwalanki retro uwielbiam, ale [truizm] żeby film dobrze się oglądało, musi on mieć "to coś", niezależnie od gatunku [koniec truizmu]. W "Machete" tego zabrakło. A "Planet Terror" oglądało mi się wybornie. Nie zgadzam się jednak co do obsady. W PT z "twarzy" występował tylko Josh Brolin (który nie jest charakterystyczny, a wtedy nawet nie był specjalnie znany) i Bruce Willis, natomiast "Machete" mocno ograniczają Alba i Rodriguez, a na drugim planie mamy Seagala, który wygląda fajnie tylko do momentu, w którym uświadomimy sobie, że jak zwykle jest drętwy. :) Lindsay Lohan też dorzucono na siłę (tzn. jej postać).

Właśnie obsadzenie Willisa było błędem, bo on jest tak totalnie kultowy, że potem pamięta się głównie jego. :) W Machete nie ma takich postaci. Seagal to przy Willisie paprotka.

Machete ma kilka świetnych momentów, dla których mimo wszystko warto obejrzeć, np dialogo ochroniarzy :)

Nie ma totalnie kultowych postaci? Czyżbyś nie przepadała za De Niro? :)

Ja się zgadzam, że "Machete" ma kilka, a nawet mnóstwo świetnych momentów: dialogi ochroniarzy, strzelanina w kościele przy "Ave Maria", finałowa scena z senatorem, duszenie online itp. Dla mnie po prostu to wszystko nie klei się w jedną zwartą całość, nie ma tu tej płynności, którą miały i "Od zmierzchu do świtu", i "Desperado", i "Planet Terror".

De Niro lubię, ale on nie jest synonimem twardziela, tak jak Willis. :)

Fabuła wygląda faktycznie jakby ją napisano na kolanie, ale przy takich filmach można się upierać, że tak specjalnie było.

Zgoda co do Willisa, ale De Niro tak czy owak, z oczywistych powodów, dominuje na ekranie... i wracamy do mojej pierwotnej opinii, że charakterystyczna obsada takiemu filmowi szkodzi. :)

A w fabule chciano koniecznie zmieścić zbyt dużo różnych rzeczy: zły senator, satyra na meksykańskich imigrantów w Stanach, Machete i jego przeszłość, ksiądz, boss narkotykowy, Shé, samozwańczy strażnicy graniczni, płatny zabójca z telezakupów, zły pomocnik złego senatora, córka złego pomocnika, "nawracająca się" agentka służb emigracyjnych... Scenariusz pisany na kolanie pękł. :)

Co za film! Odcięte głowy i genitalia fruwają po ekranie, krew cieknie. Rzekome treści głębsze (polityka imigracyjna) jakoś się głęboko pochowały, zbyt powierzchownie potraktowane. To tylko nawalanka, którą można obejrzeć przed snem, ale Rodriguez bez zombiaków nie istnieje, no chyba że w Czterech pokojach. :)

E no. A El Mariachi? A Desperado? A Sin City?

Z tego mi się tylko Sin City podobało, ale to chyba głównie za sprawą Downeya, mam wrażenie.

Jakiego Downeya? Downeya Clive Owena? ;)

LOL. A jak to pisałam, to mi przemknęło po głowie, że to nie ten aktor. ;) No to sam widzisz, że tylko 4 pokoje. :D

Tylko dla koneserów! Postronny widz będzie zanudzany setkami klisz z filmów akcji klasy B sprzed 30 lat. Na dodatek są one wklejane bez choćby najdelikatniejszego uwspółcześnienia co u "niewyrobionego" widza wywołuje napady "sraczki, padaczki i bólu."

Los pinches pendejos tienen dinero, poder y armas pero chingaron a Machete - el mas duro cabron del Mexico! Y lo mas importante: Machete va a volver en "Machete kills" y "Machete kills again"!

cóż za soczysty język! to z jakiegoś czarnego rynku trailerów/recenzji hiszpańskojęzyczych? aż się skuszę na to kino.

Podszkoliłem się trochę z Chicano na potrzeby tej recenzji. Ja się na Maczecie uśmiałem do łez, ale zważ, że opinie są różne. Esme dała tylko 5, co jest notabene dla mnie jedną z największych zagadek wszechświata.

Vale, pues Chicano es de puta madre! Vere El Machete tan pronto como sera posible ;) A proposito... No sabia que existe un cabron mas duro que tu eres!

No przecież napisałem, że to najtwardszy sukinsyn w Meksyku, a nie że w ogóle :P

Ay, si, si, tienes razon. El mas cabrón del mundo es el unico! (y no nació en Mexico seguramente) ;))

Gracias :P

Doktorze, dla mnie powody, dla których oceniłam dużo niżej niż 9 są jasne. Filmy, które oceniam na 9 to takie, na których mam ochotę wstawać i klaskać, alternatywnie takie, które wgniatają mnie w fotel. A na "Maczecie", poza paroma scenami, troszkę się nudziłam. Dla mnie to jest doskonały pastisz kina klasy B - na tyle doskonały, że sam jest kinem klasy B.

Miałam na ten temat dosyć zaciekłą dyskusję ze znajomym, który "Maczetę" uwielbia i teoria jest taka, że obejrzałam za mało tanich filmów sensacyjnych, żeby teraz móc cieszyć się z tej zabawy.

No, ale może 5 to faktycznie za mało, ostatecznie "we didn't cross the border" zasługuje na jakiś odzew. I parę scen wspominam bardzo miło. Więc maczeta w górę.

Ty np. nienawidzisz "The Room", co jest dla mnie zagadką jeszcze większą niż dla Ciebie moja ocena "Maczety". ;)

No tak. Ja dałem 9 może troszeczkę na wyrost na zasadzie kontrapunktu do skandalicznie niskiej 5. Ale nie widziałem w tym roku drugiego filmu (no może poza Black Dynamite), na którym bym się tyle śmiał. Maczeta jest dopracowana w każdym calu i jest perfekcyjna w tym co robi. I ma mnóstwo smaczków, właściwie co scena to jest jakiś świetny pomysł. No nie wiem jak można dać 5, nie mówiąc już o 2...

Jak czytam opinie, że w filmie szwankuje logika, to łapię się za głowę w niedowierzaniu. Równie dobrze można by krytykować Latający Cyrk Monty Pythona za to, że szwankuje w nim logika :)

Nie no, akurat na tyle jeszcze jestem zdrowa na głowę, żeby nie wymagać od Maczety logiki. I bądź co bądź trzeba docenić, że Przeczytaj spoilery +

. Ale jednak to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej.

No, ale to "Planet terror" dlaczego tylko na 7? Akurat na filmach o zombiakach znam się nieźlej niż na filmach o twardzielach i uważam, że jako pastisz ten film jest super hiper.

The Room to dzieło osoby całkowicie nieutalentowanej i, moim zdaniem, z problemami psychicznymi. Nie bawi mnie to tak, jak nie bawi mniej czyjś tandetny występ, pełen fałszów, nagrany komórką i wrzucony na YouTube. Różnica jest zasadnicza: Maczeta jest przemyślana i zrobiona tak jak chciał tego reżyser. Jest pastiszem. The Room nie jest pastiszem. Jest po prostu żałośnie słaby.

Ubaw po pachy. Do pełni szczęścia zabrakło mi klawych dialogów nonstop. Jest sporo kapitalnie napisanych fragmentów, ale też sporo "wypełniaczy", które trochę nużyły.
Tak czy inaczej Maczeta daje radę i czekam na kolejne odsłony czyli "Maczeta zabija" i "Maczeta zabija znowu" ;)

Ostatnio mam szczęście do filmów ze świetną muzyką... Klimatyczny od samego początku do samego końca. Machete will return!

Jeśli ten film potraktujemy jako pastisz filmów akcji, to jest naprawdę znakomity. Bardzo zabawny i wciągający. Nawet zupełnie nagie kobiety, pojawiające się co i rusz w filmie, nie przeszkadzają w jego oglądaniu. Tak samo jak koszmarnie brzydki, główny bohater, czy wylewające się jelita, tworzą specyficzną atmosferę.

film WYŁĄCZNIE dla fanów gatunku. wszyscy pozostali nie mają czego w nim szukać.

Och, nie do końca. Jak czytam o tym, co się dzieje na granicy meksykańsko-amerykańskiej, to mam przed oczami sceny z tego filmu. To niezły komentarz do sytuacji.

Czytałam, że w Meksyku i Arizonie faktycznie funkcjonuje taka ochotnicza cywilna straż graniczna. Tylko że nie strzelają. ;)

I coś mi się wydaje, że szef tej straży obywatelskiej też był wzorowany na istniejącym facecie.

"Machete" centralnie miażdży. Fenomenalna obsada, boskie dialogi, klimatyczna muzyka i rzezanka na całego. Robert Rodriguez, Danny Trejo & Cheech Marin are finally back in town, także polecam! Swoją drogą, byłam w kinie 2 razy i za drugim bawiłam się jeszcze lepiej niż za pierwszym. Do tych, którzy wyszli z kina zniesmaczeni, mam tylko jedno pytanie: „Why so serious?!”

To odpowiadam: And I thought MY jokes were bad... ;)

Only I'm not joking. ;)

Ja się przychylam. Też mnie Maczeta rozbawiła jak żaden film dawno i dopiero jak mnie Naczelna Esme okrzyczała i sprowadziła do porządku, to obniżyłem ocenę z 9 na 8.

Nie ma czegoś takiego jak obiektywna ocena filmu. Ja tam lubię Rodrigueza i Tarantino nie mniej niż von Triera czy Almodóvara, mimo że to różne gatunki przyjemności. A może właśnie dlatego. Zdrowa dywersyfikacja doznań. :)

Obejrzyj koniecznie. Choćby po to, by wyrobić sobie własne zdanie. Jak również w ramach niepoprawnego politycznie, niewysublimowanego estetycznie i nieskrępowanego niczym relaksu.

Krew! Flaki! Zło! Szatan! WIĘCEEEJ!

Ja tylko nie rozumiem, dlaczego nie okazało się, że Przeczytaj spoilery +

. ^_^
Mimo przygotowania (oglądałam kilka filmów typu "ręce, moje ręce, obciął mi ręce!") w "Maczecie" znalazła się scena, która zrobiła na mnie Duże Wrażenie i zmusiła mnie do zastopowania na chwilę filmu i poprzeżywania (polegającego na kilku okrzykach zdumienia i łapaniu się za głowę). Film zdecydowanie wymaga pewnego uodpornienia i dystansu wobec scen krwawych i bezsensownych a najlepiej - skłonności do oglądania ina klasy B :)

MRZVA
ArucardPL
bartje
beznazwybez
GARN
Mastodon76
Michalwielkiznawca
dag
dag
AnnaSak