Faceci w czerni 3 (2012)

Men in Black III
Reżyseria: Barry Sonnenfeld

W filmie "Faceci w czerni 3", agenci J (Will Smith) i K (Tommy Lee Jones) cofają się w czasie. W trakcie swojej 15-letniej współpracy z agencją J widział już kilka niewytłumaczalnych rzeczy, ale nic - nawet kosmici - nie intryguje go tak bardzo jak jego sarkastyczny, małomówny partner. Kiedy stawką staje się życie K i los planety, agent J będzie musiał wrócić do przeszłości i uporządkować pewne sprawy. Odkryje, że istnieją tajemnice, o których K nigdy mu nie powiedział - tajemnice, które ujrzą światło dzienne, kiedy J połączy siły z młodym agentem K (Josh Brolin), aby uratować partnera, agencję i przyszłość rodzaju ludzkiego. (Opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Po wyjściu z kina stanęłam na skrzyżowaniu niepewna, którą trasę wybrać. Na moje nieszczęście to był ten świat, w którym zamiast do Centralnego, jadę w stronę Okopowej i ładuję się w strefę stłuczki tramwajowej. Szczęśliwie jednak nie był to świat, w którym utykam pomiędzy przystankami, lecz ten, w którym udaje mi się wydostać z tramwaju i przesiąść. Wbrew pozorom to nie jest dygresja, lecz wykładnia koncepcji „Facetów w czerni 3”. Motyw światów równoległych, choć ograny, to jeden z dwóch atutów tego filmu. Drugim (większym) jest Josh Brolin w roli młodego agenta K, który nie tyle gra K, co Tommy’ego Lee Jonesa grającego K. Nie dość, że wygląda jak młodszy (aczkolwiek upgrade’owany) Jones, to jeszcze perfekcyjnie imituje jego mimikę, gesty, a nawet głos. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Film nie powala fabułą (ot, typowe cofnięcie się w czasie) i nie trafia w moje poczucie humoru (choć wiem, że wiele osób rozbawił), ale zły nie jest, a w kategorii czysta rozrywka – nawet niezły.

Atutem jest fajny pomysł podróży w czasie (cofamy się do przeszłości - pod koniec kolorowych lat 60., których potencjału nie wykorzystano w pełni) i rola Josha Brolina, cudownie odgrywającego młodego Lee Jonesa. Fajnie też było zobaczyć Emmę Thompson. Niemiłe zaskoczenie - Faceci 3 nie sprawdzają się jako film 3D, choć ze względu na tematykę i fabułę efekty powinny być powalające. Fajnych scen 3D jest zaledwie kilka i film spokojnie mógłby się bez nich obejść - byłby wtedy przyzwoitą sensacją SF, choć niekoniecznie dorastającą do klasy poprzednich części

Aktorstwo spodziewanie dobre. Lata 60. nie zostały wykorzystane w pełni, by nie rzec: nie zostały wcale (ledwie kilka drobiazgów). Może formuła się wyczerpała, ale żarty z kosmitów na Ziemi, nawiązujące do popkultury, także bawiły mniej niż kiedyś. Muzyka tak typowa, że aż nudna, wyjaśnienie charakteru K, o które to niby chodziło, grubymi nićmi szyte. No i mam wrażenie, że agent J użył na końcu magicznego ustrojstwa niezgodnie z pokazanymi wcześniej regułami. Duży plus za postać Griffina, zagubionego w czasach i możliwościach kosmity. Naprawdę duuuży. Och, i za fajne, lekkie zakończenie (ostatnie 15 sekund).

Nux
Nux
duzulek
Iceman
nutinka
GARN
AgaL
krzysztofek1003
Michalwielkiznawca
chaos
MureQ