Śmierć w Wenecji (1971)

Morte a Venezia
Reżyseria: Luchino Visconti

Kompozytor Gustav von Aschenbach, który przeżywa zawodowy i osobisty kryzys, spotyka w Wenecji w trakcie wypoczynkowej podróży polskiego chłopca, Tadzia. Jego niewinność i uroda wywierają na artyście ogromne wrażenie. Zatapia się w tym doskonałym pięknie aż do samounicestwienia, chodzi za chłopcem krok w krok, by nie utracić ani na chwilę jego obecności. Staje się to jednak jego zgubą, gdyż w Wenecji szerzy się w tym czasie cholera i zbiera krwawe plony....

Obsada:

Pełna obsada

Jeśli komuś uda się przetrwać nudę pierwszych 50 minut, zostanie nagrodzony świetnym filmem. Gra spojrzeń rozkochanego w młodym chłopcu Aschenbacha bezcenna, a do tego cudowne symfonie Mahlera (III i V) wynagrodzą brak monologów wewnętrznych i stylu Manna.

Ja wiem, że to klasyk, ale dla mnie jest to jeden z tych Iście Artystycznych filmów, z których wynika dokładnie tyle ile widać na ekranie i nic ponadto, żadnych dodatkowych przemyśleń. Choć pauzy w fabule pozwalają na odkrycie sensu istnienia, sama historia prowadzona jest zbyt dosłownie.

I dlatego 1/10? Czyli tyle co Aliens vs Predator 2? Chyba nie rozumiem Twojego systemu ocen :)

tak. film w całości oglądałam 3 razy, 3 razy go analizując pod innym kątem. Za każdym razem nie mogłam doczekać się końca po pierwszych 10 minutach. A sala kinowa bezlitośnie zamknięta.

Masochistka!

Uroki studiowania kierunku filmowego. Kazdy klasyk przemaglowany.

I każdy oceniony na 1?

Nie. Tylko te w mojej ocenie zaslugujace na 1. Czy ja popelnilam cos o czym nie wiem oceniajac ten film tak nisko? Nietykalnosc klasykow atakuje mnie i tutaj, szkoda.

Nic nie szkodzi, że oceniłaś na 1, tylko zastanawiam się dlaczego.
Byłbym wdzięczny, gdybyś nieco rozwinęła nieco swoje argumenty, bo na razie zrozumiałem, że zajechali Cię tym tragicznym filmidłem w jakiejś szkole.

Nie, tu nie chodzi o nietykalność klasyków, tu chodzi o nietylakność Śmierci w Wenecji:P a przynajmniej nie tykanie jej jedynką, bo to odważna ocena. Moim zdaniem należąca się naprawdę całkowitemu chłamowi, a jednak chyba patrząc całkiem racjonalnie na ten film, to nie możesz np powiedzieć, że nastrój jest niezwykły, gra aktorska świetna, muzyka kojąca i niepokojąca zarazem.

Sam fakt, że jest to film o facecie w łódce powoduje, że nie wystawiłbym mu najniższej oceny.

To jeden z tych klasyków, który mówi rzeczy najważniejsze: o tęsknocie, pragnieniu, miłości , o destrukcyjnej mocy piękna. Kreacja Dirka Bogarde'a to ideał. Film wysmakowany estetycznie w najmniejszym szczególe. Niespieszna narracja oddaje doskonale charakter prozy Tomasza Manna.

Kocham opowiadanie, kocham też film. Kocham to, że jest wolny, kocham to, że jest sentymentalny, kocham to, że bywa dziwny. Jest w nim epickość i cisza. Jak w muzyce Mahlera

Może to wynik moich wygórowanych oczekiwań - dlatego, że to opowiadanie Manna i dlatego, że reżyserował Visconti - ale niestety film mnie mocno zawiódł. Długo by pisać dlaczego, ale w zasadzie przychylam się do tych zarzutów, które już trzydzieści prawie lat temu sformułował Jackiewicz. Szkoda..

Polskie dialogi zraniły ucho me, ale był to w zasadzie jedyny dysonans podczas oglądania tego wspaniałego filmu. Znakomita, wielowarstwowa opowieść ubrana w bardzo dobre zdjęcia, uświetniona doskonałą muzyką, do tego niespieszne tempo, nuta sentymentu i melancholii. Wielkie kino.

Masz pittbulla który wygląda jak jamnik, gibasz sie jak pierdolony rezus,zachwycasz się panem KuntaKinte, marnujesz mojemu kumplowi ścieżke najlepszego proszku, a na koniec puszczasz nam film o facecie w łódce

Przepraszam, ale jak słyszę "Śmierć w Wenecji" do głowy przychodzi mi zawsze tylko i wyłącznie ten cytat. Niech cię cholera Lubaszenko!

A film mam na wishliście od dawna. Właśnie wskoczył do pierwszej dziesiątki.

ROTFL :D

Trafił w Polsce do kin na jakiś czas, tak jak wcześniej "Hair" i "Pół żartem pół serio". Jak się pospieszysz to zdążysz :)

Może polski tytuł powinno się zmienić na : "Film o facecie w łódce". Bardziej chwytliwe.

Szkoda, że większość kojarzy go głównie ze sceną z "Poranku kojota" czy jak to tam się nazywało. Piękny i wzruszający film.

psubrat
asthmar
umbrin
MonikaMazurkowna
jakilcz
PanTomasz
falkenberg
paulinakapuscinska7
Samarytanin
jango