Niebiańskie żony Łąkowych Maryjczyków (2012)

Nebesnye zheny lugovykh mari
Reżyseria: Aleksiej Fiedorczenko

23 nowele o maryjskich żonach. Każda z nowel stanowi osobną historię trwającą kilkanaście minut. Są to historie smutne, radosne, zabawne i przerażające. To film-ornament niejako dokumentujący filozofię, tradycję, ale i dzień powszedni maryjskiego ludu. Film jest pełen erotyki. Nie przypadkowo reżyser Alieksiej Fiedorczenko nazywa swój najnowszy film „maryjskim Dekameronem”. (Sputnik)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Nie uczęszczam karnie na filmy konkursowe, więc stwierdzenie, że to najlepszy film z konkursu jaki widziałam, niewiele wniesie. Na szczęście jest to dla mnie też jedna z lepszych propozycji na festiwalu w ogóle. To kino zmysłowe, magiczne, niepozbawione dowcipu i rubaszności, głęboko związane z lokalną obyczajowością. Koniecznie.

No i jaki fajny obrazek w sumie pozytywnej, silnej kobiecości w społeczności skądinąd zanurzonej w tradycji. (Tak, dzisiejsze seanse sponsorował Negrin feminista ;-) ).

Silna, pozytywna kobiecość obracająca się wokół łóżka i kuchni, bo do tego ograniczają się aspiracje głównych bohaterek. No ja nie wiem. Naprawdę patriarchatomierz ani drgnął?

To znaczy... dobre pytanie. Chyba różnicę instynktownie wyczuwam taką, że "Curry" to mainstreamowy film, gdzie to gotowanie (do tego: gotowanie dla mężczyzn, według zasad tamtejszego patriarchatu) to takie pars pro toto, które ma nam powiedzieć o bohaterce wszystko, co musimy wiedzieć, i czyni ją (wink wink, nudge nudge) królową we własnej kuchni. Podczas gdy głównego bohatera męskiego poznajemy przez dużo szerszy pryzmat. A bohaterka ma co prawda jakiś błysk w oku, który mógłby zwiastować coś bardziej pod prąd, no ale nic z tego.

Natomiast "Żony" to nie jest kwintesencja tych kobiet jako takich, a raczej eksploracja określonej sfery. Bo w sam temat seksualności nie jest przecież defaultowo wpisana patriarchalna perspektywa. Ja raczej odnoszę wrażenie, że bohaterki większości nowel są... nie wiem, czy "wyemancypowane" to dobre słowo, ale na pewno nie są stłamszone. Stąd ja to postrzegamy to raczej pozytywnie. Zresztą ta pozytywna kobiecość to chyba nic dziwnego w społeczności wciąż będąca pod wpływem wierzeń pogańskich.

(Btw, disclaimer: ja to wszystko mówię z głowy i własnych odczuć, więc nie musi się zgadzać z żadnymi teoriami ;-) ).

Po "Milczących duszach" film już tak nie zaskakuje baśniowością, rubasznością, specyficznym zamglonym klimatem, ale nie znaczy to że "Niebiańskie żony..." ustępują Owsjankom. Jest tu więcej niespodziewanego humoru, a formuła krótkich filmowych nowel nie pozwala się nudzić. Dla filmowych etnografów--obie pozycje obowiązowe. Ale najpierw warto zajrzeć do Paradżanowa.

Jak dżender to tylko na ludowoi i w basniowo-magicznym sosie. Dupę urywa.

Niewykorzystany potencjał. Za bardzo ten film jest rozdrobniony. Wiele nowel sprawia wrażenie dobrego wstępu do jakiejś historii, ale same w sobie są nijakie i brakuje w nich jakiegoś rozwinięcia. Większość trochę dłuższych historyjek za to dawało radę - zombie, zabawa w kopytko, jeżocyckostwór. Mogło być świetnie gdyby ograniczono się do dziesięciu-kilkunastu trochę dłuższych fragmentów, a tak jest "tylko" dobrze.

Chałupy pachnące sianem, maryjski dialekt, kolorowe suknie, getry, zombie, ruskie disco, zaklęcia, potwór pełen chuci i mroczno-absurdalne rytuały. Piękny film o odseparowanej od świata republice i ogromnej sile kobiecości.

Szklanka1979
MonikaMazurkowna
dcd
dcd
emerenc
exellos
lamijka
umbrin
mielonka27
agiwle
Uciekinier