Zwykli ludzie (2009)

Ordinary People
Reżyseria: Vladimir Perisic

Dzoni, dwudziestoletni rekrut, trafia do niewielkiego oddziału stacjonującego na jugosłowiańskiej prowincji. Znajduje się tam trochę przypadkiem, choćby dlatego, że powiedział sobie: czemu nie? Dopiero na miejscu dowiaduje się, że został wcielony do plutonu egzekucyjnego. Początkowo stawia opór i odmawia wykonania rozkazu, lecz z czasem ulega i dostosowuje się.

Mechanizm wojskowego treningu i proces podporządkowywania jednostki jego regułom, został w Zwykłych ludziach ujęty z geometryczną precyzją, przy użyciu surowej, niemal pozbawionej dialogów narracji. Nie szukając odpowiedzi na pytanie o banalność zła, Vladimir Perisic stworzył minimalistyczny i poruszający obraz zwykłych ludzi wprzęgniętych w działania wojenne. (ENH)

Obsada:

Bardzo udany, prosty film. W odróżnieniu od "Jeziora" (http://filmaster.pl/film/un-lac/) gdzie niedzianie się irytowało mnie, bo nie rozumiałem jego celu, tu odwrotnie, służyło pokazaniu zwyczajności tych godzin między egzekucjami.
Bardzo lubię tego rodzaju proste kino. Przypomniało mi nieco węgierskie obrazy z lat 50-60-tych pokazywane na festiwalu. Bez ekstrawaganckiego montażu, prosto, ale z pomysłem.
Jestem na tak.

Najbardziej autentyczny i mroczny (mimo że akcja rozgrywa się w pełnym słońcu) film o wojnie w Jugosławii, jaki widziałem!

Wiem, że film był prosty, bo taki miał być w zamierzeniu i ta jego surowość miała być siłą. Ale niestety jak dla mnie zbyt przewidywalny i łopatologiczny. Zabrakło pomysłu na film pełnometrażowy i czym dłużej trwał, tym bardziej irytował.

Dla takich filmów przyjeżdżam na "Nowe Horyzonty". To jeden z tych obrazów, który albo do ciebie trafi albo zupełnie cię nie obejdzie. Zaliczyłbym go do jednej kategorii z filmami takimi jak "Jezioro" z tegorocznego konkursu (którego nie strawiłem zupełnie - 3/10), wszystkie filmy Lisandro Alonso z przeglądu sprzed 3 lat (wypas), czy też tegoroczny dokumeny "Odgłosy robaków.." (również dałem się zahipnotyzować).

Mnie "Zwykli ludzie" poruszyli i zmusili do przemyśleń. Porównuję ten film do "Walca z Baszirem", bo oba przedstawiają masakry oczami tych masakrujących. I oba mimo swoich wad zrobiły na mnie spore wrażenie (7/10).

Ale zupełnie rozumiem, że mogłeś uznać to za banał i zupełnie niepotrzebny film, tak jak ja zdyskredytowałem "Jezioro". Kwestia innej wrażliwości, czy nawet po prostu nastroju danego dnia.

No nie wiem, ja byłem pozytywnie nastawiony do tego filmu. A "niedzianie się" mi nie przeszkadza, np. Odgłosy.. mi się bardzo podobały, ba nawet "Fantasmę" Alonso byłem w stanie strawić ;)

Tu mi przeszkadzało to, że film nic nie wniósł do 2-zdaniowego opisu, który wcześniej przeczytałem. Ewolucja zwykłego (niby) bohatera była mało przekonująca (ile się wahał, 15 sekund?), wiele scen irytujących swoją nachalnością (oglądanie dłoni, czy scena końcowa z piciem kawy).

Sama idea mi się podobała, tylko jej realizacja nie.

No widzisz, ja nie czytałem opisu, polegając na prostym poleceniu Negrina i lapsusa :>

Moim zdaniem to nie jest film o ewolucji bohatera. Ja tam nie widzę ewolucji. Widzę znieczulicę, ale nie taką paskudną, jakiej doświadczamy oglądając w tiwi setki scen z ludźmi taplającymi się w krwi (czy to na żywo z zamachu bombowego, czy wyreżyserowane w Rambo X), ale znieczulicę będącą reakcją obronną, kurtyną zarzucaną aby nie widzieć zła i zachować spokój wewnętrzny.

Wszyscy żołnierze wydają się zdawać sobie sprawę z tego, że robią coś niewłaściwego. Ale nikt nie ma wystarczającej odwagi (a może inteligencji), żeby wyciągnąć z tego wnioski. Zresztą, co by się stało jakby te wnioski wyciągnęli i odmówili wykonania rozkazu, co przez chwilę rozważał główny bohater? "Do niczego cię nie zmuszamy" -- powiedział dowódca i zarządził stawienie się żołnierzy w szeregu, aby wykonać kolejną egzekucję.

Nie, oni się nie zmieniają. To są normalni, zwykli ludzie. Tak zachowałby się każdy z nas. To jest dla mnie clue tego filmu i powód dla którego nie mogę o nim zapomnieć.

No właśnie nie powiedziałbym, żeby tak zachował się każdy z nas. Wyobrażasz sobie, że bez skrupułów zabiłbyś chłopaka?? Ja rozumiem, że są sytuacje w których presja "walki o byt" potrafi wyzwolić w ludziach najgorsze instynkty, ale tu tej presji nie było specjalnie czuć. Zastanowił się 10 sekund, napił wódki, zastrzelił i siadł w cieniu. Gdyby ten film mnie przekonał, że to było zachowanie, które drzemie w każdym z nas, to pewnie byłby bardziej wstrząsający. Ja jednak nie sądzę, żeby zabicie człowieka było taką zwykłą sprawą.

Nie wyobrażam sobie. Ale też nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że bym tego nie zrobił. Po prostu pewnych rzeczy o sobie nie wiemy póki nie znajdziemy się w konkretnej sytuacji.

Moim zdaniem tu zadziałało coś w rodzaju peer pressure połączone ze strachem. Nie było chwili do namysłu. Nagle padł rozkaz, wszyscy posłusznie wzięli karabiny i ruszyli za dowódcą, a on nie spodziewając się takiej sytuacji (w końcu żołnierze nie wiedzieli naprawdę do samego końca po co tam się znaleźli) miał tylko chwilę żeby zdecydować co zrobi. Dowódca był stanowczy -- sądząc po jego głośnie mógł spodziewać się najgorszego w razie odmowy wykonania rozkazu. Zawahał się, to oczywiste. Ale stwierdził, że nie może być miękki, że po to jest w wojsku żeby wykonywać rozkazy. I poszedł.

W tym wszystkim zapominamy o jednym. Ci żołnierze, przynajmniej na początku, mogli nie zdawać sobie nawet sprawy, że robią coś złego. Egzekucja - zabicie człowieka - to straszna rzecz. Ale czym innym jest zabicie niewinnego człowieka, a czym innym wroga na wojnie. Oni mogli nie słyszeć o Konwencji Genewskiej. Mogli w ogóle o tym nie myśleć. Jest wojna - trzeba zabijać - po to tu jesteśmy. Refleksja przyszła chyba dopiero później.

Ot, tyle mojej spóźnionej interpretacji. Powinienem chyba napisać jakąś dłuższą recenzję tego filmu, bo im dłużej o nim rozmawiam tym bardziej go doceniam.

Nie zdawali sobie sprawy, że robią coś złego? Przecież zabił chłopca, to na pewno nie był żołnierz. Oczywiście dostrzegam efekt domina (najpierw dorosły, a potem, już poszło) i szczerze powiedziawszy bałem się, że, żeby dopełnić łopatologii, zaraz przywiozą im kobiety. Tylko tego brakowało... na szczęście tym razem reżyser nie przeszarżował.

W wyniku ciekawych dyskusji to wszystko może po czasie nabrać nowych barw :) Ale ja zaufam mojej pamięci emocjonalnej - z kina wychodziłem mocno rozczarowany i to jest fakt niezbity :)

Ja oglądając to byłem w takim transie że na początku nie zdałem sobie sprawy, że to zwykli ludzie (tym razem mowa o tym zabijanych), a nie żołnierze. Dopiero przy drugiej egzekucji do mnie to dotarło. A trzeba pamiętać, że wiedziałem na jaki film idę i znałem historię masakry w Srebrenicy. Myślę, że tym bardziej Ci żołnierze, nie znając historii bo sami ją -- chcąc nie chcąc -- tworzyli, mogli nie do końca zdawać sobie sprawę ze skali tej zbrodni i z tego co robią. A przynajmniej na samym początku, po pierwszej egzekucji. Wszystko przecież wyglądało tak niepozornie... tak zwyczajnie...

Jak mówisz -- dalej było "łatwiej", bo zawsze najtrudniej jest oddać pierwszy strzał.

Co jest nachalnego w piciu kawy albo oglądaniu dłoni? Wybacz, ale zdaje mi się, że się czepiasz. Nie podobało się - nie ma sprawy, ale po co szukać dziury w całym. Dla mnie te sceny wcale nie są "przegięte" i mają swoją wymowę. Ja bym ten odcisk na dloni nawet "łopatologicznie" zinterpretował jako znamię Kaina, którego niczym nie da się usunąć. To film o tragedii oprawcy.

Nie czepiam się, tylko podałem przykłady scen, które mnie irytowały. Początek filmu, jakieś 20 minut było ok, ale potem, niestety coraz gorzej.
Idąc na film, miałem nadzieję że to będzie "film o tragedii oprawcy", ale na czym ta jego tragedia polegała? Bez żadnych wahań wziął za broń i zastrzelił. Nie było w tym żadnej psychologicznej głębi, żadnej "prawdy o człowieku" (jak dla mnie oczywiście!!!). I właśnie dlatego sceny oglądania dłoni czy picia kawy, które miały sugerować jego wyrzuty sumienia, mnie drażniły, bo uważałem je za fałszywe. No i były taką oczywistą oczywistością - nie chciał, ale musiał, więc zrobił, a potem żałował...

Ale rozumiem, że film mógł chwycić za serce. Granica między filmem bardzo dobrym a nieudanym jest w przypadku tego typu filmu bardzo subtelna. Cóż, mnie nie przekonał.

>> Nie było w tym żadnej psychologicznej głębi, żadnej "prawdy o człowieku" (jak dla mnie oczywiście!!!).

Hola! Chcesz dostać "prawdę o człowieku" na talerzu? Film "Zwykli ludzie" pozornie tylko pokazuje i nie komentuje. I to jest dobre w tego typu kinie. Wnioski i "prawdę o człowieku" każdy potrafi wyciągnąć sam. A że oczywista oczywistość? Czego byś się raczej spodziewał? Właściwie nie ma sensu, żebym się zbytnio rozpisywał, bo michuk powiedział powyżej, co i mnie po głowie chodzi. A że "bez wahań wziął i strzelił"? W tym cała rzecz! Zobacz, jak bezimienni, "nijacy", niemalże pozbawieni zwykłych ludzkich cech są rozstrzeliwani ludzie. Jak cele na strzelnicy. Podchodzisz, strzelasz, odchodzisz, cześć. To jest właśnie to, co mi dało na tym filmie w pysk miedzy oczy. Chłopak patrzy na ręce, chłopak pije kawę, widać, że rozmyśla o tym, co zrobił... ale czy wiemy, co konkretnie myśli? Nie, to również musimy sobie dośpiewać sami. A samo strzelanie jest niemalże "banalne", niemalże "codzienne". No cholera, nie ma co, masę refleksji budzi we mnie ten film. Przy czym słusznie mówisz, że granica między dobrym i złym filmem w przypadku takich produkcji jest megasubiektywna. Jak widać :)

Moje pierwsze wrażenie o filmie wpisałem na gorąco na forum enh.
MIchuk - porównałeś "Zwyczajnych ludzi" z "Walcem z Baszirem" - oba są dla mnie porażające swoją wymową ('Walc z Baszirem" oceniam wyżej - chociaż "Zwyczajni ludzie" porażają bardziej).
Moje skojarzenia z innymi filmami:
1."The birds"("Ptaki") - (wyjaśnienie na forum enh)
2."Medium cool"("Chłodnym okiem") - niemal dokumentalna rejestracja scen,zimne spojrzenie pozornie pozbawione emocji
3."Johny got his gun"("Johny poszedł na wojnę") - czy przypadkowa zbieżność imion obu bohaterów? (ten amerykański film jest chyba najbardziej antywojennym filmem w historii kina)

Dla leniwych podam link do tematu o "Zwyczajnych ludziach" na frum ENH: http://forum.nowehoryzonty.pl/viewtopic.php?t=1914

Scena z ptakami rzeczywiście się kojarzy, spodobała mi się też Twoja interpretacja. Muszę obejrzeć ten film ponownie. Ciekawe czy będzie w dystrybucji...

PS. Witamy na Filmasterze!

Doktorze Pueblo - ja wiem, że to bez celu tak przekonywać, bo niby co - teraz nagle mialbyś się zachwycić i krzyknąć: "O w mordę, ależ to świetny film!"? Bez sensu. Ale chciałbym wrzucić kilka zdań, które mi przyfrunęły dzięki Tobie. Niesamowita jest koncepcja tragizmu ludzkiego losu zaprezentowana przez Perisica. Ma to coś wspólnego z greckim fatum. U Sofoklesa najbardziej tragiczną postacią jest Kreon, bo jego racje nie są racjami czysto ludzkimi jak w wypadku Antygony. Myślę, że Kreon jest tragiczny, a Antygona heroiczna. Nie ma tu mowy o przeznaczeniu, ale jest sytuacja, która człowieka przerasta. My trochę o tym zapominamy, a potem dziwimy się, że czlowiek jest zdolny do strasznych rzeczy. To fakt - w określonej sytuacji czlowiek jest zdolny czynić największe zło. I zgadzam się z Michukiem - nie znamy swojej moralności. Tak nam mówią - jesteś silny, dobry, nie wolno iść na kompromis ze złem, ale rozejrzyjmy się dookoła, gdzie ta kraina dobroci i sprawiedliwości? I prawa. A w filmie jest mowa o wojnie, gdy wszelkie normy etyczne ulegają zawieszeniu. Nie? To ta wojna nie miałaby miejsca. Wtedy rządzą inne racje. Często wraca do tego Różewicz - kat i ofiara to jedno, ofiary wojny. Tyle że w lepszej sytuacji jest ofiara, bo istnieje martyrologia, pamięć, bohaterstwo. Dla kata nie ma przebaczenia. Jest za to wieczysta hańba. Ale jest też pytanie o odpowiedzialność. Bohater powieści "Łaskawe" , SS-man, mówi na początku książki - każdy na moim miejscu robiłby to samo, a ja wolałbym, zamiast walczyć na froncie, bawić się w domu z dziećmi. Nie zgadzam się z tym, ale myślę zarazem, że bohater filmu w tej sytuacji mógł zrobić jedno - strzelić sobie w łeb. I film to pokazuje. Dzoni , tak samo jak tysiące żołnierzy serbskich, jest ofiarą.Świetnie, że ktoś wspomiał o filmie "Waltz z Bashirem", gdzie bohater też znalazł się w sytuacji, która go przerosła. Te filmy są podobne , bo mówią o tragedii młodych ludzi, którzy stali się oprawcami, mordercami, przyjęli znamię Kaina i nie ma dla nich przebaczenia. Wspaniałe w tym filmie jest to, że bez usprawiedliwiania mówi nam o tragizmie tych, którzy nie z wlasnej woli stali się zbrodniarzami. Ten film mówi jeszcze jedną ważną prawdę - jedyne co możemy zrobić, to uciec, za wszelką cenę uciec przed wojną. Wojny nie tworzą sami psychopaci i zwyrodnialcy, wcale nie jest ich tak wielu.

Jest jeszcze wiele refleksji, może będzie okazja jeszcze się nimi podzielić. Może za dużo dygresji, ale zależało mi na ukazaniu filmu w szerszym kontekście kulturowym.

Myślę, że trudno jest rozdzielić film od przemyśleń, które on wywołał, a to tutaj kluczowa sprawa. Czy to wszystko o czym piszesz było w filmie, czy po prostu pewne sceny skłoniły Cię do tego typu rozważań? Na ile jest to zasługa reżysera, a na ile Twoja, że chciało Ci się o tym rozmyślać?

Tego typu historia niesie w sobie potencjalnie olbrzymi ładunek tematów do dyskusji. Jest kwestią umiejętności reżysera, na ile potrafi nas skłonić do rozmyślań. W Waszym przypadku mu się udało, w moim niestety nie. Nie wstrząsnął mną przede wszystkim dylemat głównego bohatera. Weźmy scenę zabicia chłopca. Przypomina się inny film: "Wiatr buszujący w jęczmieniu", gdzie główny bohater też wykonuje wyrok na chłopcu. Tam była ona dla mnie wstrząsająca, bo potrafiłem wyobrazić sobie siebie w skórze głównego bohatera. "Zwykłym człowiekiem" się nie poczułem.

Jeszcze jeden wątek, który reżyser zasygnalizował tak niewyraźnie, że pewnie większość go przegapiła. Tak naprawdę dowódcy zależało bardzo na tym, żeby każdy żołnierz brał udział w egzekucji, bo to zapewniało, że będą potem milczeć. Bez wątpienia zatem w rzeczywistości nawet na opornych wywierana była na różne sposoby presja. A potem, po pierwszym strzale już szło. Jednak w filmie tego praktycznie nie widzimy.

Dużo tu interesujących wątków, które film mógł dużo ciekawiej opowiedzieć, niestety w moim odczuciu "przeszedł obok nich".

Ha, właśnie dla mnie to zasygnalizowanie dowódcy było bardzo wyraźne i nic więcej nie trzeba było robić. Dowódca skierował do głównego bohatera tylko dwa zdania. Z pamięci "idziesz?" przed egzekucją oraz "pamiętaj - nikt cię do niczego nie zmuszał" po. To mi wystarczyło. I wydało mi się o wiele silniejsze niż gdybyśmy mieli 20-minutowy wykład.

Wyraźne to było to, że oni czekali za rogiem, czyli, że wiedzieli, że do nich dołączy.
Istnieje sporo stanów pośrednich między 20-minutowym wykładem a 10-sekundowym wahaniem :)

A jednak się czepiasz;) A serio - wg mnie to wszystko, o czym napisałem, jest w filmie. Nie obok. nie niedorozwinięte, to tam po prostu jest. Ja wiem, ze dobre jest wrogiem lepszego, a tym bardziej średnie czy zgoła przeciętne, ale to wszystko jest takie subiektywne. I czy stali, czy siedzieli, czy drzemali, czy oglądali sobie dłonie, czy pili kawę, to mnie to tak średnio. Mógłbym zacząć wymieniać setki scen, pochodzących z arcydzieł filmowych, i sprzeczać się, która jest banalna, która zieje pustką, a która jest po prostu głupia. Tylko po co? Każda scena w filmie Perisica ma swoją wymowę i każda współtworzy spójne dzieło, dzieło które mówi ważne rzeczy. Powtórzę - to, o czym pisałem wyżej, jest w filmie, o tym jest ten film. A że można zrobić dzieło pełniejsze? Pozwolę sobie na odrobinę ironii - wydaje mi się, że trudno będzie zaspokoić Twoje oczekiwania ;)

Heh, to nie tak, ja bym normalnie nie roztrząsał, aż tak, czemu film mi się nie podobał, to dyskusja z Wami sprawiła, że musiałem zacząć się bawić w analityka i rozbierać film na kawałki.
Zapewniam, że normalnie tak nie robię. Nie chciałem po prostu używać argumentu, że film mi się nie podobał "bo tak" i szukałem uzasadnienia.

Wychodzi jednak koniec końców, że wszystkie moje argumenty mają taką samą siłę przekonywania, jak "bo tak" ;) A poważniej, mimo że nikt nikogo nie przekona, dyskusję uważam za całkiem ciekawą, bo zmusza to głębszego zastanowienia nad filmem.

No i nie ma sprawy :) Zapodaj więcej ocen, bo z chęcią obejrzę filmy polecane przez Ciebie. Z tego co widzę, masz bardzo wyrafinowany gust i jesteś wymagającym kinomanem. I tu już nie ma odrobiny ironii. Pozdrawiam.

No właśnie planuję w najbliższym czasie pododawać kilka filmów z 9 i 10, żeby nie wyszło, że jestem urodzonym malkontentem :P
Muszę tylko odświeżyć pamięć.

Ciekawostka: film zdobył główną nagrodę na festiwalu w Sarajewie: http://www.enh.pl/aktualnoscm.do?id=459

psubrat
Cinek
michuk
guybellinger
doktorpueblo
mademoiselletimide
Mrozikos667
lapsus