Pacific Rim (2013)

Reżyseria: Guillermo del Toro

Ziemia zostaje zaatakowana przez potężne monstra. Z głębi oceanów wynurzają się przerażające istoty, zwane Kaiju, które pragną zawładnąć światem. Do walki z potworami ruszają wielkie, specjalnie opracowane roboty, zwane Jaegerami, sterowane jednocześnie przez dwóch pilotów, których umysły łączą się za sprawą neuromostu. Rozpoczyna się ostateczna walka dobra ze złem.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastuny:

Nie logiczny, bez fabuły ale z nadmiarem patetycznych tekstów.
Dużo akcji, trochę (o dziwo) udanego humoru i ładne obrazki sprawiają że jednak można poświęcić mu 130 minut.

Zacznę od montażu. Cameron miał rację zmusza się wszystkich by robili filmy 3d mimo, że być one takie nie powinny, a ten bije po oczach 3d robionym w postprodukcji. Przypominają mi się gierki na starą konsolę Nintendo w latach 90tych gdzie efekt 3d osiągało się przez poruszanie w rożnym tempie trzech dwuwymiarowych warstw.
Roboty? ŚWIETNE! To jedyna dobra rzecz w tym filmie. Roboty były genialnie zrobione!
Sceny walki? Jak tylko coś się działo to było to tak obracane i zmazywane, ze nic nie widać.

Aktorstwo - słabizna
Dialogi - słabe
Przewidywalność - 100%
Żarciki - słabe
Innowacyjność - zero

Wychodząc z kina IMAX bylem zażenowany. Myślałem, że to tylko ja, ale cała gawiedź wychodząca niepochlebnie się wypowiadała "K.... mać co to było?" było najdelikatniejszym

Zbyt słabe to niestety, nawet jak na odmóżdżającą rozrywkę. Coś w tym filmie zgrzyta, raz próbuje być zbyt poważny, innym razem wręcz slapstickowy.

Przefajne kino o wielkich robotach po raz kolejny, tyle że w stylu godzillowym:) Największy atut - widowiskowość. Przy czym nie stara się udawać nic ambitnego, jak hmm, Prometeusz na przykład, tylko bierze prosty schemat o ratowaniu świata, superbohaterach, dodaje wątek miłosny, komiksowe postacie, trochę chwytających za serce (albo zabawnych) przerysowanych scen (nie patetycznych broń boszzzzz, jak już to kiczowatych, ale z rodzaju tej kiczowatości, która jest bardziej naiwna niż denerwująca, jak Ch. Reeve w niebieskich rajtkach) i voila!, efekt końcowy jest całkiem przyjemny. Zwłaszcza ten z zestawianiem różnych wielkości - potwory i roboty są naprawdę spore i tak cudnie wszystko rozwalają. Drugi poważny atut - znani aktorzy powyciągani z topowych seriali. Mnie się podobało:)

Bzdurna fabuła i nuda. Na plus tylko efekty specjalne.

Laboga. Bo "Avatar" to miał megainteligentną fabułę i był pełen emocji.

Avatara widziałem chyba z 5 razy i zawsze mnie emocjonuje. Pacific ledwo obejrzałem raz.

Mam to samo, tylko odwrotnie, i Pacific widziałam jak na razie 2 razy, a nie 5. :)

krzysztofek1003
stivo
nutinka
Blue2012
matadu
beznazwybez
Michalwielkiznawca
alanos
Fi5heR
MureQ