Spotkanie w Palermo (2008)

Palermo Shooting
Reżyseria: Wim Wenders

Kolejny film drogi niemieckiego mistrza. Główny bohater to wzięty fotograf, który prowadzi hedonistyczne życie w wielkim mieście. Ma wszystko, czego zapragnie, jednak czegoś mu wyraźnie brakuje i jest uczuciowo wypalony. Gdy cudem unika poważnego wypadku, postanawia wszystko zmienić i zainspirowany nazwą przepływającej barki wyjeżdża do tytułowego Palermo. Tam ponownie skonfrontuje się ze śmiercią i pozna niezwykłą kobietę.

Streszczanie filmów Wendersa mija się z celem - to, co istotne, rozgrywa się poza akcją, najczęściej w dialogach, niczym u Kieślowskiego, nierzadko traktujących o sprawach najważniejszych. W starannie dobranej muzyce (m.in. Nick Cave, Beirut, Tom Waits, Portishead) komentującej akcję i wyznaczającej nastrój. W efektownych zdjęciach. Wreszcie w atmosferze leniwej włóczęgi po pełnym chaosu mieście, szukania widoków do zdjęć, delektowania się chwilą. Spotkanie z Palermo przypomina Lisbon Story, stanowi pewnego rodzaju wariację na temat wątków z tamtego filmu. Pojawiają się jednak, nieobecne do tej pory w tak dosłownej formie, motywy eschatologiczne, jak choćby w niecodziennej scenie rozmowy ze... Śmiercią. (ENH9)

Obsada:

Pełna obsada

Zdecydowanie bliżej mi do Doktora niż do Verdiany: ten film to jeden wielki pseudofilozoficzny bełkot. Daję 3 punkty za: muzykę, zdjęcia i końcówkę, dzięki której to coś jako tako spełnia kryteria filmu autorskiego.

Pseudofilozoficzny, pseudofilozoficzny :P A Campino to co? Jakiś Arystoteles?

Niezłe, chociaż nie bez zastrzeżeń. Dużo tu symboliki, ale niestety podanej na tacy (nie dość, że obrazem - sny, wizje itd., to jeszcze werbalnie przez narratora), co zupełnie niespotykane dla Wendersa. Piękne zdjęcia, koszmarna muzyka. Nie było źle, ale Wendersa stać na dużo więcej.

Tak złego filmu dawno nie widziałem. Słyszałem, że warto go obejrzeć dla muzyki, ale, bardzo przepraszam, płyty Beirutu i Portishead to ja mam w domu.
Dialogi i aktorstwo są w tym filmie koszmarne. Ogląda się to z coraz większym uczuciem zażenowania. Do dziś nie potrafię uwierzyć, że reżyser "Paryż, Texas" nakręcił coś tak infantylnego.

Jeśli oczekiwałeś, że zaraz będzie wielki dym, to chyba się nie udało. Może dlatego,że trudno nie przychylić się do Twojej opinii..

Ja tę recenzję napisałem zaraz po obejrzeniu na ENH (jeszcze w sierpniu), żeby ostrzec innych. A swoją drogą to jak spojrzysz w oceny, to są tacy, którzy ten film chwalą. I to jest dla mnie niepojęte!

kojot
szum
justykob
bernardpiechal
welhavel
Cinek
Airbolt
pawelad
Negrin