Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie (2016)

Perfetti sconosciuti
Reżyseria: Paolo Genovese

Siedmioro długoletnich przyjaciół spotyka się na kolacji. Dla urozmaicenia wieczoru rozpoczynają zabawę polegającą na dzieleniu się między sobą treścią każdego SMS-a, e-maila lub rozmowy telefonicznej, jakie otrzymują w trakcie spotkania. Kiedy tym samym wiele tajemnic zaczyna wypływać na światło dzienne, niewinna gra rodzi konflikty, które niełatwo będzie zażegnać... (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Tak jak w tytule. Ładniutki po włosku, niegłupi, w sumie dobra rozrywka, ale czy coś więcej? Myślę, że wątpię.

Bardzo byłem ciekaw włoskiego kina z takim pomysłem - zwykle jeśli myślę "kino europejskie", to myślę o Francji, ewentualnie Wielkiej Brytanii, włoskie filmy wydają mi się błahe. Ten nie, jest nawet lepszy niż miałem nadzieję. Humor w odpowiednim stężeniu, ale i wzruszenia jest bardzo dużo, a dobry komediodramat to dla mnie fantastyczne przeżycie. Postacie są wciągające i trudno mi nawet oceniać aktorstwo, bo po prostu wszyscy grali tu do jednej bramki, czyli żeby pokazać emocje i pozwolić się zastanowić widzowi jak to jest z prawdą w bliskich relacjach między ludźmi. Nie ma gwiazdorzenia i nie ma ogonów. I o to chyba chodzi, przekaz jest czysty i szczery, warto go sobie posłuchać na własną rękę, żadne środki artystyczne nie powinny w tym przeszkadzać. Więc dobrze, że to jest sztuka środka - dość teatralna w konstrukcji (klasyczna jedność czasu, miejsca i powiedzmy że akcji) i bez stroszenia piórek. Ale zakończenie to prawdziwa bomba: artysta ma prawo czniać poprawność, gdy ma to sens.

"włoskie filmy wydają mi się błahe" - dość zaskakująca opinia na temat kinematografii reprezentowanej przez de Sicę, Rosselliniego, Viscontiego, Felliniego, Antonionego, czy Pasoliniego ;)

Współczesne. O starych włoskich filmach nie myślę w ogóle, chyba że migną gdzieś "Między słowami". =}

tylko jeden przykład, jest ich więcej

Sorrentino tak kompletnie mnie nie zainteresował, że znam tylko tytuły. Interesował mnie kiedyś "Pokój syna", ale jakoś mnie ominął. Moje skojarzenia takie są i tyle, nie ma co się doszukiwać ani udowadniać, bo to nie wynika z wiedzy, jak widać. =}

Wynika z wiedzy - skąpej ;)

i oryginalna, jak to u Kocia ;)

Nanni Moretti - jak najbardziej na tak tak.

Mam mieszane uczucia. Jest to sprawnie napisane i zrealizowane, ale sprawdza się ewentualnie tylko jako lekka tragifarsa. Na poziomie realistycznym nie trzyma się to kupy, trudno bowiem uwierzyć w taki dobór charakterów i zbiegów okoliczności. Zakończenie pokazuje, że reżyser każe nam patrzeć na film jako na rodzaj metafory, ale jako metafora zawodzi to głęboko: teza jest nachalna (i jeszcze na koniec wyłożona wprost przez jednego z bohaterów) i głęboka jak horoskopy w "Pani domu". Największym plusem filmu jest polski tytuł.

Czyli nowa kategoria filmasterów - najlepsze tłumaczenie tytułu. Wyjątkowo się zgadzam, choc nie ufam opiniom ludzi, którym nie podobał się Toni Erdmann.

Toni Erdmann, Toni Erdmann, hmm..., coś kojarzę; o czym to było?

Taki film o śmierci.

Ja chyba widziałem inną wersję. Choć właściwie cała kultura jest o oswajaniu śmierci, więc pewnie masz rację.

verdiana
deliberado
patryck
Guma
Makielka
KKKas
beznazwybez
dobrawrozka
NarisAtaris
rubella