Persona (1966)

Reżyseria: Ingmar Bergman
Scenariusz:

Opowieść o dwóch kobietach mieszkających w odosobnionym domku nad brzegiem morza. Znana aktorka Elizabeth Vogler uparcie milczy, by w ten sposób zdystansować się do świata i ludzi... Pielęgniarka, której zadaniem jest opieka nad Elizabeth, wręcz przeciwnie - wierząc w sympatie milczącej pacjentki opowiada jej o swoich najintymniejszych przeżyciach.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Film nieco lżejszy od "Siódmej Pieczęci" czy "Jak w zwierciadle", ogląda się przyjemnie, a jednocześnie uderza jak grom. Kolejne arcydzieło mistrza.

Kim byłby Ingmar Bergman bez Svena Nykvista? Pewnie też bardzo znanym reżyserem, ale zaryzykuję tezę, że nie wybitnym. Bo filmy Bergmana nie tylko poruszają ważne tematy, ale są też bardzo piękne wizualnie. A Persona tego najlepszym dowodem.

Zaskakujący i wielowarstwowy film, jak to u Bergmana. Film o szaleństwie? Film o filmie? Intrygujący i zagadkowy.

Jeden z tych filmów Bergmana, który się nie zestarzał. Koncert gry aktorskiej, świetne zdjęcia.

Hmm.. a który się zestarzał?

Np. "Szepty i krzyki" - zbyt teatralny i nie daje się już oglądać. Może nie myślałabym tak, gdyby nie przegląd po latach w wersji cyfrowej na "ERA NOWE HORYZONTY". Równolegle oglądałam też Felliniego - jego kino dobrze przeszło próbę czasu. Nieokiełznana wyobraźnia, różnorodna tematyka. Z Bergmana najchętniej oglądałabym "Fanny i Aleksandra". "Sceny z życia małżeńskiego", "W obecności błazna", "Godzina wilka" to są filmy, do których nie miałabym najmniejszej ochoty wracać.

Dzięki za opowiedź! "Szepty i krzyki" widziałam nie tak dawno i bardzo mi się podobał. Akurat teatralność to chyba nie musi być wada. Nie w tym przypadku. W przypadku współczesnego filmu "0_1_0" natomiast może być. ;-) Do "Fanny i Aleksandra" muszę wrócić, bo wszystkim tak się podoba, a ja oglądałam go bez specjalnie pozytywnych emocji (wolę właśnie "Szepty i krzyki", "Personę", czy "Tam, gdzie rosną poziomki", żeby wymienić najbardziej znane). Na temat pozostałych 3 filmów, które wymieniasz nie mogę się wypowiedzieć w ogóle, bo "Scen..." nie pamiętam (oglądałam jak byłam nastolatką), a dwóch pozostałych nie miałam jeszcze okazji.

Do Felliniego jeszcze się nie przekonałam. Chyba moja wrażliwość z jego filmami się rozmija. ;-)

No tak, w dużej mierze odbiór jest subiektywny. Ale to chyba dobrze, że mamy "osobiste relacje" z filmami :-)
Dziękuję za komentarze.

Ale uwielbiam też niezmiennie "Siódmą pieczęć" :-)

Bergman dogłębnie analizuje psychikę bohaterek, nie zapominając przy tym, że najpiękniejszą, najbardziej interesującą rzeczą jaką można pokazać na ekranie jest ludzka twarz. W "Personie" nie ma zbędnych elementów. Piękne, minimalistyczne, ale jakże znakomite wizualnie kino.

Persona jako maska przyjmowana wobec otoczenia lub wymuszana przez otoczenie i wewnętrzny sprzeciw wobec takiego stanu rzeczy, który prowadzi do schizofrenicznych introspekcji najmroczniejszych zakamarków umysłu. Ile takich masek można przybierać i kto najlepiej to pokaże jeśli nie aktorka? Nie sposób ująć wszystkich sensów w 500 znakach, poza tym brakuje mi wiedzy o filozofii. Uwielbiam ten minimalizm środków - w kadrach nie ma żadnych zbędnych elementów.

Z niezwykłą skutecznością ujawnia nieznane bądź zapomniane funkcje ludzkiej duszy. Niepokojący.

Z niezwykłą skutecznością ujawnia nieznane bądź zapomniane funkcje ludzkiej duszy. Niepokojący.

Z niebywałą skutecznością ujawnia nieznane, czy też zapomniane funkcje ludzkiej duszy. Wybitnie niepokojący.

redo123
lolita3
Konfucjusz70
Danielito
nomercyfw
NarisAtaris
GARN
aetachiarr
Szklanka1979