Pina (2011)

Reżyseria: Wim Wenders
Scenariusz:

Pina nie jest biografią zmarłej przed dwoma laty choreografki Piny Bausch. To raczej hołd złożony przez Wima Wendersa jej twórczości i hymn na cześć sztuki. (www.nowehoryzonty.pl)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Ten sam problem co u Herzoga{Jaskinia zapomnianych snów}. Za długie. Na jakości zyskałoby gdyby trwało z godzinę i dziesięć, piętnaście minut. Miejscami nużące. Druga połowa filmu znacznie ciekawsza.

Rewelacja! Niepodważalny dowód na sens technologii 3D. Można oczywiście - i słusznie - powiedzieć, że to przede wszystkim zasługa Piny Bausch i jej tancerzy, ale Wenders też spisał się nieźle. Ode mnie 8 dla Wendersa i 10 dla zespołu. Czyli średnio 9.

A ja będę narzekliwy: się zastanawiam, co tak naprawdę dodaje do tego filmu efekt 3D - poza mojego bólu głowy, ma się rozumieć? Owszem, to działa i w ogóle, ale chyba na dobre zniechęciłem się do prób technologicznego oszukiwania mózgu. 3D podobało mi się ileś lat temu, kiedy było jeszcze właściwie tylko domeną filmów animowanych, które z definicji są sztuczne. Tymczasem w tak realnym filmie jak "Pina" 3D... po prostu kole mnie w oczy. Zamiast dodania realizmu dodaje sztuczności - bo przecież ludzkie oko wcale nie postrzega trójwymiarowości w ten sposób.

Oczywiście nie może to być krytyką pod adresem samego filmu - pięknego, poruszającego i tak dalej. Chociaż muszę przyznać, że w tym, co Wenders dodał od siebie, nie ustrzegł się niejakiej pretensjonalności. Całe szczęście to tylko dodatek do dzieła Piny.

Ja na początku byłem też sceptyczny, tzn. myślałem tak: po co używać tak drogiej technologii do rejestracji czegoś, co dużo lepiej wygląda na żywo, a wychodzi taniej. Ale po filmie zmieniłem zdanie. Uważam, że 3D dało możliwość zobaczenia tego lepiej niż na żywo. Dodało dynamiki, pokazało niuanse. Przekonało mnie do siebie chyba po raz pierwszy, tak wyraźnie.

A przedstawienie teatralne, tak na marginesie, też nie daje Ci wcale naturalnego obrazu, bo masz tylko jeden punkt i kąt widzenia, co w rzeczywistości zdarza się raczej rzadko.

dla mnie efekt 3D był tylko dodatkiem do tego wszystkiego, co w Pinie zobaczyliśmy i akurat wydaje mi się, że jednak Wenders trochę zrozumiał przekaz działalności Bausch - ja tam grama pretensjonalności nie widzę

Może Negrinowi chodzi o te wywiady z członkami zespołu, w których wszyscy mówią o Pinie jak o świętej geniuszce. Ale mi to nie przeszkadzało, przyjąłem że taka jest konwencja - hołdu dla Piny.

Trafiłeś. Oczywiście nie jest to jakiś straszny problem - bo w końcu zakładam, że wszyscy mówią szczerze, nawet jeśli niektóre wypowiedzi są cokolwiek "cheesy" (jak powiedziałaby Urszula Antoniak :P ). Do tego raczej tandetnie wyszła koncepcja oglądanej przez tancerzy miniatury sceny, na której tańczą oni sami. Ale cóż, może Wenders ma teraz u mnie trudniej po "Spotkaniu w Palermo" - od tej pory we wszystkim będę się doszukiwał tandety ;) Natomiast oczywiście nie ujmuje to zbyt wiele istocie filmu. Jak napisał Doktor: "8 dla Wendersa, 10 dla zespołu".

Ale wiecie, że ta Pina, święta to być może nie była, ale geniusze mczy też lepiej - artystą-wizjonerem to była bez dwóch zdań:)

@doktor_pueblo "wszyscy mówią o Pinie jak o świętej geniuszce" nie wszyscy mówią. niektórzy milczą. i to jest fajne. ponadto zgadzam się z podziałem 10 dla zespołu 8 dla Wima

Pinę trudno sklasyfikować. Wśród jej prac można odnależć surrealistyczne etiudy, radosne pląsy wodne w "Księżycu w pełni", depresyjny "Cafe Muller". Reżyser słusznie "wyciszył" komentarze a dał "wybrzmieć" tańcowi. Brawo Wenders!

Piękny wizualnie, tylko czy to jeszcze balet, czy już kino. Formuła 3D sugeruje, że była silna intencja oddania wizji baletu.

Dobrze wykorzystane 3D. Piękny pomnik Piny w wykonaniu Wendersa, urzekający i absolutny majstersztyk w stronie wizualnej. Fabuła, tudzież szereg historii, opowiedzianych ciałem o zmiennym tonie od goryczy po czarny humor.

A gdzie to Panie można obejrzeć?

Na pewno będzie można obejrzeć na ENH we Wrocławiu. No ale to dopiero w lipcu.

właśnie przebywam w Berlinie i jestem już po drugiej projekcji, choć cena biletów w miejscowych multipleksach boli - warto!

Piękny hołd dla kreatorki fantastycznych pejzaży tanecznych. Piękny, bo pokazany przez pryzmat sztuki, a nie biografii. Zresztą, inaczej by się chyba nie dało, bo życiem Piny był taniec. Świetne ujęcia i muzyka, w tym miejskie konteksty dla sztuki. O artyzmie tancerzy pisać nie trzeba.

„Pina” jest filmem przede wszystkim dla fanów Piny Bausch i wyznawców tańca. Wizualnie czy muzycznie jest w stanie trafić nawet do przypadkowego widza, ale żeby móc czerpać przyjemność z materiałów archiwalnych i wspominek o Bausch, trzeba być choć trochę zainteresowanym tematem. Jak dla mnie film mógłby się składać wyłącznie z sekwencji tanecznych. Od strony technicznej nie można „Pinie” nic zarzucić (choć efekt 3D jest zbędny) - zdecydowanie widać ogrom pracy i czasu włożonego w kręcenie.

Ten film jest dla mnie filmem roku. Taniec jest dla mnie obcym językiem, wręcz nie lubianym, tak jak niektórzy z dziwnych przyczyn (stereotyp) nie lubią języka niemieckiego. Nigdy nie rozumiałem baletu i nie potrafiłem wyczytać z niego żadnej historii. Pina, jest dla mnie otwarciem wrażliwości na tę formę sztuki.

Pal licho 3d, które przyczynia się głównie do wbijania moich własnych minus dwa okularów w nos. Doskonałe zdjęcia, idealna muzyka. DVD z tym filmem będzie w sam raz prezentem dla części moich znajomych.

Nie lubię tanecznych filmów, ale ten film jest po prostu spektaklem. Bardzo dobrym, w którym widz uczestniczy siedząc na sali kinowej w trójwymiarowych okularach. Film jest skierowany do fanów Piny Bausch i tańca, ale z pewnością swoją fantastyczną muzyką i doskonałymi choreografiami trafi w serca niedoświadczonych w tej dziedzinie widzów. Polecam wszystkim.

Za choreografię, za tancerzy, za wartość historyczną - chciałoby się dać więcej, może nawet dziewiątkę, bo Bausch była wybitna i nawet te fragmenty, pokazane w filmie, wyrwane przecież, potrafią telepnać człowiekiem. Ale sam film, jako film, był więcej niż chaotyczny, fragmenty za różnorodne, za szybko - przechodzenie między tak skrajnymi emocjami, jak te, które zależnie od wybranego spektaklu, wywoływał pokazany taniec, było szalenie wyczerpujące, pod koniec niemal doprowadziło mie do zoobojętnienia. Za dużo bodźców i efekt anestetyczny. Duża wada filmu w moich oczach.

Farary
tangerine
AniaVerzhbytska
PiKo
pannadrama
dcd
dcd
electricorange
atomheart
olejanko
annemily