Ściana (1982)

Pink Floyd The Wall
Reżyseria: Alan Parker
Scenariusz:

Wypalony gwiazdor rockowy, Pink, rozmyśla o swoim życiu. Wychowywała go samotnie nadopiekuńcza matka. W szkole był prześladowany przez surowych nauczycieli. Jego kolejne związki z kobietami nie należały do udanych. Zrobił karierę muzyczną, ale sława okazała się jednak życiową pułapką.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Problem z oceną tego filmu polega na tym, że sam film jest dobry, natomiast muzyka genialna. I co mam teraz zrobić? ;)

Bardzo ważny film, ale nie ma na niego miejsca w systemie ocen. Obejrzeć należy koniecznie, nie oglądając się na to, czy dobry, wybitny czy cokolwiek innego w sensie czysto filmowym, aczkolwiek i tak niczego poniżej 7 nie mógłbym mu postawić.

Psychodeliczny w tym niezbyt przyjemnym znaczeniu. Ocena zawyżona, bo uwielbiam tę płytę a animacje są niesamowite. Nie ma co narzekać na drewnianą grę Geldofa, bo nie o walory filmowe tu chodzi. Nie każdemu polecam, ale warto.

Filmowo kiepsko, ale cudowna muzyka i niesamowite do niej animacje. Plus parę ciekawych fragmentów filmu.

To jeden z najważniejszych dla mnie filmów, który oglądam sobie regularnie kilka razy w roku. Może chodzi o to, że to chyba najbardziej mną wstrząsający album Floydów, a może dlatego, że od tego obrazu zacząłem w ogóle poznawać ich twórczość; w każdym razie żadnego innego filmu nie przeżywam w taki sposób, jak "Pink Floyd The Wall"...
Genialne animacje, świetny montaż i wszechobecny symbolizm nie pozwalają nigdy wyrzucić go z umysłu.

Zapewnie tylko dla wielbicieli PF, ale mistrzostwo...

W moim prywatnym i skrajnie subiektywnym systemie oceniania "The Wall" zasługuje na najwyższą notę. Muzyka - być może najlepsza, jaka kiedykolwiek powstała. Praktycznie brak dialogów, ale po co mówić, skoro można słuchać Pink Floydów. Obrazy piękne, wstrząsające i psychodeliczne, a do tego genialne animacje. Ponura historia do samodzielnego poskładania i zinterpretowania. Jestem zachwycony, choć zdaję sobie sprawę, że ktoś mniej lubiący PF musi zdecydowanie mniej lubić ekranizację ich płyty.

Gdyby film był prostą wypadkową części składowych "Pink Floyd The Wall" miałoby łatwy start, dzięki genialnej muzyce. Tak chyba jednak nie jest. Animacje są wspaniałe, reszta już nie. Ogląda się przyjemnie, ale lepiej włączyć płytę Pink Floydów i zamknąć oczy,

Nietypowy, aczkolwiek bardzo dobry film.

Czemu tak mało w tym filmie animacji. One są najgenialniejsze. Muzyka jest prześwietna, bardzo lubię styl Pink Floydów. Mam tylko jedno małe zastrzeżenie, za które może mi się od fanów oberwać (tzn. oberwałoby mi si, gdyby to nie był taki kulturalny portal, prawda? ;) ). Otóż teksty Pink Floydów są całkiem niezłe, ale wybaczcie, przy tym, co nasi pisali w latach 70. i 80. (Republika, Kaczmarski, Niemen), to ich piosenki są subtelne jak nomen omen walenie młotem w ścianę. Zresztą nawet któryś z amerykańskich muzyków powiedział, że u nas tworzyło się poezję (żeby oszukać cenzurę).

PS. Wiecie co było najbardziej surrealistycznym przeżyciem podczas seansu? Piosenka najbardziej krytykująca konsumpcjonizm, a zaraz po niej przerwa na reklamy.

Jako wielki fan, który dawno dawno temu znał wszystkie utwory z tej płyty na pamięć, powiem Ci, że jeśli chodzi o subtelność tychże tekstów, to niestety masz rację. Uświadomiłem to sobie dopiero rok temu na koncercie Watersa, widząc przejęcie z jakim Waters wyśpiewywał te raczej banalne słowa. Z drugiej jednak strony zarzut banalności jest zarzutem, który można postawić większości piosenek rockowych. Pink Floyd na ich tle chyba i tak nie wypada jednak tak najgorzej.

bartje
beznazwybez
AniaVerzhbytska
liongotie
jakilcz
typix
chcolatehunter
exellos
peeroog
mizuiro