Rękopis znaleziony w Saragossie (1965)

Rekopis znaleziony w Saragossie
Reżyseria: Wojciech Has

Stylowa komedia kostiumowa, awanturniczy film "płaszcza i szpady", fantastyczna baśń z duchami, wisielcami, opętanymi księżniczkami - tak określano ten niezwykły film. Jego literackim pierwowzorem jest powieść osiemnastowiecznego poety, uczonego, filozofa, żołnierza, podróżnika i fantasty Jana Potockiego. (filmpolski.pl)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Najlepszy polski film w historii, nie licząc Kieślowskiego. Fenomenalny scenariusz i doskonałe aktorstwo. Film świetnie się ogląda mimo 3 godzin trwania, a żeby połapać się w fabule potrzeba dużej koncentracji. Ale warto.

Ciekawe napomknienia filozoficzne. Żywo oddana epoka, jak na możliwości filmu czarno-białego.

To mógł być doskonały film, ale położyła go gra aktorska, zupełnie bez ikry! Szczególnie role sióstr (Emina i Zibelda), które w książce są pełne emocji, kobiece i kuszące, w filmie zimne jak lód. Także filmowy Paszeko bardzo słaby. Książka lepsza. Krzysztof Rudowski napisał jej świetną kontynuację.

Niby ciekawy, ale jednak mi się dłużył.

Widziałam go wiele razy, w kawałkach i w całości, i zawsze był wyśmienity. Jeśli ktoś chce mnie udobruchać, nastawić pozytywnie, rozczulić, względnie sprawić radość, niech mnie zabierze na "Rękopis znaleziony z Saragossie".

Świetny, ale trzeba zacząć oglądanie dość wcześnie, bo skupienie jest tutaj wymagane. Próby oglądania w nocy mogą się skończyć zaśnięciem lub niezrozumieniem o co chodzi. To film tak wybitny, że nic nie trzeba mówić, trzeba obejrzeć.

O ile film sam w sobie może wydawać się dziwny, to jako adaptacja działa doskonale

Polski film wszech czasów. Aktorstwo miażdży, scenariusz wgniata w glebę. Cudo sztuki filmowej.

Wielki film! Wielowarstwowa fabuła, turpistyczna scenografia, atmosfera niesamowitości i zagadkowości oraz plejada największych polskich aktorów: Holoubek, Cybulski, Tyszkiewicz, Pawlikowski i in. Nigdy mi się nie znudzi!

Literacki pierwowzór jest równie dobry i czytając tę książkę mój szacunek dla Hasa jeszcze wzrósł.

Przeniesienie książki na ekran to nie taka prosta sprawa. Zakładam, że powieść Potockiego musiała być o wiele bogatsza w treść niż film, ale oglądając go nie zauważa się luk czy uproszczeń w fabule.

Potocki stworzył powieść specyficzną, składającą się z drobnych elementów. Has pominął kilka historii opowiadanych przez bohaterów (na ile pamiętam film), ale wielkiego wpływu na całość to nie miało. Nie jest to powieść ze sztywną realistyczną konstrukcją, z bardzo mocnymi ciągami przyczynowo-skutkowymi. Szkatułkowa kompozycja, wydawałoby się trudno przekładalna na film, okazała się strzałem w dziesiątkę.

No gdyby opowiedział wszystkie książkowe historie to film trwałby 7 godzin, a tak są 3 i to w pełni wystarcza, by uznać film za arcydzieło.

Nie wsiąkłem w tą historię. Przytłoczyła mnie teatralność i dość infantylne, choć nierzadko urocze dialogi.
Poza tym narracja jakaś taka niemrawa, niektóre postacie papierowe aż szeleści.
Ja podziękuję.

Toż to szok!

szok nie szok, zaczynam się zastanawiać czy ze mną na pewno wszystko w porządku, bo to kolejny po Tlenie, wysoko oceniany film przez filmasterów z którymi mam ponad 80% zbieżności, na którym przysnąłem ;)

Coś z Tobą jest nie tak :>
Proponuję dać jednak Hasowi szansę. Dwie mocne kawy, dobre towarzystwo, ciemny pokój i nic tylko się rozkoszować. To jeden z najciekawszych filmów w historii kina, nie tylko polskiego.

Nie tylko moim zdaniem to polski film wszech czasów. Oglądałem go kilka razy z zapartym tchem. Dwie trzecie znanych krytyków kina polskiego na pytanie: Jaki jest najlepszy polski film? odpowiada: "Rękopis znaleziony w Saragossie" lub "Ziemia obiecana".

A reszta "Popiół i diament".

Popiół nagrałem z C+ kilka dni temu, czeka na swoją kolej.
Robię drugie podejście do Pamiętnika, wyspany i najedzony ;)

Nic z tego. Nadal mi się nie podoba ;)

Ależ Ofermo, co Oferma...

niby widzę, że to może i ciekawa historia, ale kompletnie wszystko mi psuje to czego bardzo nie lubię w kinie, a mianowicie teatralność, np. gra aktorska, dla mnie bardzo teatralna, albo to że postacie często recytują swoje kwestie (często dość infantylne zresztą). Poza tym, w ogóle dialogi to marnota dla mnie straszna. Miałem wrażenie że oglądam film rodem z niedzielnych poranków w kinie, a to przecie było kino dla dzieci.
Zdecydowanie nie moje klimaty.

Ten przesiąknięty symbolami film, o szkatułkowej konstrukcji, błyskotliwych dialogach jest wielbiony na całym świecie jak absolutnie żaden polski film. Za jeden z najbardziej ulubionych filmów uznali go m.in. Lars von Trier, Luis Bunuel, David Lynch, Francis Ford Coppola, Martin Scorsese. Ci dwaj ostatni zresztą sfinansowali odrestaurowanie tego filmu w USA. SPOILER (Co do aktorstwa, to główny bohater jest w pewnym sensie w ukrytej kamerze, a więc jest to celowy zabieg reżysera. Warto zwrócić uwagę na wydłubane oko Paszeko, które raz jest lewe, a w innej scenie prawe albo niezbyt przekonujące sceny walk gdzie rywal do rywala puszcza oko. Błędy reżysera?. Ależ skąd, końcówka filmu ewidentnie wskazuje w jak grubym byliśmy błędzie wątpiąc w perfekcję mistrza Hasa.).

Ale Maklakiewicz jako Busqueros powala! :)
Skoro się nie podoba, to nie ma mowy, żeby przekonać, że jednak powinno się podobać. Mnie urzekła koronkowa konstrukcja, w której widz mimo wszystko się nie gubi, a do tego klimat - trochę straszny, trochę zabawny, trochę tajemniczy. Ale ja oglądałam "Rękopis" po raz pierwszy właśnie jako dziecko, w dodatku we fragmentach, które wydawały mi się niezwykle intrygujące, więc dla mnie jest to film kultowy, zupełnie nie postrzegam go w kategoriach kinematograficznych.

"Skoro się nie podoba, to nie ma mowy, żeby przekonać, że jednak powinno się podobać." - otóż to, dzięki @Esme ;)
Ja jako dziecko nie oglądałem zbyt wielu filmów. Moja "wrażliwość" filmowa kształtowała się od początku lat 90tych kiedy to na domowym odtwarzaczu VHS oglądałem filmy z Dolphem Lundgrenem, jakieś badziewiaste horrory i mase holiłudzkich produkcji pokroju Hook'a czy ET. Po prostu to było w obiegu. Jak w liceum po raz pierwszy obejrzałem film Woodiego Allena (Tajemnicę morderstwa...) przeżyłem pozytywny szok. Ze "starym" kinem w ogóle nie miałem styczności. Dopiero pod wpływem filmasterowych rekomendacji powoli zaznajamiam się z dorobkiem kinematografii sprzed roku 1970ego.
"Rękopis..." niestety okazał się dla mnie stratą czasu, ale doskonale rozumiem, że może się podobać. Do mnie po prostu nie trafił.

Jako, że jest tu wielu fanów Rękopisu to poproszę o interpretację ostatnich minut filmu, tj. od momentu gdy kończy opowiadać król cyganów, a Van Worden powraca do karczmy.

Chciałbym się upewnić czy nic mi nie umknęło :)

Scorsese próbuje to zrobić od wielu lat ( ma plakat z tego filmu na ścianie w pracowni ) i zawsze wychodzi mu co innego :)

Polecam wypić piwko 9,5% i powtórzyć sobie.
Potem można śmignąć po schodach do góry do Spatifu i w pokoju z okrągłym stołem podumać w którymś z foteli.

Chyba podwyższę mu z 9 na 10, bo robi się z niego mój ulubiony polski film (tuż obok Seksmisji)

10 to odpowiednia ocena i chyba jedyna słuszna w tym wypadku :)

Gratka dla kinomanów!. Jutro na Kino Polska o 11 40 do obejrzenia to 50-letnie już arcydzieło ( w tym wypadku to słowo pasuje jak ulał ) W.J. Hasa. Warto dodać, że to dla kilku starych filmasterowiczów to nr 1 polskiego kina wszech czasów. Szykujcie się na trzy godzinny odlot!

patryck
eelishkaaa
JUMAN
Faalka
AgaL
emil
elfijka
AniaVerzhbytska
MureQ
mrci