Różyczka (2010)

Rozyczka
Reżyseria: Jan Kidawa-Błoński

Znany pisarz (Andrzej Seweryn) przeżywa romans z dużo młodszą od siebie, piękną kobietą (Magdalena Boczarska). Wbrew wywołującej oburzenie środowiska różnicy wieku, wykształcenia i pozycji intelektualista poślubia atrakcyjną „dziewczynę znikąd”. Zaślepiony uczuciem nie podejrzewa, że ich kontrowersyjny związek może nie być kwestią przypadku. Nie wie, że jego partnerka od dawna spotyka się po kryjomu z innym mężczyzną (Robert Więckiewicz), z którym łączy ją nie tylko silna namiętność, ale i groźna intryga. Zaangażowana w niemoralny układ z agentem, przekazuje mu informacje mające służyć kompromitacji pisarza. Erotyczna fascynacja kochankiem stopniowo przeradza się w głębokie uczucie, choć kobieta zdaje sobie sprawę, że jest jedynie narzędziem w zaplanowanej akcji tajnych służb. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

film trzymał mnie w napięciu, pokochałam seweryna. dobrze się oglądało.

Muzyka Michała Lorenca i aktorstwo (znowu popis Roberta Więckiewicza) bardzo dobre. Jeśli chodzi o scenariusz to spodoba się fanom "Życia na podsłuchu" albo "Rewersu".

A co z tymi, których "Rewers" zachwycił, a "Życie na podsłuchu" zażenowało?

" Życie na podsłuchu " też mnie trochę nudziło, a "Różyczkę" oglądało się całkiem dobrze. Dla mnie nawet nieco lepszy od "Rewersu".

"Życie na podsłuchu" było bardziej komercyjne i lepiej wypromowane. "Różyczka" i "Rewers" są w mojej opinii lepszymi filmami.

W mojej opinii "Życie na podsłuchu" jest o wiele lepszym filmem niż "Różyczka" (gdzie, mam wrażenie, chodziło o to, by głównie cieszyć widzów urodą i walorami głównej bohaterki) czy "Rewers" (część części nierówna w tym filmie, niestety). Komercyjne i lepiej wypromowane? Jak dla mnie - kompletne i świetnie zrobione.

Różyczki jeszcze nie widziałem, ale "Życie na podsłuchu" zostało moim zdaniem całkowicie zamordowane przez reżysera ckliwą i całkowicie nieprawdopodobną psychologicznie końcówką. Spadł ten film przez nią z dobrego 7 na dobre 4.

A "Rewers" zachwycił mnie zdjęciami i klimatem, rozśmieszył i wzruszył. Czego chcieć więcej?

Ckliwą końcówkę to ma także "Rewers", ja bym nawet powiedziała, że kiczowatą w kontekście tego, czym jest dzisiaj PKiN. Prawda jest taka, że tego typu filmy z racji tematu wpisują się w pewien schemat i o ile "Rewers" (z racji wyjątkowego autorstwa - Andrzej Bart!) trochę z tego schematu wybiega, o tyle nigdy nie osiągnie sukcesu i popularności ŻnP, które poprzez swoją klarowną konstrukcję jest filmem zrozumiałym pod każdą szerokością geograficzną i w ten sposób ponadczasowym (kino rozrywkowe o czymś i świetnie, konsekwentnie opowiedziane). Ten najbardziej eksperymentalny, psychodeliczny fragment "Rewersu" to w ogóle mnie znużył i wymazał efekt mądrego humoru, powagi, refleksyjności całej reszty. Polacy ciągle czekają na mistrzowskie kino o komunistycznych czasach.

Tyle, że w ten uniwersalności "Życie na podsłuchu" ucieka się niestety do upraszczania i nie jest dla mnie wiarygodne. Mam wrażenie, że reżyser słyszał gdzieś o życiu w komunistycznym kraju i mechanizmach działania policji politycznej, ale nie zweryfikował swojej wiedzy u źródeł. Wolę zabawno-sentymentalny "Rewers".

Zauważyłem pewien trend w ostatnich rozdaniach Złotych Lwów. Zarówno "Mała Moskwa", "Rewers" i "Różyczka" są dramatami rozgrywającymi się we wczesnym PRL. Najważniejszymi postaciami tych filmów są kobiety, których los i system bardzo doświadczył. Każda odtwórczyni tych ról zdobyła w Gdyni nagrodę za najlepszą główną rolę żeńską.

Moim zdaniem polska historia w tekstach kultury produkowanych w naszym kraju jest przestawiana bardzo ekskluzywnie = jest nie do zrozumienia dla widza niezorientowanego w naszej historii. Upraszczać, by nie popadać w banał, też trzeba umieć i właśnie Życie na podsłuchu jest tutaj idealnym przykładem. Ale ja po prostu bardzo lubię ten film, nawet z jego niedociągnięciami.

Nie przekonał mnie ten film, zwłaszcza gra aktorska Boczarskiej (sztuczna, fałszywa, nienaturalna). Film ratuje Więckiewicz. No i jeszcze odwzorowanie realiów. Ale film jako całość dłuży się i nudzi, postacie jakieś płytkie, a przecież w ich głowach musiało buzować od rozmaitych intencji i odczuć. Muzyka - piękna, ale snuje się niemrawo, zupełnie nie pasując do filmu.

Bardziej wiarygodne psychologicznie niż "Życie na podsłuchu", choć również z fatalną końcówką. Tu reżyser (a może producent), ewidentnie nie chcąc przedłużać historii, włączył tryb fast-forward, gubiąc przy tym kompletnie rytm. Zamiast zamknąć film mocną sceną, zostawił więc widza z rozdziawioną buzią pytającą "ale... jak to?". Fatalny montaż (montażu nie powinno być widać, jak widać to jest zły), ale za to świetna muzyka Lorenca. W sumie mimo wszystko na plus, bo oglądało się przyjemnie.

Dość dobrze zbudowany klimat, w końcówce trochę zaplątane, Przeczytaj spoilery +

. Ogólnie in plus jednak

Bonar, nie spojlujesz czasem? ;) Zataguj, to niepowołane osoby nie przeczytają.

No masz racje, tylko gdzie tu jakiś FAQ z opisem jak się to robi, nasza prosta człowieka jest i nie widzę, a nie umiem :)

Instrukcja jest tutaj: http://filmaster.pl/formatowanie/ w sekcji "Spoilery"

już, dzięki wielkie za pomoc

:)

Film poprawny, ale nie urywa. Chyba mam już dosyć tego typu filmów.

Czego nie urywa? ;-)

Mi niczego nie urwał.

dupy nie urywa :)

gniot.
zdecydowanie nie urywa - szkoda

Jak na dramat psychologiczny, mało ekspresyjny. Napięcie emocjonalne tylko na sucho przedstawione. Jak na film historyczny - bardzo oszczędny. Ku pamięci? A może dramat miłosny? I choć ogląda się bez obrzydzenia, zupełnie "zjadliwy", to jednak brak tego czegoś - nie poczułem, że miał mi coś przekazać. Raczej płaski.

Melodramat z zacięciem politycznym w wykonaniu Polaków? Nie, to nie może się udać. A jednak. Naszym rodakom udało się stworzyć całkiem niezły film w swoim gatunku. Twórcy wiedzieli za jakie sznurki poruszyć, aby wzruszyć widza. Jest akcja, która nie nudzi. Są sceny erotyczne, które nie zniesmaczają. Jest również genialny Robert Więckiewicz w roli agenta SB. Z przymrużeniem oka można potraktować fakt, że w latach 60-tych kobiety nie chodziły w takich krótkich spódniczkach, nawet maszynistki.

Jeżeli ktoś szuka w nim historycznej prawdy to błąd.Ale jest dobrym wyjściem do własnych poszukiwań.Jak dla mnie nieźle pokazano jakimi słabymi jednostkami są ludzie.Jak łatwo można za pomocą"paciorków i szkiełek"ich"kupić".Odpowiednia socjotechnika(?)działa cuda.A że RÓŻYCZKA jest ładna to lubi też jak się o nią odpowiednio dba,trzeba jednak uważać bo można się pokłuć.Po filmie przypomniały mi się dwa tytuły"Niemoralna propozycja"i"Mała Moskwa".Jest w nich nieco analogicznych wątków.

Efunia
filmsterka
bartje
dvdmaniak
AgaL
JUMAN
dag
dag
Szklanka1979
MureQ
lapsus