Kwiat granatu | Barwy granatu (1968)

Sayat Nova
Reżyseria: Siergiej Paradżanow

"Barwy granatu" Siergieja Paradżanowa opowiadają historię XVIII-wiecznego ormiańskiego poety Sayat Nova. Film jest serią poetyckich obrazów, wypełnionych rozmaitymi symbolami i alegoriami odwołującymi się do ormiańskiej tradycji i kultury. Losy głównego bohatera poznajemy poprzez poszczególne etapy życia: począwszy od dzieciństwa, poprzez młodość, a kończąc na śmierci Sayat Novy w klasztorze. Jest to historia tragiczna. Nieszczęśliwa i zakazana miłość poety do córki króla zmusza go do opuszczenia dworu. Wybiera on więc życie w odosobnieniu, które zostaje gwałtownie przerwane przez najazd perskiego szacha. "Barwy granatu", pomimo zmian wprowadzonych przez sowieckich cenzorów, jest słusznie zaliczany do najwybitniejszych dzieł Paradżanowa . (Sputnik)

Obsada:

Pełna obsada

Pradżanow w swojej najlepszej formie. Film malarsko-symboliczny i przykład na to, że dalej jednak tą drogą podążać się już nie da. Po latach nadal fascynujący - także licznymi nawiązaniami do tańca i teatru sakralnego - przykład na aktorstwo, którego dziś już nie ma. Jak dla mnie - rewelacja!!!

Film z którego nic nie zrozumiałem i dopiero obejrzany później dokument rzucił nieco światła na sens. To zresztą też wina radzieckiej cenzury, która film mocno pocięła. Ale sens tu mało istotny, bo esencją są fantastyczne zdjęcia. Czysta poezja!

Jeżeli istnieje film piękniejszy od tego wspaniałego dzieła Parajanova, to można umierać.

Nie wiem, kto komponował muzykę do tego filmu, ale chyba musiał być głuchy jak pień.

Pewnie jakiś wieśniak, bo muzyka ludowa.

Riposta roku :)

Bez wiedzy na temat filmu - wydaje mi się, że Paradżanow odwołuje się do ikonografii ormiańskiej, aby ukazać po pierwsze specyfikę tej kultury, po drugie jest to docieranie do sensów głębszych, które w naszym "praktycznym" rozumieniu religii nie funkcjonują. Poraził mnie taki obraz w tle - anioł albo Chrystus kładzie na szali jeden jasny odważnik, który przeważa stertę czarnych kamieni ułożonych przez diabła po drugiej stronie wagi. Nie mogę dać 10 przez nieznajomość symboliki użytej w filmie.

Film jest hermetyczny w związku z dużą ilością niezrozumiałej symboliki. Ale dodatkowym problemem jest to, że został brutalnie pocięty przez cenzurę, co jeszcze mocniej utrudnia zrozumienie jego przekazu (zdaje się że zrobili z filmem niemal to co producent z filmem "Dziewczyny i walizki" w "Przerwanych objęciach" ;)). Na ENH (na którym był parę lat temu przegląd filmów Paradżanowa) widziałem dokument o "Sayat Novej", który nieco wyjaśniał o co chodziło. Część scen, które były w dokumencie, w wyświetlanym filmie nie było, mimo że organizatorzy ENH wyświetlili wersję podobno najbardziej zbliżoną do wizji Paradżanowa. Jeśli w telewizji puścili najbardziej popularną wersję (nie reżyserską), to pewnie jeszcze ciężej się było w tym połapać.

A mi nieznajomość symboliki bynajmniej nie przeszkadza. Od kilku lat zmagam się z tym filmem, a próbę rozwikłania jego sensów potraktowałem jako zadanie dla siebie. Przez te kilka lat dotarłem do wielu ciekawych obserwacji, zgłębiłem trochę fascynującej teologii i literatury ormiańskiej i liznąłem trochę wiedzy na temat kultury i historii Armenii (o kilku ciekawych znajomościach nie wspominając). A wszystko dzięki fascynacji filmem i innej fascynacji - architekturą ormiańską, która wyniosłem jeszcze z historii sztuki. Czyli ogólnie - było warto!! A ten dokumant rzeczywiście sporo rzeczy wyjaśnia, ale widziałem go dopiero pół roku temu.

Też mnie film zainspirował do poszukiwań, a jak już się doszukam , to napiszę więcej, Warto Bedrzichu, naprawdę było warto.

Bardzo chętnie poczytam co macie do powiedzenia o tym filmie.

Po pokazie na Sputniku uczestniczyłem wprawdzie w dyskusji znajomych Paradżanowa, ale tematem był raczej sam reżyser, a mniej film. Ale jak schodziło na temat filmu to jedno zdanie dowolnego z rozmówców rozjaśniało kilka wykorzystanych w filmie symboli, więc warto było posłuchać.

Sam nie mam na tyle cierpliwości, żeby szukać i zgłębiać co też Paradżanow chciał powiedzieć. Na pewno jednak film nie zachwycił mnie, nie porwał, czegoś mu brakowało, by nawet bez zrozumienia symboliki móc go chłonąć. Może po prostu nie potrafiłem przebić się przez te statyczne obrazy... a muzyka sprawiała że zamykały mi się oczy, co akurat w przypadku tego reżysera jest zabójcze, jako że wszystko jest tu w obrazach...

To nie film tylko pokaz slajdów w akompaniamencie muzyki. Pięknych slajdów, czasem ruchomych, ale... no... slajdów. Przysypiałem. Ale zapewne dlatego, że nie rozumiem postmodernizmu. A nawet pre-postmodernizmu. Jakoś tak.

Uprzedzałem...

A co w tym filmie jest postmodernistycznego, że tak zapytam? To po pierwsze. To nie jest pokaz slajdów tylko opowieść o życiu i poezji ormiańskiego poety Arujtuna Saradjana (Sayat Novy). To po drugie. Filmu nie rozumiesz nie dlatego, że nie rozumiesz postmodernizmu, tylko przede wszystkim dlatego, że a) został bezlitośnie pociachany przez cenzurę, b) wymaga jednak pewnej wiedzy o życiu tego poety i o tej kulturze, żeby go zrozumieć. To po trzecie. Ja miałem to szczęście, że bezpośrednio po Sayat Novej widziałem dokument, który sporo wyjaśniał.
Ale nawet jeżeli się filmu nie rozumie, to można się po prostu rozkoszować obrazami.

Oceny 5 trochę moim zdaniem nie wypada dawać takiemu filmowi, bo na tyle to się ocenia kino akcji z Hollywood. I to po czwarte.

Doktorze, akurat michuk miał to szczescie, ze obejrzal nie ocenzurowana wersje rezyserska, ktora przyjechała na Sputnik prosto z muzeum Paradżanowa w Erewaniu. Wiec argument o pociachaniu filmu nie ma zastosowania w tym wypadku.

Oceny 5 trochę moim zdaniem nie wypada dawać takiemu filmowi,

Ocena jest subiektywna, nie oznacza że uznaję ten film za słaby - raczej że jest nie dla mnie, że jestem zbyt leniwy żeby szukać znaczeń tej symboliki a bez jej zrozumienia po prostu mnie nudził.

Bywają filmy których symboliki nie rozumiem (lub nie rozumiem całkowicie) ale które i tak do mnie przemawiają samymi obrazami. Przykład: Kuszenie św. Tonu, żeby nie sięgać daleko. "Barwy granatu" mimo kilku świetnych ujęć, do nich nie należą.

@Esme: obawiam się, że się mylisz; ja oglądałem "Barwy granatu" parę lat temu na ENH i to również była najpełniejsza wersja, prosto z Erewania. Co nie zmienia faktu, że też była pocięta (co wiem z filmu dokumentalnego, który widziałem po projekcji, a w którym były sceny, które się w filmie nie znalazły). Wersja taka jaką wymarzył sobie Paradżanow zdaje się po prostu nie istnieje.

@michuk: sformułowania "nie wypada" użyłem trochę żartobliwie; jasne że nie powinieneś chwalić filmu, który Cię zmordował. Tyle że gdyby mnie film przerósł, tzn. widziałbym, że jest w nim wizja, widziałbym że jest oryginalny, a nie potrafiłbym go zrozumieć ze względu na brak wiedzy, to chyba bym się po prostu wstrzymał całkowicie od oceny. Ale cóż paradygmat oceniania wszystkiego zbiera żniwo ;))

Ja to załatwiam ocenami cząstkowymi. Ocena główna to po prostu subiektywne: jak mi się podobało / co z niego wyniosłem / czy chcę żeby algorytm polecał mi podobne filmy w przyszłości.

@doktor_pueblo: Wiesz może jak długi miał być film wg reżysera? Wiem że istnieje wersja 4-godzinna, tylko że to jest jeszcze bez dźwięku, więc pozostaje pytanie czy to jest prawidłowa kompletna wizja, czy może to jeszcze wersja przed ostatecznym montażem? Mówili coś o tym w dokumencie?

@michuk: Myślę, że "Barwy Granatu" to nie najlepsza pozycja do zaczynania swojej przygody z Paradżanowem, łatwo może zrazić do reszty jego twórczości. Mimo wszystko radzę nie rezygnować i sprawdzić jeszcze np. "Cienie zapomnianych przodków" albo "Twierdzę Suramijską". Świetne kino i do tego na pewno łatwiej przyswajalne, charakterystyczny styl Paradżanowa oczywiście dalej jest w nich bardzo widoczny, ale narracja jest zdecydowanie bardziej kownencjonalna.

@Doktorze, faktycznie następnego dnia na wykładzie pokazano jakieś zdjęcia, których w filmie nie ma. Nie wiem tylko czy nieumieszczenie ich w ostatecznej wersji nie było decyzją samego Paradżanowa, ostatecznie w postprodukcji często praktykuje się takie rzeczy. A powiedz co to za film dokumentalny, może na Sputniku też będzie jako dodatek do retrospektywy?

Co prawda wątpię, by "Barwy" nawet z tym dodatkowym materiałem stały się bardziej zrozumiałe. Tak czy inaczej widz jest chyba skazany na wykład etnografa lub film dokumentalny, jeśli chce czegoś wiecej niż piękne obrazy.

@edkrak @Esme: Oglądałem ten dokument już z 5 lat temu i nie pamiętam niestety szczegółów. Ale widzę, że w planach projekcji na Sputniku jest dokument "WSPOMNIENIE O SAYAT NOVIE" (będzie grany 11 i 13.11). Może to było to? Ja pamiętam tyle, że dokument opowiadał historię, którą film miał opowiadać, czyli mówił, że te a te sceny to młodość poety, potem mamy pokazane coś tam itd, wszystko ilustrowane fragmentami filmu. I właśnie części tych fragmentów nie było na mojej projekcji, a pamiętam, że ENH zarzekało się, że to wersja absolutnie kompletna.

Zgadzam się z edkrakiem, że warto dać szanse innym filmom, bo są znacznie bardziej przystępne, a opowiadają o innych kulturach.

Ja to tak odebrałem, że Paradżanow przy ukazywaniu losów poety nawiązywał do fresków, które obrazują tradycję ormiańską. Zatem ogląda się poszczególne obrazy tak, jakby widz podążał za namalowaną na ścianie świątyni historią. Tzn. trochę się dziwię jednak zarzutowi slajdów, że akurat to Ci przeszkadzało. Jest to celowy zabieg, który umożliwia poczucie specyfiki kultury ormiańskiej. To wrażenie jest bardzo silne mimo trudności ze zrozumieniem konkretnych scen.

Hermetyczną książkę można przeczytać ze zrozumieniem dzięki przypisom. Hermetyczny film nie ma tej zalety. Można zachwycać się kompozycją kadru, kojarzącą się nieco z sakralnym malarstwem, można podziwiać rytmiczną strukturę powtarzających się elementów, można domyślać się, że kanwą filmu jest historia życia i niespełnionej miłości. Ale bez dodatkowych materiałów ani rusz. I już.

Pytanie tylko, czy to tak mało? Dla mnie wystarczająco dużo, aby poddać się urokowi filmu Paradżanowa, chociaż głód wiedzy pozostaje - nie przeczę. I wcale nie jest łatwo ten głód zaspokoić (wiem, bo próbowałem).

Trudno jest zostać etnografem na potrzeby jednego filmu. Poza tym dowiedziałam się wczoraj (od etnografa, a jakże), że Paradżanow realizował w "Barwach" również wiele własnych pomysłów, których znaczenia nie domyślał się nikt poza nim samym. W takim wypadku sprawa jest naprawdę trudna.

Czy mało to nie wiem. Hermetyczność nie przeszkadza mi zupełnie np. u braci Quay, ale oni obracają się w kręgu kultury zachodniej i ich filmy nie mają tak wyraźnego ezotycznego smaku. "Barwy" są naszpikowane lokalną specyfiką, nie wystarczy sięgnąć do poezji Novy, przydałoby się wiedzieć coś niecoś o kulturze Armenii itd.

Ale ta "egzotyka" (czy tradycje Kościoła wschodniego to naprawdę aż taka egzotyka?- jeśli tak, to niedobrze) stanowiła dla mnie o wyjątkowości filmu.

Kościół ormiański zachowuje własną specyfikę już od V wieku. A w czasach Sayata-Novy Armenia znajdowała się pod panowaniem tureckim. Nova znał też perski i arabski, można więc przypuszczać, że jego poezja czerpała również z kultury islamu (wczorajszy etnograf wspomniał np sufizm). Ja się nie znam, mnie się tylko wydaje, że wrzucenie całości pod etykietkę "tradycja Kościoła wschodniego" to uproszczenie.

Ja nie mówię, że ten film nie jest wyjątkowy, ja tylko mówię, że jest hermetyczny. :)

Po zastanowieniu doszedłem do wniosku, że dla mnie egzotyczność i niezrozumienie są właśnie dużą atrakcją. Fascynuje mnie świat, którego nie znam, który jest mi zupełnie obcy. Tego szukam zarówno gdy wyjeżdżam gdzieś w świat, jak i w kinie. Oczywiście najlepiej jest poznać zupełnie nową kulturę, dać się oszołomić, a potem jeszcze ją zrozumieć. To ideał. Ale nawet bez zrozumienia, samo obcowanie z czymś nowym jest dla mnie plusem. Zdecydowanie wolę to od czegoś co jest jasne, przewidywalne i wytłumaczalne od początku do końca.

To jest chyba problem nierozwiązywalny - bo rzeczywiście trzeba coś niecoś dowiedzieć się czegoś o historii Armenii, a także o kościele ormiańskim. Ja już wspominałem przy innej dyskusji, że między innymi ten film mnie do tego pchnął i była to dla mnie duża poznawcza przygoda. Może gdyby film mniej hermetyczny nigdy bym jej nie przeżył, więc ja się cieszę, że jest jaki jest. A co do dokumentu, o którym wspomina doktor, to na przykład do polskiego boxu z filmami Paradżanowa jest on dołączony. Inna sprawa, że taki box kupują już raczej wielbiciele Paradżanowa, bo nie jest wcale taki tani.

@Bedrzich Uchyliłbyś w końcu rąbka tajemnicy, a nie tylko milczał jak grób, żeby w końcu oznajmić, że jest to problem nierozwiązywalny ;)

@Esme Ja oczywiście upraszczam, bo mówię o tych elementach filmu, które do mnie trafiają, bo Kościołem prawosławnym czy wschodnim trochę się interesuję, a o sufizmie to już nic nie wiem. Ale pomoglibyście i wrzucili jakieś linki czy źródła o tych "tajemnicach Paradżanowa". Moje zdanie jest generalnie takie, że "Sayat Nova" nadaje na falach głębokiej duchowości (być może nie tylko chrześcijańskiej) i jest fascynujący już na tym "prymitywnym" poziomie odbioru.

@Bedrzich: Pierwsze słyszę o filmach Paradżanowa na DVD w Polsce. Kto je wydał, jaka cena? Mógłbyś napisać coś więcej?

@edkrak Zajrzyj na ten wpis na blogu Sputnika - w grudniu ma zostać wydana kolekcja 5 filmów Paradżanowa.

Dzięki, przegapiłem to wcześniej.

To prawda, nie wiem jak sam bym film oceniał, gdyby nie wspominany już dokument, który na ENH puszczono bezpośrednio po Sayat Novej, czyli właśnie w charakterze przypisu. To był bardzo dobry pomysł.

Tegoroczne pogadanki w czasie retrospektywy braci Quay też były świetnymi przypisami :)

A ja się nie zgodzę. Obejrzałem "Kod Paradżanowa" (nie w całości, bo chyba płyta jest uszkodzona, ale część o "Kwiecie granatu" w całości) i moje intuicje interpretacyjne okazały się poprawne. Już sam tytuł jednej z części "Eros i Tanatos" mówi o pewnym uniwersalnym przekazie. Symbolika autora może być bardzo indywidualna, owszem lepiej ją znać, ale to nie znaczy, że film nie może oddziaływać na wielu poziomach percepcji. To nie jest tak, że "Kod Paradżanowa" nie jest czytelny. Ja po filmie-przypisie oczekiwałem ukazania tła charakterystycznego sposobu ilustracji - dla mnie to ożywione freski lub ilustracje starych ksiąg (przynajmniej w "Kwiecie granatu"), ale tej wiedzy dalej nie mam. Będę szukał, tyle że kontemplacyjny obraz to nie jest tylko etnograficzna układanka. Symbole w pewnym zakresie są uniwersalne. Myślę, że to kwestia otwarcia, a nie tylko szukania literalnych wyjaśnień, co skąd, jak, dlaczego. Więcej - właśnie ta tajemniczość jest walorem samym w sobie, ponieważ musimy odrzucić tradycyjny sposób rozumienia i zacząć inaczej. Dla niektórych to może być trudne, dla niektórych niemożliwe, a może niepotrzebne. Film "Kod Paradżanowa" prezentuje też taki emocjonalny rodzaj przypisu. To wkraczanie w osobisty świat twórcy.

No właśnie, obejrzałeś i teraz jesteś mądry. A kto tu parę wpisów wcześniej pisał o głodzie wiedzy? To jest wg mnie nieuniknione - mamy film mocno osadzony w jakiejś tradycji i nie sposób nie zastanawiać się nad zawartymi tam, nieoczywistymi znaczeniami. Średniowieczne malarstwo też można oglądać z zachwytem bez znajomości symboliki, ale mimo wszystko traci się część przekazu. Otwartość to również chęć sięgnięcia głębiej, poza odbiór naiwny.

Swoją drogą, z tego co pamiętam ze Sputnika, Paradżanow wplótł w ten film sporo swoich osobistych pomysłów, które miały znaczenie tylko dla niego.

Chodzi mi o to, ze Paradzanow nie jest aż tak hermetyczny, jest tu także pewien uniwersalny przekaz. Ja tę walkę Sayat Novy z pożądaniem i poszukiwanie miłości absolutnej zrozumiałem od początku. Do takiego wniosku dochodze. Naiwny odbiór nie jest taki zły, bo włączasz poza racjonalizmem intuicję. I tak naprawdę to właśnie ta intuicja decyduje o odbiorze. Przeczytaj proszę to , co napisałem w swojej notce wcześniej. A że wiedza nie szkodzi, to ja wiem. Dzisiaj po prostu mało kogo stać na komfort jej zdobywania- chodzi mi o czas.

Konfucjusz70
AniaVerzhbytska
Uciekinier
pannadrama
agryppa
redinf
dcd
dcd
pajestka
inheracil
Skyscore