Sugar Man (2011)

Searching for Sugar Man
Reżyseria: Malik Bendjelloul

Laureat Nagrody Publiczności na festiwalach w Sundance, Nowym Jorku, Los Angeles, Melbourne. Uniwersalna i zaskakująca opowieść o potędze przypadku i roli szczęścia w ludzkim życiu. Ten trzymający w napięciu dokument przedstawia niewiarygodną, pełną niespodzianek, a do tego prawdziwą historię życia Sixto Rodrigueza, piosenkarza, któremu wróżono karierę większą niż Bobowi Dylanowi, a o którym... nikt nie słyszał.

Pod koniec lat 60. w jednym z barów w Detroit dwóch uznanych producentów muzycznych usłyszało nieznanego piosenkarza o wielkim talencie. Nagrali z nim album, licząc, że z miejsca stanie się gwiazdą. Jednak płyta okazała się fiaskiem: nie chciał jej kupować dosłownie nikt. Piosenkarz wkrótce zniknął bez śladu, jeśli nie liczyć plotki o jego przedziwnym samobójstwie podczas koncertu.

Kilka lat później pirackie kopie jego płyty trafiły do podzielonej apartheidem Południowej Afryki. W ciągu dwóch dekad odniosły tam niewiarygodny sukces, bijąc rekordy sprzedaży Elvisa Presley'a i Rolling Stonesów, choć sam piosenkarz nigdy się o tym nie dowiedział. Dwaj południowoafrykańscy fani postanowili odkryć, co naprawdę stało się z ich idolem i bohaterem. Śledztwo zaprowadziło ich do prawdy bardziej niezwykłej, niż wszystkie mity krążące wokół artysty znanego jako Rodriguez. Ten film to opowieść o jego niezwykłych losach, a także o nadziei, inspiracji i potędze muzyki. (Gutek Film)

Zwiastun:

Po płynących zewsząd zachwytach spodziewałem się czegoś bardzo dobrego. Zobaczyłem przeciętny film o nieprzeciętnej muzyce. Nie chcę tu po raz kolejny jojczyć na dokumenty, ale to przykład na to jak mocno dokument może być podporządkowany fabularnej konstrukcji. Dobre widowisko przede wszystkim. Nie będę bawił się w Spoiler Mana. Powstrzymuję się od pisania więcej o "Sugar Manie", bo nie obyłoby się bez przykładów, a nie chcę by ktoś stracił możliwość pozachwycania się.

Heh. To zabawne. Ja zobaczyłam ponadprzeciętny film o takiej sobie muzyce. ;)

Też bym wolał to widzieć z tej strony :)

@inheracil A jak zdefiniujesz dobry dokument? Zastanawiałem się nad tym ostatnio kilkukrotnie. Wydaje mi się, że deprecjonowanie roli twórcy za to, że miał łatwo, bo miał ciekawą historię, jest nieuzasadnione. Bo w dokumencie to właśnie historia a nie walory dodatkowe są najważniejsze (dla mnie np. najsłabszym - bo zupełnie zbędnym - elementem w filmie były animacje). To jest świetny dokument, bo opowiada świetną historię (i umie to zrobić tak, żeby widza wciągnąć). Nie wiem, jakie dokładnie masz zarzuty (chętnie bym poczytał, może ostrzeż przed spoilerami i napisz), ale jeśli chodzi Ci o to, że prawda była troszkę inna, a fabuła ją lekko podkręca, to dla mnie to nie jest poważny zarzut. Nie jest poważny, bo film ma dużo więcej zalet. Mówi przede wszystkim sporo o świecie, w którym informacja nie była dostępna na odległość kliknięcia, w którym dzięki temu możliwe były takie cuda. Opowiada piękną bajkę, w sporej mierze prawdziwą (a jak ktoś chce dowiedzieć się więcej o tle, za chwilę o 20 wywiad z reżyserem na TVP Kultura). I dodam, że - choć mam tę ścieżkę dźwiękową w domu od 2 tygodni - wcale nie muzyka mnie tu jakoś specjalnie zachwyca. Zgadzam się z @nevamarja że to ponadprzeciętny film o takiej sobie muzyce. Ponadprzeciętny dzięki historii i postaci Rodrigueza.

@doktor_pueblo trochę późno odpowiadam i pewnie w sposób niewyczerpujący, ale trudno.
Nie wyczuwam zbytnio powodu, dla którego miałbym traktować dokumenty w sposób osobny. Dobry film dokumentalny = dobry film. Zdaje się, że już kiedyś pisałem Ci, że nie wierzę w prawdę w kinie :) Dokument to konwencja jak każda inna, a ja po prostu za nią nie przepadam. "Sugar man" wpisuje się w nią doskonale - te gadające głowy, animowane wstawki itd.. Historyjka jest słodziutka i przewidywalna Przeczytaj spoilery +

Wiem, że nie mogę mieć pretensji, gdyż to może i ma jakiś związek z realem, ale mogę ponarzekać na konwencjonalność.

Narzekasz na konwencjonalność historii. Cóż, po prostu tak było, nikt tego nie wymyślił i to jest w tym najbardziej ekscytujące. Poza tym, jaka konwencjonalność, jaka przewidywalność? Ja pierwszy raz słyszę o takiej historii. Jeśli dokument jest przewidywalny, to ewentualnie dlatego, że już trochę przed filmem o tym słyszałeś, wiedziałeś że są "niespodziewane zwroty akcji" itp. To już kwestia nakręconej machiny promocji. Ale ja uważam to za drugorzędne mankamenty (trudne zresztą do uniknięcia). Historia jest niesamowita i jest w niej wiele bardzo interesujących wątków: funkcjonowanie przemysłu muzycznego, polityczne tło apartheidu, rola szczęścia i przypadku w życiu. Albo na przykład to, że dostajesz okazję do prześledzenia alternatywnej wersji kariery muzyka. Normalnie za sukcesem idzie sodówa, zmiana nawyków, osobowości. A tu mamy człowieka, który był gwiazdą, ale o tym nie wiedział, dzięki czemu zachował skromność. Rodriguez jest już teraz gwiazdą "oficjalnie", będzie grał na Glastonbury itp., ale pozostał sobą. Żyje nadal niezwykle skromnie, a kasę rozdaje. Czy można nagle stać się "celebrytą", gdy życie nauczyło cię wagi ciężkiej pracy?

O tym jak los jest przewrotny, muzyczni detektywi niezlomni, a rock and roll wieczny. Ciekawa historia ale sam dokument sredni.

Historia tak niesamowita, niemal mistyczna, że - jak ujął to sam reżyser - gdyby nakręcił ją jako fabułę, to nikt by w nią nie uwierzył. Cieszę się, że Malik Bendjelloul zaufał tej historii i jej bohaterowi na tyle, by poświęcić jej kilka lat i całe swoje oszczędności. Powstał dokument prosty, ale o dużej sile oddziaływania.

Doktorze, ósemka za ten słitaśny dokument? A jak muza sie podobała? Czy porównania do Dylana uzasadnione?

No widzisz, nie znasz mnie. :) Dylana nie słucham, a muzyka podobała mi się w filmie właściwie najmniej, choć muszę przyznać, że jakoś jednak wpada w ucho i od czasu do czasu na domowym stereo sobie plumka.

no cie właśnie znam, dlatego się trochę dziwie, że sie podobało ci

No ale jak znasz, jak nie znasz ;)

tzn. widziałem , że muzyka ci się nie spodoba i że Dylana nie słuchasz, a film to przynajmniej 50% muzyki Rodrigueza, i tu cie nie znam, że ci to n
ie przeszkadzało w podo-bani

Metalowego łomotu to też nie przypominało, więc jakim cudem podobało się Tobie?

bywam sugar

Historia tak niesamowita, że sam film traci przy niej znaczenie. Rozwaliła go.

Mógłbym pisać o tym filmie dużo, ale po co, i tak wiadomo o co chodzi, gdy nie chodzi o piniondze. Lubię filmy, które wszyscy lubią.

Dokument, który ogląda się jak fabularny

Hipnotyzujący i wrzynający się w głowę muzyką, którą słyszysz jeszcze długo po skończonym seansie

Bilety na koncert Rodrigueza w Warszawie rozeszły się w jeden dzień ;]

rafalko6
milali
alanos
dyzmus
KataCzy
jump_cut
Qcharz
elvendance
beznazwybez
AnnaSak