Serafina (2008)

Séraphine
Reżyseria: Martin Provost

Obsypany Cezarami, skromny film biograficzny to niezwykła opowieść o Serafinie de Senlis, malarce-prymitywistce. Akcja rozgrywa się w pierwszej połowie XX w. Prosta, niemłoda już kobieta prowadzi podwójne życie - w dzień haruje jako służąca, nocą w mistycznym uniesieniu pracuje nad obrazami. Maluje głównie kompozycje kwiatowe, według wskazówek, jak twierdzi, anioła i Matki Boskiej. Dla Serafiny - głęboko religijnej, nadwrażliwej outsiderki - malowanie jest naturalne jak oddech, jak przytulanie się do drzew. Jej talent został odkryty przez przypadek - Serafina przez pewien czas sprzątała pokój Wilhelma Uhde, propagatora malarstwa naiwnego, który jako pierwszy docenił jej dzieła. Rzecz o uniwersalności języka sztuki, o wzajemnej bliskości natchnienia, mistyki, szaleństwa. Martin Provost proponuje kino skromne, a zarazem poruszające i zapadające w pamięć, z malarskimi kadrami, które można kontemplować niczym obrazy. Dzięki filmowi Provosta, którego sukces zbiegł się w czasie z wystawą malarstwa Serafiny de Senlis w paryskim muzeum Maillola, zainteresowanie twórczością tej kompletnie zapomnianej postaci przeżywa swój renesans. (ENH9)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastuny:

To kino ani mnie zbyt nie poruszyło, ani nie zapadło w pamięć. Jedyne co znalazłam do kontemplacji, to długie sceny podczas których bohaterka chodzi i... chodzi. Serafina de Senlis jest zawsze obecna w muzeum Maillol a z jej twórczości bije niezwykła siła (choć nie jest to może moje ulubione malarstwo). Szkoda, że jedyne, moim zdaniem oczywiście, co bije z tego filmu - to nuda. Jedyny plus - może więcej osób dowiedziało się o tej artystce, na co na pewno zasługuje.

Mam problem z oceną tego filmu. Z jednej strony mnóstwo niepotrzebnych, nie wnoszących niczego scen, taśmolejstwo na potęgę. Z drugiej piękno prowincjonalnego, ubogiego miasteczka gdzieś z głębi Prowansji, zdjęcia wysmakowane, klimatyczne. I sama biografia postaci interesująca. Zabrakło w scenariuszu jakiegoś elementu, rozłazi się ten film, ładny wizualnie, pozostawia widza obojętnym na treść. Nikifor zdecydowanie lepszy...

Dobry film ze skąpą akcją. Życie Serafiny zostało ukazane poprzez symbole, przez co możemy się tylko domyślać jak przetrwała m. in. lata wojny. Niestety, jest stanowczo za długi, koniec się niesamowicie dłuży. Uważam, że gdyby film trwał 90 minut, byłoby to w sam raz.

Z „szaleńców malujących jak sześciolatki” zdecydowanie wolę krynickiego Nikifora wykreowanego przez Krystynę Feldman. „Nikiforowi” „Serafina” nie dorównuje ani kreacją aktorską, ani scenariuszem – dłuży się, 2h to zdecydowanie zbyt długo dla tej historii.

matadu
annemily
psubrat
Uciekinier
tropicielkoni
gretaa77
salander
ScuMmy
porcja