Serce na dłoni (2008)

Serce na dloni
Reżyseria: Krzysztof Zanussi
Scenariusz:

Zepsuty przez dostatnie życie biznesmen dowiaduje się, że cierpi na ciężką chorobę serca. Uratować go może tylko natychmiastowy przeszczep. W szpitalu przypadkiem poznaje młodego mężczyznę, któremu zawód miłosny i utrata pracy odebrały wszelką chęć do życia. Potencjalny samobójca jest więc dawcą idealnym, trzeba mu tylko jak najszybciej pomóc rozstać się z tym światem...

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Dlaczego powszechnie uważa się, że Zanussi umie robić filmy? Tragedia.

Zasadniczo lubię tylko jego Cwał...

W Cwale to mi się tylko aktorzy podobają, oprócz Karoliny Wajdy. :-)

Nie podobały Ci się "Struktura kryształu" albo "Barwy ochronne"? Zgadzam się, że późniejsze filmy są słabsze, ale tak generalizować - toż to istna prowokacja;)

Żaden mi się nie podobał, ale nie widziałam wszystkich. ;) Większości nie byłam w stanie obejrzeć do końca, "Serce na dłoni" i tak jest niezłe w tym kontekście, bo mnie od razu od ekranu nie odrzuciło. ;) Ale tak naprawdę to nie wiem, jaką mu ocenę wystawić. Fajni aktorzy, fajne zdjęcia, ale wszystko inne...? Nie przekonuje mnie Zanussi i coraz mniejszą mam ochotę, żeby dać mu kolejną szansę.

Dla mnie "Barwy ochronne" , "Struktura kryształu", "Iluminacja" to wspaniałe filmy, kanon polskiego kina, by nie rzec, że filmy wybitne i ponadczasowe. Oczywiście masz prawo do własnego odbioru, ale ja mam tak, że choć mi się "Sto lat samotności" nie podobało, to cicho siedzę i przyjmuję , że to arcydzieło jest, tyle że mnie nie rusza. Wydaje mi się, że filmy Zanussiego nie są tak kontrowersyjne, by budzić skrajne emocje. Zrobił sobie taką gębę naczelnego reżysera IV RP, że teraz to nawet nie wypada o nim nic dobrego powiedzieć. Według mnie Kieślowski był uczniem i następcą wczesnego Zanussiego. Świadczy o tym choćby laurka, jaką mu zrobił Kieślowski w "Amatorze".

Mam podobnie, tzn. podobanie to jedno, docenianie to drugie. Zanussi mi nie pasuje do żadnej z tych kategorii. Widziałam już mnóstwo dobrych filmów (nie wszystkie z nich mi się podobały). Większość ich autorów nie robi z siebie gwiazdorów, nie udaje wybitnych reżyserów i nie opowiada studentom przez godzinę, jakież to cudowne mają meble w domu. Może gdyby Zanussi przestał się skupiać na sobie, a skupił na sztuce, stworzyłby coś wybitnego. A może to coś wybitnego to akurat te filmy, których nie widziałam. Ale chyba już nie zobaczę, przynajmniej na razie.

Gębę naczelnego reżysera IV RP to ma raczej Wajda, IMHO. I naprawdę w nosie mam, co mówić "wypada", nawet nie wiem, co "wypada". :-) Podpowiedz. :)

A Kieślowski IMHO w ogóle nie ma nic wspólnego z Zanussim - nie ta klasa! Filmy Kieślowskiego są o parę klas wyżej, nie do porównania (ale też nie wszystkie filmy K widziałam, może stworzył jakieś słabizny i "oglądadła" typu "Serce na dłoni").

Wajda nie występuje w programie Pospieszalskiego "Warto rozmawiać" o artystach-donosicielach i jeśli już , to jest twarzą III RP. A wczesne filmy Kieślowskiego są inspirowane twórczością Zanussiego. Są inne, ale to ta sama szkoła, której mistrzem był na przełomie lat 60 i 70 Zanussi. To dla mnie ewidentne. Dlatego właśnie w "Amatorze" Zanussi , grający samego siebie, wprowadza młodego twórcę w arkana sztuki reżyserskiej. Ta scena jest bardzo wymowna dla naszej wymiany zdań. Zresztą nie tylko Kieślowskiego inspirował Zanussi, ale także Kijowskiego , Falka. Postać mecenasa z "Dekalogu V" jest niemal żywcem wyjęta z filmów Zanussiego - intelektualista wierzący w wyznawane wartości, stojący wobec dylematów moralnych. Przykłady, gdy Kieślowski inspiruje się filmami Zanussiego można mnożyć, ale to zajęłoby dużo miejsca. Cóż - możesz mi nie wierzyć, ale to są fakty. Zresztą cały czas mam wrażenie, że mówisz o filmach Zanussiego stworzonych w późniejszym okresie twórczości, których ja też nie lubię. I oczywiście masz prawo nie znać jego wszystkich filmów.

Wiesz, to, że się ktoś inspiruje pracami artysty X, nie znaczy jeszcze, że prace artysty X są wybitne - poza tym czy to takie rzadkie, że uczeń przerasta mistrza? :) W ten sposób mnie nie przekonasz, mnie musi przekonać samo dzieło. :) Przy czym nie twierdzę, że po jednej projekcji zobaczę w filmie wszystko, co w nim jest, więc proszę o konkrety.

A co z tym wszystkim ma wspólnego Pospieszalski, to już w ogóle nie rozumiem. :) Nie toleruję Pospieszalskiego, nie wiem, kto u niego występuje i nie oceniam dzieła wg tego, czy lubię/nie lubię reżysera (i nie wg tego, co tenże reżyser wyczynia na boku :)), więc nie rozumiem tej uwagi. Ze mną trzeba dyskutować o filmach, a nie o tym, kto za kim stoi, gdzie występuje i jakie ma poglądy religijne - jestem niemedialna: tv nie oglądam, radia nie słucham, gazet nie czytam, nie wiem, kto teraz jest na topie i co "należy" o kim mówić. :-)

Jezu - jak ja nie lubię tak wszystkiego tłumaczyć literalnie. Pospieszalski kreuje dla mnie pewien model myślenia o Polsce, w który wpisuje się obecnie Zanussi. Tymi swoimi deklaracjami i wystąpieniami zastępuje dziś swoją twórczą niemoc - niestety. Sama napisałaś, że Zanussi nie zajmuje się obecnie sztuką, a raczej lansowaniem swojej osoby w mediach - czyż nie? Czyli w interpretacji jego postawy artystycznej oboje wychodzimy poza czysto filmowe dokonania - tak?. Dlatego napisałem, że ostatnio zrobił sobie taką gębę naczelnego reżysera IV RP i dziś ludzie go trochę poprzez tę gębę postrzegają. Być może nie dotyczy to Ciebie, ale ja też nie o Tobie pisałem, lecz bardziej ogólnie. Wiesz - ja też mogę napisać, że nie rozumiem, o co Ci chodzi. Do zrozumienia zawsze potrzeba odrobinę dobrej woli, czasem więcej jak odrobinę. Nie mam zamiaru do niczego przekonywać, bo nie wierzę, że to możliwe, ale porozmawiać, wymienić opinie chyba można?
A moja opinia jest taka, że twórczość artystyczną postrzegam jako proces a także dialog dzieł między sobą. To się nazywa intertekstualność. W tym kontekście nie sposób przecenić roli Zanussiego, jako źródła inspiracji dla reżyserów kina "moralnego niepokoju", w tym Kieślowskiego. Poza tym filmy, o których pisałem bardzo dobre są i tyle. Nie wiem na ile jasno się według Ciebie wyraziłem. Jeśli o mnie chodzi, to rozumiem wszystko. Pozdrawiam.

Szczerze przyznam, że też jestem medialnym ignorantem na tyle, że nawet nie znałem tej części najnowszej historii i aktualnych poglądów Zanussiego. Ale przyznać mi wypada całkowitą rację lapsusowi, że dzieła takie jak Barwy ochronne i Iluminacja kamieniami milowymi polskiego kina są. A o reszcie wypowiem się po Nowych Horyzontach, gdzie odbywać się będzie przegląda Zanussiego młodszego i starszego.

Zmieniłeś avatar i Cię nie poznałam! Kategorycznie domagam się poprzedniego. :P

To ja poproszę o rozpiskę po NH, co mam obejrzeć. :-) Obiecuję, że nie będę się uchylać od oglądania.

Nie, o lansowaniu w mediach nic nie pisałam, bo nic na ten temat nie wiem. :-) Sobą Zanussi zajmuje się na wykładach, które mają dotyczyć - jak nietrudno się domyślić - twórczości filmowej własnej i cudzej, a nie mebli w jego domu. :-) Zraził mnie do siebie narcyzmem i kreowaniem się na pępek świata. Ale jego osoba to jedno - narcyzi też na pewno umieją stworzyć wielkie dzieło, więc na tej podstawie nie oceniam jego twórczości. Poza tym nie wiedziałam o tym narcyzmie aż do tego roku, wcześniej Zanussi wydawał mi się wyważonym, poważnym człowiekiem z głosem, którego chciałoby się słuchać. :-)

Rozmyślałam kiedyś o wielkości w kontekście dzieł literackich i zrozumiałam wtedy, że nie wystarczy umieścić w książce tego czy owego składnika (powszechnie uznanego za wartościowy), żeby dzieło automatycznie stawało się wielkie. Z intertekstualnością podobnie - bardzo, bardzo ją lubię. Ale nie jest w moim odczuciu czynnikiem decydującym. Przykład? 2 dni temu obejrzałam bollywoodzką produkcję "Jestem przy tobie", pełną intertekstualnych odniesień. Było ich tam mnóstwo! Na pewno wielu nie dostrzegłam. Wystawiłam filmowi 8 - od razu uprzedzam pytanie: nie dlatego, że uważam ten film za wybitny, a dlatego (jak zawsze i jak w bnetce), że chcę, żeby polecanki podsuwały mi podobne. Bawiłam się świetnie. Poruszone problemy były ważne. Była też pointa z przesłaniem. Wykonanie dopracowane. Aktorzy świetni. Zdjęcia cudowne. Itd. itp. Wszystko pięknie - ale film jako całość nie jest wybitny. No, jak dobre czytadło w literaturze. :-)

I mówię to nie dlatego, że się na tym znam - nie jestem filmoznawcą. A dlatego, że mam takie doświadczenia, jakie mam - a one obejmują o niebo lepsze filmy. Zatem żebym uznała jakiś film za dobry, musi się uplasować wśród co najmniej tak dobrych filmów, jakie już widziałam, nie może być słabszy od nich. Niewykluczone, że kiedy zobaczę jeszcze lepszy film niż te, które widziałam, moja skala się zmieni, ale skoro filmy Zanussiego już teraz nie sięgają tych szczytów, to... jedyna szansa dla niego to nakręcenie w przyszłości filmu, który sięgnie. ;P

Nie wiem, może z filmami mam tak jak z książkami? Wczoraj złościłam się, że ostatnio wszystkie książki, jakie czytam, to 4 albo 4.5. Przyjaciółka mi mówi, że przecież 4 to dobra ocena. To prawda. Ale już naczytałam się książek piątkowych i szóstkowych, wiem, że można pisać lepiej, więc czwórkowe mnie rozczarowują. Nigdy nie uważałam się za filmowego frika, ale najwyraźniej kilka dobrych filmów już mi wystarczyło, żeby zwiększyć wymagania i rozczarowywać się czwórkami.

To wszystko, co napisałam, to głośne myślenie, bo sama nie umiem odpowiedzieć na stawiane przez siebie pytania. :-) Może razem, jeśli oczywiście chcesz się przyłączyć (bo nie chciałabym, żeby to był dla Ciebie wnerwiający obowiązek :)), coś wymyślimy. ;)

Ja też myślę na głos i zastanawiam się , dlaczego świetny wg mnie reżyser robi teraz kiczowate (oczywiście wg mnie) filmidła. Napisz, czy znasz te tytuły, które wymieniłem i ewentualnie, co o nich myślisz np. w formie krótkich recenzji. Jeśli nie znasz tych tytułów, to nie widzę innej możliwości niż podjąć ryzyko obejrzenia. Cokolwiek bym nie napisał zawsze pozostanie to moją subiektywną opinią, którą już znasz. Mnie nie chodzi o to, że Kieślowski w swoich filmach cytuje Zanussiego, ale że w mojej opinii bez Zanussiego nie byłoby Kieślowskiego, jakiego znamy. Na przykład Piwowski nakręcił "Rejs", ale czy ten film powstałby, gdyby nie filmy Formana? Ja w to mocno wątpię. I to jest ważne, że są twórcy tworzący nową wartość estetyczną. Że uczeń przerósł mistrza(mówię o relacji Kieślowski - Zanussi)? Zgadzam się, ale czy to powód by nie dostrzegać roli tegoż mistrza w procesie kreowania drogi artystycznej ucznia?

"Spirala" jest bardzo dobrym filmem.

Oczywiście - doskonała rola Jana Nowickiego.

Film całkowicie nudny. A epizod z Dodą betonowy :/

to skąd aż 4?

Gdy usłyszałem, że pozbawiony poczucia humoru reżyser nakręcił komedię, to spodziewałem się, że będzie źle. Ale mimo wszystko nie oczekiwałem aż takiego gniota. Żenada! Dowód na to, że Krzysztof Zanussi powinien już przestać kręcić filmy i ustąpić miejsca młodszym.

Napisałem, że "Quo vadis" to najgorszy film, jaki widziałem w życiu. "Serce na dłoni" jest pięć klas gorsze od filmu Kawalerowicza.

Ale dlaczego wlasciwie? I czy podobal Ci sie jakis inny film Zanussiego, powiedzmy nakrecony po 1995 roku?

Dlaczego? Bez wchodzenia w szczegóły: a) bo był o niczym b) beznadziejnie napisany, wyreżyserowany i zagrany. Czy podobają mi się jakieś inne filmy K.Z. Jasne! "Barwy ochronne" i "Życie jako śmiertelna choroba..." są świetne.

Zgadzam się a priori ;)

Razi przede wszystkim fatalnie dobrana, sztampowa muzyka i trochę niezgrana fabuła - na wpół komediowa (a'la Chłopaki nie płaczą, z tym że mniej śmiesznie), a druga poważna (a'la stary Zanussi, ale mniej filozoficznie, żeby nie powiedzieć nijako). Mimo wszystko nie aż tak zły jak o nim mówią :)

Dobrze to ująłeś. Stupka był fenomenalny i dzięki niemu film tworzył spójną całóść.

Nie wierzę w przemianę Dody. Najmniej prawdopodobny film, jaki widziałem.

inheracil
buzol
skibbi
Paweo
Zwoniar
abu_hassan
matkowalczyk
kilkujadek
lamijka
lemur