Wysyp żywych trupów (2004)

Shaun of the Dead
Reżyseria: Edgar Wright

Shaun ma prawie trzydziestkę i żadnego konkretnego celu w życiu. Wydaje się, że więcej uwagi poświęca swoim kumplom, nieudacznikom podobnym do niego, z którymi dzieli także mieszkanie, niż swojej narzeczonej Liz. Wkrótce nadejdzie jednak chwila, w której Shawn zrozumie jak wiele znaczy dla niego jego Liz. Stanie się tak za sprawą zombie, które pewnego dnia pojawią się w Londynie.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Jak zapowiada pudełko, jest to faktycznie komedia romantyczna z zombie w tle. Sporo śmiesznych momentów i bohaterowie za których trzymamy kciuki - od horrorokomedii ciężko wymagać więcej.

Horrorokomedii? A to jest takie fajne jak seria "Straszny film"?

Shaun of the Dead jest bardziej osadzone w brytyjskich realiach więc śmieszy nie tylko na poziomie ogólnym ale również przez błyskotliwe wyśmiewanie stereotypowych zachowań Anglików. Humor jest bardziej wyrafinowany niż w Strasznym filmie, choć tamta seria (1 i 2 przynajmniej) też mi się podobała.

Komedia obyczajowa, komedia romantyczna i horror w jednym? A czemu by nie? I nie wymawiaj słowa na Z...

Niby jest tu jakieś tło z motywem relacji damsko-męskich, ale nie dajmy się zwariować. Humor wbrew pozorom nie tkwi w dosyć schematycznej i sprowadzającej się do wałkowania utartych kliszy gry konwencją zombie horroru w duchu Romero, ale w wizualnych ekstrawagancjach ("Scorsese z ADHD"), kilku inteligentnie skomponowanych scenach i dynamicznej narracji. Po odlaniu tych elementów pozostaje jedynie niestety raczej pusta w środku foremka, toteż laury "parodii wybitnej" są co najmniej przesadzone.

Dla mnie parodia filmów o zombie jest nieporozumieniem. Bo same filmy o zombie (np. te klasyczne Romero) były od razu pomyślane jako parodia (np. w "Świcie żywych trupów" zombie symbolizowali bezmózgich konsumentów). W tej sytuacji porównywanie zombie do kolesi na kacu nie tyle nie jest odkrywcze, co jest w ogóle krokiem wstecz.

Myślę, że ten film sporo zyskuje jeśli zna się od środka brytyjską mentalność - film pięknie nabija się z wielu cech Anglików, o których ktoś kto nie mieszkał w tym kraju może nie wiedzieć.

Nie nazwałbym go oczywiście innowacyjnym, ale był świetnie zrealizowany, a miejscami bardzo śmieszny i to mi starczyło, bo więcej się nie spodziewałem.

Połączenie "Świtu/Nocy żywych trupów" z "Fido" (to późniejszy film, którego twórcy pewnie się inspirowali zakończeniem "Wysypu.."). Wyszło tak sobie. Najzabawniejszym filmem o zombie pozostaje "Planet Terror".

Tragedia. Te wszystkie filmiki o zombiakach są śmieszniejsze i zabawniejsze niż ich parodia. To jest parodia parodii. To ja jednak wolę Angela. ]:->

Cokolwiek by nie powiedzieć, to pomysł przezabawny. Najbardziej przeszkadzał mi jednak wątek obyczajowy: film traci tempo, zombie zbliżają się w tempie ślimaków i na dłuższe chwile można o nich zapomnieć, a bohaterowie sami snuja się emocjonalnie jak w klasycznych filmach brytyjskich. Dobrze by zrobiło więcej muzyki nadającej pokręconego kontekstu i energii scenom, za dużo bezsensownych działań (coś za bardzo omijają głowy), za mało szybkich puent. Paradokumentalna końcówka śmieszna. =}

Gdzie tam horror!
Ale śmieszne.
Momentami głupawe, ale w taki brytyjski sposób. Zresztą, kto inny jak nie Brytol mógłby wymyślić, że przed zombiakami trzeba się schować w pubie i przeczekać ich wysyp popijając guinnessa?
Może mało to mądre, ale na pewno kuszące, bo któż by tak nie pragnął - sączyć trunek i przez okno patrzeć, jak zombiaki pożerają innych ludzi?
Bomba! :)

W tej specyficznej kategorii wolę "Zombieland", bo nie podąża tak niewolniczo za idiotycznie oczywistą logiką romantycznej komedii. Mimo wszystko angielski klimacik zawsze mile widziany, bywa też zabawnie, więc oceniam na "można obejrzeć" i nie martwię się, że zmarnowałam czas.

Komedia z zombie w tle, humor typowy dla tej grupy twórców/aktorów (Edgar Wright + Simon Pegg i Nick Frost)

MRZVA
Karodziejka
jayb85
Tanir
lokomotion
JUMAN
Tarex
bartje
malamadi
Mikser