Sherlock Holmes (2009)

Reżyseria: Guy Ritchie

Sherlock Holmes i jego wierny przyjaciel doktor Watson zostają poddani kolejnej próbie. Tym razem sławny detektyw, wykorzystując swoje nieprzeciętne umiejętności oraz legendarny intelekt, stanie do walki, podczas której zdemaskuje śmiertelny spisek mogący zniszczyć kraj. Jak ukarze jego twórców?

Robert Downey Jr. odtwarza w filmie postać legendarnego detektywa w niespotykany dotąd sposób. Jude Law wciela się w zaufanego przyjaciela Holmesa, Watsona, lekarza i weterana wojennego, bardzo oddanego detektywowi. Rachel McAdams gra Irene Adler, jedyną kobietę w życiu Holmesa, którą łączy z nim burzliwy związek.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Współczesny Holmes to rozczochrany szaleniec, który namiętnie trenuje boks ale jest też pojętny w innych sztukach walki, nieobce są mu pościgi, słynie z tego że deprawuje piękne kobiety (lub raczej one jego) i który od czasu do czasu musi rozwiązać jakąś kryminalną zagadkę.

Reżyser mocno podrasował tradycyjnego detektywa. Wstydź się Ritchie!

No właśnie po zwiastunie spodziewałem się podobnej bryndzy - taki steampunkowy Bond na sterydach. A tu z kolei "Polityka", która tak zjechała "Harry'ego Browna" (2/6) niespodziewanie dała Holmesowi... 5/6! Można by pomyśleć, że to jakieś wybitne dzieło - przynajmniej jak na miarę kina akcji. Dobrze, że są na świecie zaufani filmasterzy i filmasterki =} , bardziej wierzę wam niż temu co napisali, bo to brzmi jak totalna abstrakcja.

Negrin na ofilmie raczej pozytywnie zrecenzował nowego Sherlocka, tzn dobrze się bawił. Ja nie miałem tego szczęścia. Właśnie to co Negrin zachwala (dialogi, smaczki) wydały mi się sztuczne i wciśnięte na siłę do tej historii, wypowiadane teatralnie, w oderwaniu od właściwej akcji.
Na filmie się raczej wymęczyłem. Po stokroć wolę nowe wcielenie Bonda, gdzie i dowcip trzymał poziom i akcja była o wiele bardziej interesująca (szczególnie w Casino Royale).

Casino Royale to może i trzyma klasę, ale Quantum of Solace zdecydowanie nie (jest chyba najgorszym Bondem w historii, a właściwie w ogóle nie jest Bondem).

Zwiastun filmowy rzeczywiście zniechęca.. ale po przeczytaniu skrajnie odmiennych opinii wiem, że nic nie wiem. Trzeba będzie obejrzeć...

QoS faktycznie był dużo gorszy od CR, ale nie nazwałbym go najgorszym Bondem. Oglądało mi się to przyjemnie -- ładne plenery, ładne kobiety, szybka akcja -- na pewno o wiele przyjemniej niż większość starych Bondów z Seanem Connery, których nie trawię specjalnie (przepraszam z góry wszystkich fanów). Faktycznie trudno go jednak nazwać Bondem, bo elementów bondowskich było niestety jak na lekarstwo.

Taa... ładna kobieta, z którą Bond się nawet nie przespał... co to za Bond??!! A główny zły groźny jak jamnik mojej sąsiadki. Gdzie mu do Bloefelda?! Bondy z Seanem to zdecydowanie dwie klasy wyżej. Ale rozumiem, że po prostu nie czujesz klimatu Bonda, więc i nie widzisz, jak bardzo został zabity w Quantum of Solace.

Ja rozumiem, że można robić takie filmy, tylko po cholerę pod etykietką 007?

Ano podrasował, ale czy to od razu coś złego? Żeby nie było: co prawda znawcą Holmesa nie jestem, ale akurat te "kontrowersyjne" elementy (tak boks, jak i owe inne sztuki walki) zaczerpnięte są z opowiadań Conan Doyle'a. Nie wymyślił ich sobie Ritchie ani jego scenarzyści. Owszem, wykorzystali tak, żeby Sherlocka "przycoolować", ale ja w zasadzie nie mam nic przeciwko temu. Nie jest to żadne wiekopomne dzieło (5/6 to istotnie przesada), ale kupa przyjemnego funu, ładnie zrealizowanego, zabawnie zagranego i oprawionego fajną muzyką. Ode mnie zasłużył na solidne 7/10 (tudzież 4/6 w mojej ulubionej punktacji).

To prawda, że Holmes grał na skrzypcach, że trenował strzelanie w pokoju, że umiał się bić, że często stosował przebrania itd, ale to był jednak inny typ osobowości, tzn. jak słusznie pisze Olamus, nie rozczochrany szaleniec. Nie zmienia to sytuacji, że rozczochranego polubiłam a na filmie bawiłam się znakomicie. :)

No właśnie - film szarga bardziej stereotypowy wizerunek Sherlocka i Watsona z serialowych ekranizacji, niż bohaterów oryginalnej prozy. Sprawny bokser i infiltrator marginesu to udokumentowane oblicza prawdziwego Holmesa, a gdy weźmiemy pod uwagę datę publikacji opowiadań Doyla, to okaże się, że stworzone przez niego portrety nie przedstawiają wcale pary dystyngowanych dżentelmenów, lecz dwóch dziwaków. Holmes wielokrotnie okazywał pogardę dla konwenansów i wydawał się innym postaciom ociera o wariactwo. Podobnie, tworząc Watsona weteranem Afganistanu, Doyle nie musiał specjalnie podkreślac jego waleczności i sprawności - czytelnicy rozumieli, z kim mają do czynienia, a jego laska i rewolwer niejednokrotnie pomagały wydostac się przyjacielowi z trudnych sytuacji.

Ja widzę bohaterów filmu jako zdecydowanie uwspółcześnione wersje oryginałów, owszem, zmodyfikowane dla potrzeby filmu (więcej walk, mniej gadania), ale jednak w duchu całkiem im bliskie.

Ritchie wraca do formy. Jest śmiesznie, efektownie i inteligentnie. Wystawne widowisko rozrywkowe.

Świetny obraz starego Londynu

Aktorzy zagrali nieźle, ale do innego filmu. Podobnie jak w filmie w filmie w "Przerwanych objęciach" Almodovara, "Sherlock Holmes" Richie'ego robi wrażenie jakby został pocięty przez nieprzyjaznego reżyserowi montażystę. Chaos i nuda. Dialogi zupełnie nie z tej bajki (zaśmiałem się szczerze tylko kilka razy). A zamiast radości z rozwiązywania wraz z Sherlockiem zagadki, mamy popis jego umiejętności bokserskich, kilka wybuchów i ładną, choć nieco sztuczną, rekonstrukcję Londynu XIX wieku.

Czyli tak jak się spodziewałem niestety...

Byłoby 7 ale plus za postać introwertycznego geniusza ;)

Parafrazując turinową recenzję "Star Treka" - eksplozje i brand Sherlock Holmes. Nie szkodzi. Downey Jr. i Law dali radę, Mark Strong złowieszczy jak trzeba, zdjęcia ładne, muzyka dobra, a mądrego scenariusza i tak się nie spodziewałam. Scena walki na ringu chyba niepotrzebna - albo nawiązanie do "Przekrętu", albo okazja do pokazania klaty Holmesa. Oba powody w zasadzie niezłe. Esme approved.

Zawsze podejrzewałem, że tak naprawdę masz kiepski gust, a całe te filmasterowe rekomendacje to wielka ściema :>

Ja też to zawsze podejrzewałam. A trafności algorytmu rekomendacji nie podważałam przez wrodzony takt i delikatność. :>

Widocznie mam skłonności ku klacie Downeya :D Mi się film szalenie podobał :)

;)

Piękna kompilacja klasycznego akcji i filmu gangsterskiego rodem z east endu. Zapomnijcie o starszym panu w płaszczu pykającym fajeczkę i anemicznym Watsonie. Super inteligentny awanturnik i jego przystojny i schludny asystent. Mnóstwo świetnych kadrów i trzymającej w napięciu akcji. No i nie zapominajmy o tym, że to film Ritchie'ego. Kamera w środku akcji, przewijanie w ffwd no i te dialogi... Jedynie podczas walki na ringu miałem wrażenie, że oglądam Przekręt... :) Polecem. Holmes RZONDZI :)

Renesans kina przygodowego! 'Sherlock Holmes' jest dla prozy Doyla tym, czym 'Casino Royale' dla Flemminga. Nie ma naturalności i błyskotliwości najlepszych filmów Ritchiego, ale jest zdecydowanie lepszy od tych najgorszych. Po wyjściu z kina nie miałem ochoty oglądac go ponownie czy nawet o nim dyskutowac, ale za to przez caly czas seansu dobrze się bawiłem - i to jako ktoś, kto przeczytał absolutnie wszystkie opowiadania i powieści o parze spod Baker Street 221b.

Bałem się, że z Sherlocka Holmesa będzie tu tyle co z Bonda w Quantum of Solace... ale na szczęście nie jest wcale tak źle. Guy Ritchie zdołał nawet wykazać, że inteligencja przydaje się przy mordobiciu. Dresy i karki pewnie zaczęli żałować, że odpuścili matmę w szkole. No i klatę też (podobno) ma lepszą ;) Całkiem przyjemny film o tym, że inteligencja RULEZ!

Wyczuwam entuzjazm, który chyba wart jest odrobinę więcej niż 6. ;)

Cóż, miałem zewnętrznie indukowany dobry humor i na filmie nieźle się bawiłem :) Podobały mi się dialogi, scenografia, gra aktorska. Zdecydowanie najsłabszą stroną filmu jest natomiast sama historia. Każdy kto choć trochę zna Sherlocka Holmesa nie mógł ani przez sekundę wierzyć, że chodzi o jakąś czarną magię. Wiadomo było że Blackwool jest oszustem i że Sherlock Holmes zagadkę rozwiąże - jedyne co było nie wiadome, to jak ją rozwiąże i na ile to rozwiązanie będzie ciekawe. Niestety było umiarkowanie ciekawe.

Pamiętam, ze trochę się wkurzyłam, kiedy Sherlock, ostoja racjonalności, zaczął się bawić w te okultystyczne obrzędy. :) Scenariusz jest zdecydowanie komiksowy.

Oglądać takie filmy to czysta przyjemność! Błyskotliwe dialogi, świetna gra aktorska i rewelacyjnie oddany klimat ówczesnego Londynu. Bałem się że Ritchie nie podoła wyzwaniu ale moje obawy szybko się rozwiały.

Poza wyjątkową grą aktorską pary bohaterów film nie przedstawia żadnych wartości. Jedyne na co warto jeszcze zwrócić uwagę to ładne kadry.
Sama fabuła jest godna pożałowania.
Podsumowując trochę śmiechu i dużo nudy.

O, w końcu ktoś mnie rozumie. Tylko ja jeszcze zjechałbym aktorów, a może bardziej reżyserię, albo montaż -- bo frazy wypowiadane przez bohaterów, które np. w trailerze wydawały się śmieszne, we właściwym filmie nie śmieszyły mnie zbytnio przez zupełne oderwanie ich od akcji lub też przez sztuczność tejże. No, zupełnie nie podszedł mi ten film...

No, ale za co zjechałbyś aktorów? Ja do gry aktorskiej nie mogę się przyczepić. Trochę może śmieszyła mnie naciągana demoniczność Blackwooda, ale ogólnie nieźle.

Popcorn. Smaczny popcorn, taki nieprzesolony, z odpowiednią ilością świeżego masła. Wrzucony w ładne opakowanie razem z dużą dawką dystansu. Odejście od stereotypowego wizerunku ekranowego Holmesa to dla mnie strzał w dziesiątkę, Downey Jr. i Law - pasują idealnie. Czasem ich wspólne sceny zbyt przypominały dynamic duo House-Wilson, ale nie jestem jeszcze pewny, czy to wada, czy zaleta. Całość zrealizowana po prostu fajnie (yup, "fajnie" to najlepsze słowo), fabularnie i szału, i tragedii brak.

Chciałoby się powiedzieć, że transplantacja XIXwiecznego detektywa w XXI wiek się nad wyraz udała. Z literackim pierwowzorem nie ma nic wspólnego (pomijając analityczny umysł) ale czy to źle? Kolejny film z zamyślonym geniuszem nie zyskałby poklasku tłumu. A taki dynamiczny duet jednak zyskuje sympatię. Bodajże Esme w odpowiedzi na którąś recenzję stwierdziła, że scenariusz jest b. komiksowy. Nic dodać, nic ująć. Fajne były też scenki rodem z slapstickowych komedii z Busterem Keatonem.

Holmes w tym filmie jest ...zabawny :) Przyznaję, że nowa wersja przygód Holmesa wprowadziła mnie w pogodny nastrój. Skrzyżowanie CSI z Housem zaprawione dużą dawką komputerowych efektów. Całość lekkostrawna, miła w odbiorze. Jako kino rozrywkowe jak najbardziej. Zastanawialiście się jak w tym kontekście wyglądałaby współczesna wersja takiego Herculesa Poirot?

O ile ktoś nie przywiązał się nadmiernie do Holmesa z dotychczasowych ekranizacji (serialowych) i dopuszcza "nowoczesną interpretację" tej postaci (a może po prostu jej odkurzenie), nie będzie zawiedziony! Świetna, oryginalna muzyka.

Genialna muzyka i zdjęcia, piękne obrazki Londynu czy sekwencje walki sprawiają że film jest dobry . Tylko dobry , bo bez rewelacji ....Warto jednak zobaczyć i posłuchać.

Fajna zabawa. Jest żywo, wesoło, dużo akcji i wogóle przyjemnie się ogląda. Tylko jedno pytania się nasuwa - czy film by się nie obronił, gdyby głównym bohaterem nie był Sherlock Holmes? Przecież mogła to być jakakolwiek wymyślona postać, biorąc pod uwagę zbieżność książkowego bohatera i filmowego ;)

Fajna rozrywka na sobotni wieczór. Pod warunkiem, że się wyłączy logiczne myślenie. Ja "kupiłem" tę historię. Ale znam takich, co mocno się rozczarowali.
No i Downey jr. jest po prostu rewelacyjny.

Wahalem sie miedzy gniotem, a przecietniakiem. Zostal przecietniak. Po obejrzeniu The Secret Life of Sherlock Holmes Billego Wyldera zmniejszam ocene na 3

Fajna przygodówka, w ogóle 'fajny' to chyba najlepszy przymiotnik, jaki można sobie dla tego filmu wyobrazić. Stuningowany Sherlock Holmes zdecydowanie przypadł mi do gustu, mimo, że Ritchie odarł go z większości typowego uroku angielskiego dżentelmena, kojarzonego klasycznie z tą postacią. Na plus interesująca muzyka, na minus za dużo scen bójek. Urzekający klimat Londynu + RDJr = 7/10 ode mnie.

Piękne zdjęcia i scenografie,
Londyn jak wyjęty z wielkich, dziewiętnastowiecznych powieści. No i fajnie jest to zagrane...
Ale scenariusz rwie się co chwilę, dopiero co nakręcona dynamika opada i zaczynasz odczuwać, że od siedzenia w kinie już cię boli...w krzyżu.
A to kuriozalne zakończenie, chyba za karę :(

Dostałem dokładnie to, czego oczekiwałem. Robert Downey Jr. ukradł cały film. On tworzy ten film i go buduje. Strasznie wyrobił się ten Downey, świetny aktor i zasłużony Złoty Glob za tę rolę. Warto obejrzeć Sherlocka... no i mam nadzieję, że nie przeszarżują z częścią drugą.

Świetnie zagrany, piękne ujęcia Londynu. Dobrze się przy nim bawiłem.

Downey i Law znakomici, jak należało się spodziewać. Właściwie to tak sobie wyobrażałam Holmesa – trochę autystyczny, może nawet z nutką aspergerowską, przenikliwy i pociągający. Film zrealizowany przyzwoicie, zdjęcia bardzo dobre, ogląda się sympatycznie, tylko sceny walki zupełnie bez sensu i nie na miejscu.

Nie dooglądałem do końca. Ritchie trzymał bohaterów za daleko od powierzchni ekranu, a do tego uparł się na teledyskową formę, czego nie lubię. Nie mogłem się w tej historii zaczepić. Nie złapałem kontaktu z postaciami, nie wsiąkłem w atmosferę miejsca akcji.
Rozczarował mnie ten Sherlock.

+1

? :)

Nawyk z Blipa. Zamiast pisać "tak, dokładnie, lepiej bym tego nie napisał, miałem to na końcu języka[...]" piszemy +1 i wszystko jasne.

aaa, to o to chodzi :) A propos filmu, to pomimo że nie znam literackiego pierwowzoru, chętniej bym zobaczył Holmesa w bardziej kameralnej oprawie, zdecydowanie.

Oferma, nigdy nie czytałeś żadnych opowiadać o Sherlocku Holmesie?????!!!!!!!

nie czytałem. No co?! :)

A znasz Sherlocka tylko z filmu Ritchiego czy oglądałeś już coś wcześniej?

Ujma na honorze :D

Tymczasowo polecam

http://www.archive.org/details/secret_weapon

Też jeszcze nie oddaje magii Sherlocka, ale bliżej mu do oryginału

@Esme, nie znam żadnych wcześniejszych filmów o Sherlocku. Być może widziałem coś kiedyś jako nastolatek, ale nie pamiętam. Kryminał to był gatunek, zresztą do dzisiaj jest, który raczej omijałem. Tłukłem latami głównie literaturę s-f i książki psychologiczne, a ostatnio w ogóle mało czytam.
@Aquilla, dzięki za link, rzucę okiem :)

No tak, ale wiesz... nie przeczytać choćby tego "Studium w szkarłacie" to trochę jak nie widzieć Rockiego ;D

Dobrze, już dobrze...przeczytam [zgarbiony, pociągający nosem, udaje się w kierunku piaseczyńskiej biblioteki publicznej]

Bardzo zgrabnie opowiedziana historia, świetna gra aktorska, dobre poczucie humoru, a wszystko okraszone świetnymi zdjęciami i montażem. Kawał solidnej rozrywki z klimatem.

Brawurowy film rozrywkowy z cudnymi dialogami: od początku chichotałam tylko w swoje pudełko popcornu - zastanawiam się, czy to naprawdę było śmieszne, czy stroje, muzyka i stary Londyn wprowadziły mnie w taki nastrój? Robert Downey Jr jest czarujący jako odrobinę autystyczny, nonszalancki i nieogarnięty (to dobre słowo) genialny detektyw - Rachel McAdams i przede wszystkim Jude Law również stworzyli sympatyczne, przebojowe postaci. IMHO rewelacja.
(ale "oryginalny" Holmes mnie nudzi...)

Najpierw byłem trochę zły, że Sherlocka plugawią, potem jednak pomyślałem, że jakby nazwali bohatera innym nazwiskiem, to nie byłby przez to lepszy film. W sumie, czemu nie Sherlock? Film sensacyjny, ładnie nakręcony, dobra muzyka, ciekawe zdjęcia, smaku dodaje XIX-wieczny Londyn. Trochę nudnawy, ale coś za coś - albo kosmos, albo rytm historii. Silne skojarzenia z "From Hell" - detektyw alkoholik, tajne zgromadzenia, mroczny Londyn. Ogólnie całkiem dobrze. Sherlock na miarę naszych czasów...

Estetyczna realizacja bardzo miernej fabuły.

podobało mi się, lubię House :)

Bardzo dobry nowy Sherlock Holmes, oddający klimat oryginału, jednocześnie go odświeżając. Czyżby szykowała nam się cała seria filmów o tym detektywie, na podobieństwo Jamesa Bonda? Z chęcią pójdę do kina na kolejną część.

Bardzo dobry i 6/10? Nie rozumiem skali ocen stosowanej przez co poniektórych. I w ogóle ta ocena to jakaś potwarz dla panów Downeya i Law oraz ich ciuchów :)

Może po prostu "bardzo dobry jak na film o SH". =}

Ale to się pisze że "jak na SH", a nie zostawia człowieka na pastwę domysłów :)

To jest problem z ocenami w punktach. 9 i 10 punktów mam zarezerwowane dla filmów wybitnych, które muszę mieć na DVD/Bluray, żeby je dzieciom pokazywać. 7 i 8 to filmy bardzo dobre, które jestem w stanie obejrzeć kilka razy i szczerze polecam je znajomym. 5 i 6 to filmy dobre, do obejrzenia 1-2 razy. Wszystkiego poniżej piątki nie chcę widzieć w rekomendacjach. Wg tego teoretycznie powinienem postawić filmowi Sherlock Holmes 7 punktów, ale to oznaczałoby, że jest dla mnie na równi z Incepcją, Avatarem, Airdoll, Metodą czy Prorokiem i jest lepszy niż Chrzest, Autor Widmo, Drużyna A, Zabawa w śmierć czy Na końcu świata. A to nie jest prawda!

Właśnie, a poza tym SH jest filmem góra na 6; u Esme dawne dziewczyńskie marzenia o byciu Sherlockiem w spódnicy wzięły górę nad obiektywizmem :P

Rozumiem, że w przypadku "Avatara" większości Filmasterów rzuciły się na mózg dziecięce zabawy w niebieskich Indian... A, chwileczkę, wtedy Indianie nie byli jeszcze niebiescy. To jest dopiero film co najwyżej na 6.

Ja w ogóle nie oceniam filmów obiektywnie. Co to jest obiektywna ocena i po co to komu? Ja tylko wytykam niekonsekwencję, bo pisanie, że bardzo dobre filmy ocenia się na 7-8 tuż pod recenzją, filmu opisanego jako "bardzo dobry" i ocenionego na 6 to już hucpa, proszę państwa :)

Esme, ja też tak mniej więcej oceniam. 10 i 9 to dla mnie filmy dziejowe, albo takie których zostałam psychofanką, 8 to filmy z czołówki roku, do listy dekady (bo ja kocham rankingowanie), 7 bardzo dobre produkcje w rocznym okresie, 6 to takie powyżej przeciętnej itd.

Nie no, wszystko w porządku, ale ja jednak jestem zbyt porywcza na zastanawianie się co się stanie jeśli ocenię "Gladiatora" na 8. No, będzie oceniony wyżej niż "Kawa i papierosy" i może mi to jakoś wpłynąć na rekomendacje, ale Scott tym razem zarządził i należy mu się oklask. Poza tym porównywanie Sherlocka do Proroka jest dla mnie trochę bez sensu. Zupełnie inny film, nakręcony po co innego, nie ma ich jak porównać, można je tylko ocenić osobno, każdy we własnym kontekście.

Każdy ma jakiś system oceniania, ja mam chaotyczny :)

Ty tak serio z tym Gladiatorem...? :-)

Nom. Zaskoczyłam nawet Filmastera, bo wisi mi przy nim TY DASZ 6.1 Doktor pewnie powie, że w dzieciństwie chciałam być gladiatorem. W spódnicy. :)

Albo mogę się usprawiedliwiać i zaczynać dyskusję pod Sherlockiem, albo mogę napisać notkę, pod którą każdy będzie mógł indywidualnie opluć mój gust i napisać, że się nie znam. Chyba tak zrobię niedługo.

Wiesz co, napisz. Ja nie chcę opluwać, ja nie mogę siebie samej przekonać, żeby to obejrzeć w końcu. :-)

Ok, kolejkuję :) Tylko że to jest film, który zdecydowanie trzeba zobaczyć w kinie. Ale to też napiszę.

Oj... czyli marne szanse. :(

Widać jest w społeczeństwie zapotrzebowanie na kino herosów :) Gladiator nie dla mnie, bo ja takiego zapotrzebowania nie mam, ale jakoś strasznie mnie ten film nie boli, bo na szczęście Gladiator nie stanął z mieczem w dłoni przeciwko hitlerowcom ;) Ot, po prostu zapomniałem o nim natychmiast po obejrzeniu. Ale może mnie Esme przekona, żebym spojrzał na niego łaskawszym okiem ;)

"Gladiator nie stanął z mieczem w dłoni przeciwko hitlerowcom ;)" Jak to nie stanął z mieczem? A w pierwszej scenie? No może przeciw protoplastom hitlerowców, ale to różnica kosmetyczna...

Proszę mi tu droga Esme nie imputować, że coś Ci niby imputuje. Twoich dziewczyńskich marzeń o byciu SH w spódnicy nie wymyśliłem, tylko wydedukowałem z Twojej notki o tym filmie. Pozwolisz, że zacytuję:

Wychodząc z domu na seans "Sherlocka Holmesa" zabrałam, rzecz jasna, cylinder i rękawiczki. Londyński detektyw - mistrz dedukcji i przebieranek, znawca sztuki zapaśniczej baritsu i boksu, a także okazyjny kokainista - był jednym z idoli mojego dzieciństwa.

Już pamięć nie ta Sherlocku w spódnicy? ;)

Oczywiście że pamiętam tę notkę, ale sprawa się na tym nie kończy. Odpowiednio sprawny i giętki w umyśle interpretator mógłby wyciągnąć z tego tekstu dalsze wnioski. Skoro oceniam wysoko Sherlocka, bo był moim idolem w dzieciństwie, to "Milczenie owiec" podoba mi się zapewna dlatego, że dziecięciem będąc marzyłam o zostaniu kanibalem. Co rusz słyszę w radio przykłady podobnej intelektualnej ekwilibrystyki, więc na wszelki wypadek zrobiłam atak wyprzedzający.

Niestety widzę że stąpasz mocno po ziemi i unikasz wyciągania śmiałych wniosków. Szkoda, szkoda ;)

Śmiałych wniosków unikam, ale od dzisiaj nie zostanę już z Tobą w jednym pokoju, jeśli będziesz miała w ręce nóż i widelec ;)

jeśli Russell Crowe to tylko w L.A. Confidential, ewentualnie w Szybkich i Martwych, gdyby w Gladiatorze usunąć te sceny buszującego w zbożu to byłby dobry film, znaczy się mocne 5/10 :P

No i w Romper Stomper, jeszcze po australijsku i saute, ale już na przedsionku wielkiej kariery :)

Nie zapominajcie o Panu i Władcy!

Ups. Widzę, że przypadkowo wywołałem mały flamewar. Dodam może jeszcze, że zastanawiam się pomiędzy 8 a 9 punktami dla Gladiatora ;-)

Operacja się udała, pacjent przeżył. Widz również przeżyje seans nowego filmu o Sherlocku Holmesie, a jeśli jest w stanie zaakceptować znaczne odstępstwa od literackiego oryginału, powinien być zadowolony. Sherlock walczy więcej niż kiedykolwiek, bierze się za magiczne rytuały, ale nie brakuje mu też wdzięku i niepospolitej inteligencji. Robert Downey Jr. spisał się na medal.

Przedstawienie Sherlocka kompletnie inaczej, niż do tej pory w filmografii (miejscami nawet wierniej książkom). Udane, głównie dzięki dystansowi i autoironii... właściwie wszystkich. Aktorów, reżysera, scenarzysty - w trakcie oglądania miałam wrażenie, że na planie wszyscy musieli się bawić wprost cudownie. Relacja między Holmesem a Adler - czarująca (zresztą, tej między nim a Watsonem też nie brak uroku). Cały film czarujący i poprawiający nastrój, Taki jak... lekka konwersacja na przyjęciu.

Świetna gra z prozą Doyla i figurą samego Holmesa. Nowy Holmes (brawo dla Downeya Jr), z zapomnianymi przez kino wątkami i postaciami powieściowymi osadzonymi w odzwrowowanym po mistrzowsku Londynie w czasie 'zenitu' rewolucji przemyslowej. Miasto biedy i przepychu, mroku, spisków i obaw przed wszechogarniającymi i wypływającymi zewsząd wynalazkami.

Dziwaczny i uroczy bohater - jest.
Główni bohaterowie od pierwszej akcji są w tarapatach, ale mamy wrażenie, że jakoś z tego wyjdą - jest.
Klimat innej epoki - jest.
Widowiskowe i niekonwencjonalne walki - jest.
Świetnie zagrana rola głównego bohatera - jest.
Czy to nowy film z cyklu "Piracie z Karaibów"? Nie, bezpretensjonalny i zaskakujący "Sherlock Holmes".

Szerlock Holmes- słynny detektyw. Robert Downey Jr bardzo pasuje do tej roli a Judego Law, szczerze mówiąc, nie poznałam, ponieważ w większości filmów grał romantycznego amanta, a w tym był bardzo mężny jako dr Watson. Bardzo dobry film, no i ten krajobraz XIX wiecznej Anglii - majstersztyk ;) czekam z niecierpliwością na kolejna część ;)

Ciekawe odświeżenie Holmesa w wykonaniu Roberta. Świetne.

Jak zazwyczaj dopiero przy wyjściu sequela zapoznałem się z pierwszą częścią. Całe szczęście, że nigdy nie byłem fanem Sherlocka (coś czytałem w podstawówce, ale bez zachwytów), więc nie przeszkadzało mi podejście Guya Ritchiego do tematu. Dał widzom porządne kino rozrywkowe, zrobione z rozmachem, a i fabuła do najgłupszych nie należy (błyskotliwością też nie powala). Nie jest to może drugi "Mroczny rycerz", ale i tak daje radę.

No i można? Zrobić wesołe, inteligentne widowisko? Tyle że trzeba za kamerą Guya Ritchiego, a nie jakichś fuszerów.

za długiiiiiii

Mam wrażenie, że Downey przygotowywał się do roli nie czytając Doyle'a, ale oglądając House'a. Fajna rzecz, jeśli przymknie się oko na "drobne" zmiany w charakterystyce głównych bohaterów (Watsona chyba nawet bardziej niż Holmesa, że o Adler nie wspomnę). Sztuczki montażowe bardzo mi się podobały, muzyka też (ach, te wesołe skoczne melodie podczas tłuczenia się po mordach). Przyjemne, leciutkie kino. Mam ochotę na drugą część.

W tym przypadku przydałaby się opcja oceniania każdego sezonu osobno...

Sezonu? Nie wiem czy wiesz, ale oceniłeś film Guya Ritchiego a nie serial :)

xD

Chyba za długo zwlekałam z oglądaniem tego filmu :) Oprócz zwiastuna, w którym pokazano wszystko co najlepsze pojawiły się te wszystkie pozytywne opinie no i... się rozczarowałam :) Jakoś tak spodziewałam się większego nasilenia ostrych żartów no i chyba przejadło mi się trochę "ratowanie świata". Akurat Sherlock Holmes mógłby też rozwiązać bardziej zwyczajną zagadkę. Naprawdę ten film miał do mnie pecha :)

jsbach
Eurymedusa
nikanika
avrewska
kotskacukru
KataCzy
jayb85
Luthien164
xcamaax
angeellla