Wyspa tajemnic (2009)

Shutter Island
Reżyseria: Martin Scorsese

Akcja filmu rozgrywa się w 1954 roku na pięknej wyspie Zatoki Bostońskiej. W tak bajecznym miejscu znajduje się szpital dla obłąkanych przestępców. Na wyspie prowadzone jest śledztwo w sprawie tajemniczego zniknięcia jednej z pacjentek. Sprawa jest prowadzona przez federalnych szeryfów - Tedda i Chucka. Kobieta zniknęła z pokoju, który był zamknięty, a w oknach były kraty. Pozostała po niej tylko zaszyfrowana wiadomość. Nad wyspę nadciąga huragan i łączność z resztą świata zostaje zerwana. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Doskonała konwencja - coś pomiędzy komiksem, a sesją RPG na żywo. Sam film nieco przewidywalny, za konwencję +1.

Nie ma to jak dobry reżyser i inteligentny scenariusz, polecam.

Miałkie, kompletnie przewidywalne i raczej bez polotu. To ma być Scorsese?! Gdyby to był przeciętnej klasy horror/thriller, dałbym pewnie z 8. A tak - 6, i to tylko za klimat.

Na szczescie zyjemy w wolnym kraju i każdy może se pieprzyc skolko ugodno.

Mimo paru niespójności fabularnych (o których nie da się opowiedzieć bez zdradzania fabuły) film jest ciekawy, nie dłuży się wcale. Myślę, że duża w tym zasługa dobrych zdjęć i świetnego Di Caprio, który znowu udowodnił, że potrafi grać. Ładnie dojrzewa, robi się coraz ciekawszy, to i role dostaje ciekawsze, przestaje być wiecznym amantem. :)

Film, mimo że oparty na ogranych chwytach, wciągnął mnie i urzekł. Dodatkowy ósmy punkt za Di Caprio (wyśmienity) i niejednoznaczne zakończenie.

Brzmi zachęcająco :)

Musicie obejrzeć. Tak po prostu. Przez moment poczułem w sobie jakieś szaleństwo, ten film jest fenomenalny i bawi się z nami w kotka i myszkę. Fantastyczny klimat

Umiejętnie zbudowany nastrój, głównie muzyką, ale również zdjęcia mocno nie odstają. Wciągająca zagadka, której rozwiązywanie wraz z głównym bohaterem zajmuje nam większość filmu, żeby na koniec dowiedzieć się o co tak naprawdę chodziło.... i mimo to dalej nie wiedzieć komu wierzyć. Polecam tym, którzy szukają w nim głównie ciekawych, poplątanych, ale łączących się w logiczną całość scenariuszy. To nie do końca moje kino, ale doceniam sprawność, z jaką Scorsese opowiedział tę historię.

Zacznijmy od tego, że Aviator podobał mi się bardziej. Film można podzielić na dwie części i o ile sama pierwsza część zwyczajnie mnie nudziła, to druga nadała pierwszej zupełnie inny wydźwięk. Mimo wszystko, jedynie sześć daję za tanie chwyty, które mają sprawić, że podskoczymy (lub, tak zwane momenty 'bu!'), sny i halucynacje Teddy'ego, w których żona próbuje go odwieść od dalszych działań, które prezentują się niezwykle tandetnie i niestety jedynie dobre aktorstwo.

Niestety muszę przyznać rację. Majaki głównego bohatera, poza tymi z Dachau, sfilmowane były na granicy obciachu. Scorsese powinien brać nauki u Croenenberga przed kręceniem takich wizji.

Film niesamowity, dwuznaczny, po jego zakończeniu nadal można interpretować wydarzenia dwojako i znaleźć na potwierdzenie tego masę przykładów... coś o psychologii i o tym jak wąska jest granica między normalnością a szaleństwem a przecież dokładnie tak jest w życiu, że to jedni ludzie decydują o życiu innych. A czym jest "normalność" i "rzeczywistość"...

W tym roku to już drugi, po "Autorze widmo", film bazujący na wpędzeniu widza w paranoję i zrobiony przez starego wyjadacza. Jest mrocznie i trochę po hitchcockowsku. Smaczna rola Leonardo DiCaprio i świetnie zbudowany klimat, który nie tyle wbija w fotel, ile łagodnie, acz stanowczo, w nim przytrzymuje. Halucynacje faktycznie niezupełnie wyszły, ale ogólny efekt zdecydowanie na plus. P.S. Lubię pokręcone fabuły.

Scorsese może reżyserwać przez sen a i tak wyjdzie mu film dobry lub bardzo dobry. Skoro cała strona warsztatowa jest constans na wysokim poziomie, oczy skupiają się na fabule: czy trzyma w napięciu? Czy jest wiarygodna? Czy opowiada coś nowego? Poniekąd, prawie (ale prawie...), i nie do końca.Zakręcone Shutter Island ewidentnie mierzy wysoko, ale w moich oczach nie przebija pułapu przeciętnego, pożądnego thrillera. Widziałemw kinie sporo lepszych portretów zaburzeń psychicznych.

Miejsce gdzie rozgrywała się akcja bardzo mi się podobało i tworzyło fajny klimat. Nieźle zagrane (zwłaszcza Kingsley) z wciągającą fabułą. Warto.

jest napięcie jest zabawa, polecam
(btw mialem wrażenie, że każda klatka filmu mogłaby być efektem końcowym jakiegoś photoshopowego tutoriala;)

Szału właściwie nie ma, ziemia się nie trzęsie, ale wrażenia i tak wyniosłam pozytywne. Podobał mi się klimat filmu, całość jest solidnie zrobiona i chociaż nie ma tu chyba niczego nowego, to wypada bez pudła.

Straszna cienizna. Niestety moje oceny jak się niedawno zorientowałem są miarą mojego rozczarowania, czy też zachwytu filmem w stosunku do oczekiwań przed seansem, a więc tym samym są dalekie od obiektywizmu. Ale co tam, w końcu nie jestem hipokrytykiem ... O niebo bardziej podobały mi się zbliżone tematycznie "The Machinist" lub "K-Pax", że nie wspomnę o "Lost Highway".

Niepokojący od samego początku, ale intrygujący i zapewniający odpowiedną dla swojego gatunku rozrywkę po sam koniec. Zakończenie nieco niejasne.

Oklaski dla Scorsese, bo zrobił film o którym marzyłem. Obok Incepcji to dla mnie najlepszy film tego roku.

psychologiczna siec watkow zapewniajaca ponad godzinna dawke prawdziwie mrocznych emocji

Przewidywalność od początku do niemal samego końca. Rzecz o tyle niezręczna, że chyba fabularne twisty miały być jednym z atutów filmu. Znakomity, schizofreniczny klimat osaczenia nie pozwala nie zauważyć ogranych elementów, użytych wcześniej chociażby w "Jacob’s Ladder" czy "The Jacket". Użytych dużo zręczniej i ułożonych w spójniejszą układankę. Zaskakuje jedynie świetna ostatnia scena, która zostawia widza z półotwartymi ustami, zastanawiającego się, co się właśnie wydarzyło.

kaseta.org

Wypasione technicznie, odrobinę staroświeckie, holiłudzkie kino. Takie filmy to jak spotkanie ze starym znajomym. Czujemy się swobodnie, gawędzimy sobie jak zwykle o tym i owym, ale wieczór raczej do ekscytujących nie należy.
Za dużo w tym wszystkim rutyny i ogranych motywów, lecz nie liczyłem na więcej.

Wyspa tajemnic to naprawdę dobry thriller, czego dowodem może być to, że w nocy po obejrzeniu przyśniły mi się 3 alternatywne zakończenia opisywanej historii. Należę do garstki ludzi, którzy uparcie twierdzą, że Ted nie był całkiem szalony pod koniec filmu.

Dobry film. Obłęd, zagadka i świetnie radzący sobie z rolą DiCaprio.

No nie wierzę... Leonardo di Caprio zagrał w dwóch identycznych filmach pod rząd. Pomysł na fabułę jest w nich taki (trudno, lekko spoiluję): nie wiadomo co jest snem co jawą, detektyw prowadzi śledztwo, kluczowe znaczenie ma prześladująca go w snach (lub w snach w snach) zmarła żona, a zakończenie robi się tak, żeby dowolna interpretacja była możliwa. Zagadka za 5 groszy: jaki jest tytuł tego drugiego?

Critters 3 ?

Już Ty dobrze wiesz, o jaki film chodzi :P

A co jest do wygrania? :P

A tylko 5 groszy, więc nie pokuszę się o odpowiedź :)))

Odpowiedź jest zbyt oczywista, żebym oferował więcej :P Zadziwia mnie tylko, że nikt wcześniej tych podobieństw nie widział.

Nie oglądałam "Wyspy tajemnic", rzadko oglądam tego rodzaju kino, choć czasem potrafię się przemóc, ale oglądałam drugi film. Może jednak ktoś połasi się na Twoje pięć groszy, więc nie psuję zabawy :P

Tego drugiego nie wiedziałem ale z recenzji zgaduję że Incepcja ;)

It's a bingo! 5 groszy jest Twoje :)

You just say "Bingo".

trochę 'piękny umysł', trochę 'incepcja'... wiem, że to było przed 'incepcją', ale ja to obejrzałam później, więc kojarzyło mi się odwrotnie, niż powinno. dicaprio niezły, ale nie powalający.

Miałem tak samo, też obejrzałem później i też nieodparcie kojarzyło mi się z Incepcją :)

Motyw jak z Innych. Do przewidzenia.

Świetny. Koniec - idealny.

Klimatyczny, z bardzo dobrymi kreacjami aktorskimi. Scorsese w świetnej formie.

Dobrze zagrany film - na tym się komplementy z mojej strony kończą. W ogóle nie poczułem tego klimatu, o którym piszecie. Akcja z każdą minutą zwalnia, co jest ciężkim przewinieniem w tym wypadku. Scenografia ociera się o kicz (zwłaszcza ta potworna rezydencja), światło zostało użyte w taki sposób, że można odnieść wrażenie, że za bohaterem bez przerwy łazi mocny reflektor. Scorsese nawrzucał do "Wyspy tajemnic" tyle, że zapomniał zrobić dobry film. Spójrzmy co zawiera w sobie ten obraz? Jest to kryminał, thriller, kino więzienne, paranoiczny film zimnowojenny, nie zabrakło nawet miejsca na wspominki z Dachau (próba zmiękczenia Akademii?), sugerowana jest obecność nazistów; wreszcie widzimy tragiczną miłość, szaleństwo i chęć zemsty. I to wszystko bez ruszania się z jednej wyspy, gdyby główny bohater znalazł jeszcze bunkier z tajemniczymi liczbami wcale bym się nie zdziwił, tylko ziewnął i oglądał dalej.

To nie Scorsese nawrzucał, to Dennis Lehane. Ekranizacja jest dość wierna. Spadku napięcia nie zanotowałam a przerysowanie wydaje mi się naturalnym zabiegiem, gdy adaptuje się pulp fiction. Mnie tam się podoba.

Dziwne, zwykle oceniamy podobnie ;) Chyba za bardzo się nastawiłem na dobry film.

Dla mnie super film, z boską scenografią i wszystkim innym. Chyba jeden z najlepszych kinowych seansów jakie zaliczyłem w ostatniej dekadzie.

Naprawdę tylko mnie ten film nie leży? Faktycznie, to pulp fiction, ale w starym, zimnowojennym stylu (za nową pulpę uważam np. "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet"), a Scorsese pogłębia efekt staroświeckości tradycyjną realizacją. Całość trąci myszką, zwłaszcza gdyby porównywać z "Incepcją". "Wyspa tajemnic" to taki ramotowaty film .

Ramotowaty - wolę określenie "klasyczny". Tradycyjna realizacja, o której piszesz, to świadomy zabieg, na ile pamiętam Scorsese inspirował się "Zawrotem głowy" Hitchcocka. Oczywiście można porównać z całą masą filmów, które są na wskroś współczesne, ale nie sądzę, by nawiązywanie do tradycji było czymś złym - zwłaszcza tradycji kina noir, bardzo żywotnej w kinie i literaturze. To tak jakby irytować się, że są jeszcze autorzy tacy jak James Ellroy, piszący czarne kryminały rozgrywające się w latach 50.

Może to właśnie kwestia nawiązywania, robiąc film w starym stylu zakłada się, że odbiorca zna filmy do jakich się nawiązuje. W moim wypadku jest to założenie błędne (cóż, ignorancja). Jestem w stanie ogólnie stwierdzić, że na poziomie realizacji "Wyspa tajemnic" z nowoczesnością ma mało wspólnego, ale nie potrafię wyłapać smaczków, wskazać konkretnych tytułów, ale to już wy musicie mi powiedzieć, czy takie występują. Pewnie tak samo oceniałbym np. "Jestem miłością", gdyby nie fakt, że oglądałem wcześniej "Zmierzch bogów" Viscontiego.

Tłumaczenie warte lapsusa. Leon w roli. Miała być papa, okazał się niesamowity, oniryczny film, gdzie zaciera się różnicą między fikcją a prawdą. Autotematyczny komentarz do próby zdefiniowania fenomenu kina.

Jestem w szoku, że podobał Ci się ten zajebisty film.

Ale bym nie zestawiał tego z Incepcją. To niebo i ziemia.

Acervicide
Nietutejszy
moch
slowcheetah
edytasob
milali
mozga01
Rybakoko
zann123x
KataCzy