Solaris (2002)

Reżyseria: Steven Soderbergh

Chris Kelvin jest psychologiem, który ma zbadać przyczyny zagadkowych zachowań niewielkiej grupy naukowców na pokładzie stacji kosmicznej orbitującej wokół tajemniczej, niezbadanej planety Solaris. Wszystko wskazuje na to, że Solaris wywiera niezwykły wpływ na ludzi, oferując szansę zmiany przeszłości, a jednocześnie wywołując u nich objawy niebezpiecznej paranoi.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

szkoda książki...

Film jest często błędnie analizowany jedynie pod kątem książki, której jest adaptacją, a tymczasem samodzielnie jest to interesujący, dobrze zrobiony i klimatyczny film o odkupieniu win, o iluzorycznej szansie naprawienia błędów. Adaptacje książek często są oceniane bardziej za wierność książce niż za własną wartość. I tak jak LOTR jest przeceniany, bo nie zmasakrował prozy Tolkiena, tak tutaj film jest poniżany, bo Soderbergh podszedł do książki w bardzo luźny sposób.

Trudno to w ogóle nazwać adaptacją książki, bo książka jest głównie o czym innym (niemożliwość kontaktu z obcą cywilizacją, która raczej niekoniecznie musi mieć postać krewetek i mówić po angielsku ;)). Film opiera się na jednym wątku. Można się czepiać, że skoro to tylko jeden wybrany wątek, to czemu nie zmieniono tytułu, ale to w sumie szczegół. Prawda jest taka, że sam Lem się specjalnie tego filmu nie czepiał, bo z założenia nie miał on ambicji bycia ekranizacją książki. Prawdziwie rozwścieczył Lema "Solaris" Tarkowskiego, bo wypaczał sens książki.

Film w pewnym sensie traktuje tylko o niektórych aspektach ukazanych w dziele Lema. Reżyser skupił się na aspekcie psychologicznym, podczas gdy Lem poruszał kwestie technologiczno-ewolucyjne. Ale nie zmienia to faktu, że w zakresie który został ukazany - film jest po prostu dobry. Tym którzy widzieli film a nie czytali książki, polecam książkę.

Soderbergh (był też scenarzystą filmu) wyrwał z kontekstu fragmenty powieści dotyczące relacji i pożycia Kelvina i Harey, źle je zinterpretował, albo po prostu świadomie przetworzył i uczynił z filmu dramat miłosny w scenerii sf.
Tytuł filmu powinien być inny, bo fabuła tego dzieła nie ma właściwie nic wspólnego z powieścią Lema.
Nie do końca mogę zgodzić się że Solaris porusza kwestie technologiczno-ewolucyjne. Myślę, że powieść skupia się przede wszystkim na tym na czym zwykle skupiał się pisarz, czyli na niemożliwości porozumienia się ludzkości z obcą formą życia. Lem ukazuje w większości swoich fabularnych powieści prawdopodobny scenariusz takiego spotkania które zawsze kończy się "fiaskiem" przy akompaniamencie miotaczy antymaterii i atomowych erupcji które są apoteozą ludzkiej bezsilności i strachu w kontakcie z obcym.
Wracając do filmu, to osobiście mógłbym go nawet polecić, ale tylko tym którzy książki nie czytali.

Choć nigdy nie przepadałam ani za twórczością Lema, ani za gatunkiem s-f, ten film był pierwszym w życiu, który zmusił mnie do obejrzenia go dwa razy, żebym mogła zrozumieć.
W pamięci utkwiły mi szczególnie tłumaczone wersy irlandzkiego poety, a także wspaniała muzyka.
No i ta wspaniała Natashca McElhone, której wdzięk i emocje wzruszają mnie za każdym razem.

Ten film to majstersztyk. Lem oglądał by go z przyjemnością. Może nie od razu by się kapnął, że to na podstawie jego książki, ale co tam... :)
Muzyka bardzo mocne 10.

Zdaje się, że go widział. Przed premierą mówił, że ma nadzieje, że jej nie dożyje, ale chyba dożył i obejrzał (tak mi się wydaje). Nie sądzę, żeby był zachwycony (Lem był w ogóle bardzo krytyczny wobec kina), ale zdaje się, że mimo wszystko pozytywnie zaskoczony i na pewno nie nienawidził tego filmu tak jak adaptacji Tarkowskiego.

Obraz wyjątkowy, głęboki i poruszający - czego chyba (a może i na szczęście) większość oglądających nie dostrzeże oczekując tego co dla kategorii science fiction typowe. Kino dojrzałe dla dojrzałego widza. Odwiecznie nękające człowieka pytania o sens, cel i wartość stawiane są tu przed najcięższą próbą, popychane na granice obłędu gdzie różnica pomiędzy tym co widzimy gdy mamy oczy otwarte i tym gdy są zamknięte zaczyna się zacierać...

duzulek
salander
fender
dziadborowy
chaos
bartje
peterpp2200
GARN
tlehi
exxxpresja