Surogaci (2009)

Surrogates
Reżyseria: Jonathan Mostow

Świat przyszłości. Ludzie żyją w całkowitej izolacji, a jedyny kontakt między nimi następuje za pomocą robotów, które są lepszymi wersjami ich samych. Agent FBI (Bruce Willis), a właściwie jego elektroniczny zastępca, pracuje w wydziale zabójstw. Pewnego dnia zostaje zmuszony jednak do dość ryzykownego wyjścia z domu. Nie ma jednak innej możliwości, bo tylko on sam jest w stanie zapobiec niebezpiecznemu spiskowi i serii tajemniczych morderstw.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

tragedia poprostu surogaci wyglądają jak z plastiku filma trwa 88 minut wiec wszystko po łebkach opowiedziane - tandeta

Czyli zła passa Willisa trwa? Szkoda... Bardzo szkoda.

Twórca utopijnego świata kontra dobry policjant, który cudem wydostaje się z uzależniania od surogatów - plastikowych lalek. Niby innowacje, w praktyce nie zachwyca specjalnie.

Łysy Bruce Willis z brodą jest znacznie lepszy od Bruce'a Willisa z grzywką.

Taki przedsmak "Avatara", nie jest źle, chociaż Willis miał mnóstwo dużo lepszych filmów.

Świetny pomysł i dobra realizacja, jednak brakuje tej "iskry" aby całość była przekonująca.

Bardzo ciekawa wizja świata. Naprawdę ciekawa. Pozostawia wiele niedomówień i sprzeczności już an pierwszy rzut oka, ale cały czas jest ciekawa. Sama zaś akcja dość standardowa, ot przyzwoity film akcji.

zmarnowany potencjał przedstawienia relacji międzyludzkich w futurystycznej wizji "doskonałego świata"

Takie tam nic.

dramatycznie słaby film

Pomimo fajnego pomysłu, świetnego trailera, a może przede wszystkim, bardzo udanego komiksowego pierwowzoru, film nie rzuca na kolana. Może przede wszystkim dlatego, że twórcy, miast na religijno-społecznym wątku (który gra pierwsze skrzypce w komiksie), skupili się na widowiskowych, ale nic nie wnoszących scenach pościgów, wypadków i strzelanin. Na uwagę zasługują dobre zdjęcia i świetny montaż oraz nie najgorsza gra aktorska (odczuwa się "sztuczność" surogatów, a o to chodziło).

A ten komiks to jest do dostania w Polsce? Zainteresował mnie wątek religijno-społeczny... bo sam temat filmu/komiksu ciekawy.

Niestety nie :-(

Z tego co widzę Empik jest gotów ściągnąć z zagranicy pierwszy tom (oczywiście anglojęzyczny) za około 60 PLN. Podejrzewam, że polskie wydanie kosztowałoby podobne, jeśli nie większe, pieniądze, za to byłoby pewnie na gorszym papierze.

Ale byłaby szansa na to, że któraś z bibliotek w Śródmieściu by się w tę pozycję zaopatrzyła. A tak jest nikła, podobnie jak szansa, że kupię w ciemno komiks za 60zł po obejrzeniu słabego filmu. ;-) To nic, zachowam w pamięci, może się trafi okazja.

Napisałam tę uwagę nie w celu perswazyjnym, tylko żeby sobie popsioczyć na polskich wydawców. ;) Jestem dzisiaj w marudnym nastroju.

Ok, rozumiem, że można marudzić na ceny książek. Ja jestem jednak zadowolona, że tyle się wydaje, wznawia, że człowiek nie wie, kiedy to wszystko, co tylko gdzieś na B-netce, w księgarni, czy bibliotece mignie, przeczyta. Czyli jestem w nastroju przekornym. ;-) Pozdrawiam i życzę dobrego humoru, przy następnej wymianie zdań, pewnie ja będę marudzić, bo to mój stały kłapouszkowy nastrój.

Pytanie z ciekawości, o jakie miasto Ci chodzi. Jeżeli o Warszawę, to na Śródmieściu komiksy zbierają tylko dziecięce. Szansa znalezienia tego komiksu w dziecięcej wypożyczalni jest chyba zerowa.
Co do cen książek- są za wysokie. Jeżeli o to chodzi jestem zawsze w marudnym nastroju :)

Tak, Wawa. W mojej bibliotece jest trochę komiksów. Nie tak znowu wiele, ale zdarzyło mi się wypożyczyć ciekawe. A nie jest to wypożyczalnia dla dzieci. :-)
Książki są drogie, ale jak się człowiek uprze, to kupi taniej niż po cenie okładkowej. Ja staram się czekać na takie okazje. A serce roście patrząc, jaki jest wybór. :-)

Teraz też na marudząco, ale bardziej na poważnie - jeśli chodzi o rynek komiksów, w Polsce jest trochę bryndza. Kultowe komiksy, kiedy już się pojawią, nie są potem wznawiane i jak się nie wyrwie wtedy, kiedy "rzucą na rynek", to nic tylko się załamać. Wiem co piszę, bo najpierw próbowałam dostać "V for vendetta" i "Arkham Asylum" (nakład wyczerpany) a potem "Watchmen" (w końcu pożyczyłam).

Tradycyjne książki to zupełnie co innego i chętnie przyznam Ci rację, że wybór jest duży i nie ma kiedy tego czytać :)

Potencjał tematu podejmowanego przez film - ogromny (m.in. człowieka a jego ciało, a starzenie się, komunikacja niebezpośrednia), sam film - taki sobie.

Moim zdaniem - kompletnie zmarnowany pomysł.

patrycja76
avrewska
bartje
JUMAN
alanos
AnnaSak
niebieskiptak
rafix11112
MarekNalewajski
MureQ