Synekdocha, Nowy Jork (2008)

Synecdoche, New York
Reżyseria: Charlie Kaufman
Scenariusz:

Autor Zakochanego bez pamięci, Adaptacji i Niebezpiecznego umysłu debiutuje jako reżyser niezwykłej historii twórcy teatralnego, który pracuje nad dziełem życia – spektaklem realistycznym w każdym calu. Lata mijają, a Caden Cotard (Philip Seymour Hoffman) coraz bardziej pogrąża się w pracy nad swoją przełomową sztuką. Powoli zaciera się granica między fikcją a rzeczywistością. Kaufman wprowadza nas w niezwykle zwodniczy świat. Synecdoche, New York jest dokładnie tym, o czym mówi jego definicja: częścią całości lub całością części, ogółem szczegółów lub szczegółem ogółu. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Film zaczyna się w klimacie "Dnia świra”, ale po jakichś 30 minutach akcja przestaje się rozwijać i film zaczyna nudzić. Hoffman przypomina mi Kondrata w roli Adasia Miauczyńskiego, ale Kondrat dużo lepszy. Komedia? Dramat? O, tak, film jest dramatycznie zrobiony. :P

Świetny scenariusz ale mogło z tego powstać coś o wiele mocniejszego. Mimo wszystko poruszający i skłaniający do myślania, a to już i tak sporo. Kilka niespodziewanych monologów. "Fuck everyone! Amen."

Bohater niemal całkowicie oddaje się pracy nad spektaklem, który w jego przekonaniu jest dziełem epokowym, Efektem jego "pracy" jest zaniedbana córka, zniszczone małżeństwo oraz seria nieudanych romansom, służących zaspokajaniu chwilowych zachcianek.
Dla mnie to film o wyolbrzymionym męskim ego.

Każdy film Kaufmana jest innowacyjny, ale czasem innowacyjność niepewnie balansuje z pretensjonalnością i moim zdaniem Sunecdoche, New York jest niestety zwyczajnie filmem pretensjonalnym. O samotności co prawda, ale w wyjątkowo przeintelektualizowany sposób.

Podejrzewam, że zrozumiałem około połowy tego, co w tym filmie było. I za to oceniam.

Wow, powalający film. Momentami ciężki i bardzo niejasny, ale cały czas przykuwa uwagę. Wielowątkowy - jednym z głównych jest przemijanie. Przeraził mnie i ... zafascynował. Polecam zdecydowanie... mocna dawka schizofrenii.

Ano, porządnie popieprzony film. Wydawało mi się, że śledzę fabułę mniej więcej do połowy, potem się pogubiłem. Musiałbym obejrzeć po raz drugi, żeby to sobie poukładać. Miałem jednek wrażenie, że to nie ja jestem tu winny tylko Kaufman który zrobił film bardzo "wewnętrzny", celowo jakby nie dając do niego wszystkim dostępu. Jak widać jednak niektórym dał :)

film,który boli.


Film o zapętleniu życia. Artysta mianuje swoje życie jako jedyną wartościową rzecz. Przedstawienie go na scenie i paradoksalne zwielokrotnienie jest próbą uchwycenia autentyzmu. Raczej nie prawdy, tylko autentyzmu. Własna biografia, wydaje się najbardziej realną rzeczą. Bohater szuka na scenie błędów, jakich popełnił w życiu - ciągle pyta; Czy cokolwiek zależy od niego? Czy rzeczywiście jest wrażliwy? Bardzo skupia się na sobie. Nikt nie jest wolny od patrzenia na świat przez pryzmat siebie. Nasza osobowość jest nam najbliższa, nawet jeśli nie do końca ją lubimy.
Może to paradoksalne, ale na poziomie scenariusza film jest zrozumiały. Oczywiście, że elementy absurdalne są zaskakujące, ale pewne sprawy są przewidywalne. Obraz jest próbą odzwierciedlenia sposobu myślenia. Umysł zawsze podpowiada jakieś wersje alternatywne, prowadzi do hiperboli (np. o kreskówki z tv, w którym wesołe głosiki śpiewały o depresji człowieka). Odbiór świata zależy od osobistego nastawienia człowieka.

Nie wiedziałem, czy bardziej chcę roztrzaskać laptopa, czy obejrzeć go jeszcze raz. Ten film to przedziwna konstrukcja. Rozrasta się wokół tak, że w którymś momencie nie da się już jej okiełznać. A może się da. Nie wiem, zgubiłem się i było super.
Jeśli ten film zostawi Cię obojętnym, znaczy, że koleżanka miała świetny dekolt, albo że go przespałeś. Nie, zasnąć się nie da.

Naprawdę blisko mojego ideału. Pierwsza godzina za dychę, potem nieco siada i traci klarowność. To przenikanie się rzeczywistości, snu i wyobraźni jest mistrzowskie.

agryppa
Farary
NwF
NwF
magmik1319
MureQ
lapsus
jakilcz
inheracil
Greedo