Zaplątani (2010)

Tangled
Reżyseria: Nathan Greno, Byron Howard

Oto pełna przygód i niespodziewanych zwrotów akcji opowieść o dziewczynie, która miała najdłuższe włosy na świecie. Złotowłosa księżniczka została porwana jako dziecko z zamku swoich rodziców i uwięziona w samotnej wieży. Teraz jest już nastolatką, która z pomocą pewnego złodziejaszka ucieka na wolność i wyrusza w niesamowitą podróż. Razem ze swoim nowym pomocnikiem musi zmierzyć się nie tylko z groźnym pościgiem, ale także z… burzą blond włosów.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Się podobało. Aż zdziwiony byłem. Postaci (zwłaszcza Roszpunka) są tak rozkoszne, że nie sposób filmu nie polubić. Szkoda tylko, że historia strasznie standardowa. Dubbing na prawdę przyzwoity i zgadzam się z innymi co do piosenek, nic specjalnego, mogłoby ich nie być. Mocne 6. Lepsze to niż kolejne coraz gorsze części Shreka.

Taka mocna piątka... Genialna narracja Macieja Sthura i ogólnie dobry dubbing, choć sporo jest kiepskich gagów przemieszanych z naprawdę zabawnymi. ZUPEŁNIE niepotrzebne i wręcz PRZESZKADZAJĄCE 3D - widać, że do filmu dodano wiele kiepskich "ujęć" tylko po to, żeby pokazać tę głębię. Widać również chęć powrotu do wielkich filmów Disneya jak Herkules czy Król lew, jednak częstotliwość piosenek jest wręcz nudząca. Równie dobrze mogłoby ich w ogóle nie być, a film nic by nie stracił.

Sympatyczny i zabawny, chociaż wtórny potwornie. Kilka scen żywcem wziętych z innych bajek - Shreka, Pięknej i bestii, Aladyna... Historia prosta jak konstrukcja cepa. + 1 punkt za świetne postacie poboczne, zwłaszcza konia Maksa. Za to zdecydowanie przesadzili z piosenkami - drażniły mnie potwornie, czego nie odczułam jeszcze nigdy przy filmie Disneya.Polski dubbing tradycyjnie dobry, chociaż przy 2-3 postaciach pobocznych miałam problemy ze zrozumieniem tego, co mówią.

Znowu? Czy oni nigdy się nie nauczą, że dubbing ma pomagać w rozumieniu filmu? Dobrze, że się nie wybierałem na "Zaplątanych"

Właściwie to były to dwie trzecioplanowe postacie. Jeden z bandytów i dowódca straży pałacowej. W tym drugim przypadku facet miał mieć akcent (francuski? Niemiecki? Czort go wie). Aktor z tym akcentem ostro przeholował. Pomijam kwestię piosenek, w starych bajkach zawsze śpiewacy mieli doskonałą dykcję, tutaj (poza Stuhrem) porażka...

Bandyta o historii walk godnej Gołoty z dykcją jak z teatru narodowego? No nie przeginaj. Jak dla mnie drugi miał być stylizowany na austriacką gwardię królewską/cesarską/whatever. Jakoś tak niemiecki akcent przywodzący na myśl CK dezerterów w połączeniu z takim mundurkiem moje myśli ciągnął w tamtą stronę.

Wtórny, kiczowaty, nieśmieszny, oparty głównie na slapstickowych gagach ("ojej, ale jestem niezdarna, uderzyłam się patelnią w głowę!"). Główna bohaterka Roszpunka vel Rapunzel* wygląda jak lalka Barbie o oczach wielkości główek kapusty i jest idiotką z zaburzeniem afektywnym dwubiegunowym. Pozostałe postaci też jakiejś szczególnej sympatii nie budzą. Do tego dochodzą irytujące piosenki i fatalne zakończenie. Cztery głównie za wrażenia wizualne.

* czyt. Rejp-łans-'er

Śmieszne, słodkie, w stylu klasycznego Disneya. Czego chcieć więcej od bajki?;)

Warto czasem obejrzeć i Disney'owską bajkę. Bardzo sympatyczne, aromatyczne kino dla dzieciaków.

Aromatyczne, czy romantyczne? :-)

Na pewno bardzo zabawny - mnóstwo slapsticku, który dobrze się ma już tylko w animacji. Ale też genialny Maciek Stuhr, zaskakująco dobra kreacja Kamińskiej (szacun!) - oboje świetnie wcielili się w nastolatków. Tu z kolei punkt dla reżyserii: Mimika Flynna oraz nastroje Roszpunki - pierwsza klasa! Znakomita postać matki (naprawdę niezła Stenka) podobna do Cher i postaci z Gnijącej panny młodej, przezabawny koń tropiący... Lżejszy niż Shrek, ale to nie musi być wada - po prostu mniej ważny film.

Typowa historia o księżniczce, "księciu" złodziei, 2 zwierzakach i potwornej broni. Utrzymana w klimatach Shreka, hołdująca zasadzie 2 głupków, mało odkrywcza historia. Jednak ilość śmiechu jakiej doświadczyłem podczas patrzenia pozwala wybaczyć większość niedociągnięć.

Sporo fajnych drugoplanowych postaci ("mamusia", koń i obleśne, śpiewające zbiry z karczmy) i trochę fajnych fragmentów. Szkoda tylko, że główni bohaterowie są tak ewidentnie obliczeni na to, żeby być cool, a wychodzą nieco irytujący i bez poważniejszych cech szczególnych - raczej nie mają większych szans, żebym ich zapamiętała na dłużej. Sprawdza się jako film dla dziewczyn. I dla mam, które mają córki - niech widzą, że nie warto izolować dziecka, bo się potem zakocha w byle kim...

Niby nieodkrywcze,banalne i bez zaskoczeń, ale za to sympatyczne, nietandetne, dość naturalnie śmieszne - w sumie od bajki wyraźnie skierowanej do dzieci (a zwłaszcza do dziewcząt) nie można oczekiwać dużo więcej. A dorośli znajdą zgrabne nawiązanie do "Blade Runnera", czyli coś, czego się nie można było spodziewać. Swoisty minus: Disney ukradł glupawe półuśmiechy od Dreamworks - no wiecie co?

Blade Runner? Muszę sobie powtórzyć albo Zaplątanych, albo Blade Runnera.... ;)

Względnie możesz zapytać gugla ;-)

ok. Znalazłam. Chyba jestem tępa, bo jakoś kompletnie tych dwóch rzeczy nie połączyłam :D

Klasyczny w swym wydaniu, dzięki czemu jest o wiele lepszy od wielu disneyowskich produkcji ostatnich lat.

Rapunzel braci Grimm wygląda na baśń niespecjalnie nadającą się do ekranizacji przez Disneya. Gdyby zrobili to wiernie kategoria R byłaby niemal pewna. "Zaplątani" To sympatyczny film, ale zrobiony wbrew logice baśni. Bandyci śpiewający piosenki i kolekcjonujący figurki jednorożców? To tak jakby wilk przeszedł na wegetarianizm i zaprzyjaźnił się z Czerwonym Kapturkiem. Bohaterowie nie mieszczą się w baśniowych kategoriach jednoznacznie operujących takimi pojęciami jak dobro i zło. Disneyowska Roszpunka to niewdzięczna nastolatka, zaś jej książę jest złodziejem, który nie zostanie ukarany. "Zaplątanych" ogląda się nieźle, ale to krok w złym kierunku, jak tak dalej pójdzie ktoś wyprodukuje łagodną wersję "Czerwonych trzewiczków", a tego już nie zniosę.

Pfff, niewdzięczna nastolatka, ładny mi zarzut w stosunku do kogoś, kogo zamknięto w domu z perspektywą przesiedzenia tam całego życia. To naturalne, że dziecko opuszcza rodziców, by samodzielnie ułożyć sobie życie. Matka jest co prawda przybrana i nie zależy jej na Rapunzel tylko na własnej urodzie itd itd. Ale jej motywacja jest mniej ważna niż fakt, że księżniczka zamierza po raz pierwszy w życiu sprzeciwić się woli kogoś, kogo uważa za swojego rodzica. To jest po prostu osobna opowieść, luźno inspirowana Grimmami.

W wypadku baśni to nie jest taki zły zarzut. Może mam niewłaściwe zdanie na temat twórczości dla dzieci, ale wydaje mi się, że takie wersje baśni jak ta są krzywdzące. Usunięty został aspekt moralny. Samo zamknięcie w wieży zostało pokazane jak zakaz wyjścia z koleżankami na kinderparty :P Źli nie są źli, dobrzy nie są dobrzy.

Sytuacja Rapunzel przypomina trochę los Quasimodo z "Dzwonnika z Notre Dame" - oboje są wychowywani przez ludzi, którzy wyrządzili im niegdyś krzywdę, oboje o tej krzywdzie nie wiedzą, oboje chcą wolności. Mimo to nawet nie przyszło mi do głowy, by nazwać Quasimodo niewdzięcznikiem i bardzo go żałowałam, gdy za wyjście z wieży spotkała go zasłużona kara. Może dlatego, że "wyżywię Cię i wychowam, a Ty w zamian nie opuszczaj wieży" to nie jest uczciwy deal, tak samo jak "wychowam Cię, a Ty zostań prawnikiem". Faktycznie może to być kwestia zbyt skomplikowana jak na film dla dzieci, a do jej przedstawienia można mieć wiele zastrzeżeń (kinderparty indeed), ale w ogóle w baśniach bohaterowie pozytywni niejednokrotnie robią rzeczy co do zasady naganne (np. Aladyn udaje księcia, by zdobyć księżniczkę) i uchodzi im to na sucho, bo są pozytywni.

"Roszpunka" jest dla mnie ważna z przyczyn osobistych. Wiem, że to głupie zachowywać dziecięce zauroczenie opowieścią o wieży, mocnych włosach, miłości i ślepocie (kolejność w miarę przypadkowa). Dlatego nie jestem w stanie oderwać "Zaplątanych" od literackiego oryginału. Prawdopodobnie to co napiszę dalej będzie stekiem bzdur, ale jak już Esme zauważyła mam inny deal z rodzicami niż zostanie specjalistą od literatury niemieckiej i filmu :)

Ta baśń, podobnie jak inne zebrane przez Grimmów, jest wyrazem pewnego postrzegania świata. W tym modelu nieważne są motywacje, intencje, potrzeby jednostek. Liczą się czyny, jeżeli robisz coś wbrew zasadom musisz za to zapłacić. Czysta odpowiedzialność obiektywna, nikt nie pyta "dlaczego?". Jest to straszne i na swój sposób piękne. Proszę nie mieć mi za złe, że "Zaplątani" nieposługujący się w ogóle kategoriami moralnymi mnie wkurzają. Może tylko ja tu widzę problem, a to chyba dość ważny aspekt twórczości dla dzieci (okazjonalnie przybrałem piórka moralisty). Dzwonnik z Notre Dame i Aladyn to postaci z innych porządków, które nie są tak nastawione na to by w przyrodzie bilans występków i kar zawsze wychodził na zero. Poza tym mają usprawiedliwienie (na gruncie "Roszpunki" oczywiście niewystarczające) jakim jest miłość. Siksa z "Zaplątanych" idzie podbijać świat.

Ale czy to jest w ogóle moralność, jeśli chodzi tylko o bycie nagradzanym/karanym za stosunek do cudzych norm? To raczej tresura

Moralnością w każdym razie na pewno nie jest uleganie własnym zachciankom z pełną świadomością tego, że kogoś może to zranić, a właśnie to robi siksa z "Zaplątanych".

Ta wersja baśni jest owocem typowo amerykańskiej, indywidualistycznej filozofii, zgodnie z którą prawo jednostki do samorealizacji stoi wyżej niż społeczne ograniczenia, w tym, wygląda na to, wdzięczność wobec rodziców. Że ta samorealizacja jest tutaj przedstawiona w średnio inteligentnej postaci chęci obejrzenia mrugających światełek, to już osobista klęska scenarzystów. Nie jest to z pewnością materiał do moralnej edukacji dziatków, ale nieźle nadaje się do zaszczepiania im przekonania, że do szczęścia należy dążyć po trupach, co w sumie jest lepszym gwarantem sukcesu w życiu. :)

W ogóle Disney ma na koncie różne podejrzane wolty tego rodzaju. W "Królu lwie" Simba, który sądzi, że jest winien śmierci własnego ojca, nawet nie próbuje odpokutować mniemanej winy, tylko bimba sobie z Pumbą i Timonem, póki nie zmobilizuje go kobieta.

Odpowiedzialność u Grimmów jest za to rozciągnięta chyba przesadnie. Na ile się orientuję, Rapunzel została zamknięta w tej wieży z powodu tego, co zrobili jej rodzice. To oni naruszyli zasady, ona zaś musiała za to płacić. Poza tym znowu - oddanie dziecka jako pokuta za podbieranie ziół, co to za bilans właściwie...

Ja oczywiście też się nie znam, to tylko takie sobie luźne gadanie.

W "Roszpunce" jest system norm regulujących np. własność - kradzież tytułowego zielska ukarana utratą dziecka. IMO daje to wyraz jakiejś aksjologii, odmiennej od naszej, jeszcze zawierającej ślady przedchrześcijańskie, bez miłosierdzia. Moralnie jest nie kraść i nie uwodzić niewiast, czyli nie robić tego co może prowadzić do osłabienia plemienia. Jeżeli przyjmiemy, że baśnie braci Grimm przechowują w sobie jeszcze ślady kultury ludów germańskich (zdaje się, że taki był cel) to nie ma co się dziwić, że odpowiedzialność spada na dzieci. Germanie nie uznawali jednostkowości, podmiotem był dopiero ród. Nie ma tam miejsca na indywidualizm. To moralność świata dalekiego od stabilności, więc jest skorelowana tak by wzmacniać grupy i nie przejmować się motywacjami jednostek.

No dobrze, ale sam przyznajesz, że tak sformułowana moralność nie przystaje do współczesnego systemu etycznego. Kanoniczna ekranizacja "Roszpunki" byłaby raczej filmem dla dorosłych, a przerobienie jej na film dla dzieci wymagałoby pewnie sporych zmian i zachowałyby się głównie długie włosy...

Zdaje się, że cały czas się trzymam tego zdania :) "Roszpunka" jako literatura dla dzieci się nadaje, film w wersji 1:1 raczej nie. Ot, kulturowe paradoksy :)

Co nie znaczy, że tej historii nie dałoby się przerobić na nieco bardziej współczesną modłę. Disney ma na koncie dobrze uwspółcześnione baśnie. Różnica jest taka, że np. z "Małej syrenki", która jest protestanckim koszmarem zbudowanym na bezwzględnej konieczności zapłaty za szczęście, wydobywa coś więcej. Akcentuje miłość i siłę tego uczucia. Przy czym nie robi ze swoich bohaterów wozów opancerzonych zmierzających do idiotycznego celu.

Nie wiem jak ty, ale ja dostrzegam różnicę pomiędzy przerobieniem baśni i zrobienia z niej melodramatu ("Roszpunka" aż się prosi) a dorobieniem ekstra długich włosów Hanie Montanie. Nieprzystający system etyczny zastąpiony jego brakiem, dziękuję nie biorę :) Białe powinno być białe, czarne czarne (przynajmniej w baśniach, a nie u Tarantino :)). A nie, że lecisz z pierwszym lepszym na podbój świata. To chyba ma być baśń, a nie "Bonnie i Clyde".

uroczy film, rewelacyjna animacja, dobry polski dubbing

Naprawdę rewelacyjny polski dubbing i piosenki:) Słodziutkie

To jednak bajkowe romansidło dla dzieci z piosenkami inside, a nie rasowy film animowany dla takich staruchów jak ja. Będę miał dzieci (pfu!), to może docenię.

IIiiii tam, się nie znasz:P

Genialna projekcja. A sama mimika głównej bohaterki nie pozostawia nic do życzenia. Jest po prostu genialna. Sama fabuła przyjemna. Moim zdaniem nie tylko dla dzieci, ale rownież dla dorosłych dobra pozycja na wieczór.

MRZVA
wolus
helen
nikanika
angelgirl
skarlx
KataCzy
jayb85
TheShowStopper
Luthien164