Pojutrze (2004)

The Day After Tomorrow
Reżyseria: Roland Emmerich
Scenariusz:

Czy świat stoi u progu nowej epoki lodowcowej? To pytanie od lat zadaje sobie klimatolog Jack Hall (Dennis Quaid). Hall przekonany jest, że globalne ocieplenie prędzej czy później doprowadzi do katastrofalnych zmian klimatycznych na naszej planecie. Wyniki badań, które przeprowadził na Antarktydzie, pokazują, że podobna katastrofa miała miejsce już wcześniej, dziesięć tysięcy lat temu. Wszystko wskazuje na to, że wydarzy się ponownie: od Antarktydy odrywa się olbrzymi kawał grubej pokrywy lodowej, a całym globem wstrząsa seria niezwykłych kataklizmów. Na Tokio spada grad wielkości grejpfrutów, Hawaje pustoszy huragan wiejący z niesamowitą siłą, w Indiach zaczyna padać śnieg, a Los Angeles zostaje niemal zmiecione z powierzchni ziemi przez gigantyczne tornado. Obawy Jacka potwierdza jego kolega ze Szkocji, profesor Rapson (Iam Holm) - słodka woda z topniejących czap polarnych zalała oceany, zakłócając prądy morskie, które stabilizują klimat na naszej planecie. Efekt cieplarniany sprawił, że Ziemi grozi nowa epoka lodowcowa, która nadejdzie po wielkiej, globalnej burzy...
Podczas gdy Jack stara się przekonać Biały Dom o nadciągającej katastrofie, jego siedemnastoletni syn Sam (Jake Gyllenhaal) bierze udział w olimpiadzie szkolnej w Nowym Jorku. Temperatura gwałtownie spada i Manhattan zalany zostaje przez gigantyczną powódź. Sam chroni się w gmachu biblioteki publicznej, skąd udaje mu się dodzwonić do ojca. Jack ma czas, by przekazać mu jedno ostrzeżenie: pod żadnym pozorem nie wychodź na zewnątrz... Gdy władze zarządzają natychmiastową ewakuację południowych regionów kraju, Jack wyrusza do Nowego Jorku, by ratować Sama. Od dawna przepowiadał nadejście kolejnej epoki lodowcowej. Nie przypuszczał jednak, że stanie się to jeszcze za jego życia...

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Wolę filmy, które choć trochę poważnie traktują prawa fizyki. Poza tym: bardzo sprawnie zrobiony hollywoodzki film katastroficzny.

Typowa amerykańska produkcja na poprawę amerykańskiich nastrojów. Dobre efekty specjalne, pod względem "katastroficznym" jest bardzo dobrze, ale nic poza tym. Za dużo patosu, za mało rzeczywistości, objerzeć można ale cudów nie należy się spodziewać.

Prorocze, widowiskowe, proste, ale i udane. Świetne kino rozrywkowe, o tym trzeba pamiętać - ROZRYWKOWE, nic więcej.

Dobra koncepcja filmu, niesamowite efekty specjalne. Wciągający. Choć są pewne braki w scenariuszu.

Scenariusz... kiepski i naciągany, ale widowiskowo jest ;)

Dość zabawny: (SPOILER) Cały film zmierza do punktu kulminacyjnego, gdzie ojciec ma uratować syna -- choć nikt nie wie jak, ale po scenach zamarzniętego Manhattanu budżet się wyczerpał i końcówki już nie nakręcili...

Polecam "2012". Po tym filmie nie można mieć niedosytu widowiskowości. Trailer nie pokazuje klimatu filmu i naprawdę warto wybrać się do kina.

YEah! Emmerich niech zyje on i jego katastroficzne (dosłownie) kino!

Queer, co z notką? Fani się niecierpliwią :)

fajny film.

Całkiem nieźle jak na katastroficzne Hollywood.

niebieskiptak
papuga
duzulek
Mancipationc
Danielito
jumolugig
asthmar
Montago
Blue2012
KasiaKhadraoui