Łowca jeleni (1978)

The Deer Hunter
Reżyseria: Michael Cimino

Michael, Steven i Nick dostają powołanie do wojska. Zostają wysłani do Wietnamu. Wpadają w pułapkę Wielkongu i trafiają do obozu jenieckiego. Są tam zmuszani do gry w rosyjską ruletkę o własne życie. Kiedy udaje im się wydostać z niewoli, Michael i Steven wracają do kraju. Nick pozostaje w Sajgonie. Szok, jakiego doznał w obozie pozostawił w jego psychice trwały ślad.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Scena rosyjskiej ruletki zapada w pamięć na długo.

Wzruszająca i przejmująca wizja wojny. De Niro zagrał dziwną postać - człowieka zarazem silnego i kochającego życie. Muzyka niesie w sobie taki ładunek emocji, że nie tylko podkreśla melancholię i afirmatywne piękno filmu, ale działa także sama w sobie.

Film jest bardzo trudny do zrecenzowania. No, ale coś trzeba napisać :)
FIlm próbuje pokazać, jakie zniszczenia w psychice może spowodować wojna. Dla mnie osobiście najbardziej wymowną sceną tego filmu jest ta, w której De Niro z Walkenem zaczepiają na weselu żołnierza, żeby im powiedział, jak to jest w Wietnamie, na wojnie.

Genialny film antywojenny. Przedstawiający bezsens wojny.

Dziękuję, Nula, ten film był powalający.

Ciekawe w tym filmie jest oddzielenie kontrastowych rozdziałów opowieści swoistą, grubą kreską. Nie ma np. żadnego pomostu pomiędzy pierwszą częścią, sielankową a częścią wietnamską, wstrząsającą. Jest w tym filmie też jakaś dziwna maniera, coś dla mnie nieuchwytnego jeszcze. To coś początkowo mnie irytowało, ale z czasem zaczęło mi odpowiadać . Dziwny film, z bardzo specyficzną narracją, na poły zdystansowaną i zimną, na poły pełną przejęcia i skupienia. Trzygodzinna frapująca uczta filmowa.

Mądry film o bezsensie wojny i prawdziwej przyjaźni. Popis wielkich aktorów. Polskie "na zdrowie" bardzo zaskakujące, a utwór gitarowy przewijający się przez cały film jest mistyczny.

A to nie było rosyjskie "na zdarowie" czasem?

Też mi się wydaje, że bohaterowie byli raczej rosyjskiego pochodzenia i że to było rosyjskie wesele. Ale grunt, żeby na zdrowie wyszło, tak czy inaczej ;)

Film oglądałem bardzo dawno temu, to dokładnie już nie pamiętam.

Ten film jest znakomity, i jeśli maiłbym coś napisać negatywnego to, że ilekroć go oglądam końcówka mnie przeraża. Myślę, że "to zasługa" Walkena. Scena w której siedzi na parapecie w szpitalu wojskowym i nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie to jedna z najmocniejszych scen w historii amerykańskiego filmu. .

Emocjonalnie rozedrgane kino o ranach, które nigdy się nie goją i o ludziach wysłanych przez własny kraj do piekła. Wojny jest tu tak naprawdę niewiele, jednak te parę scen to prawdziwa trauma. Zasłużona nagroda dla Christophera Walkena i dojmujące, gorzkie wykonanie amerykańskiego hymnu. 8/10 z możliwością awansu.

Tylko 8, phi ;)

Aktorsko to w ogóle majstersztyk, dodajmy jeszcze nominowanych do tfu tfu Oscara Roberta de Niro i Meryl Streep. U mnie 10, ale pewnie inaczej się odbiera takie filmy, gdy się je ogląda jako nastolatek, dawno dawno temu, a inaczej dziś, w zalewie dziesiątków filmów o tej tematyce. W sporej mierze korzystających zresztą z pomysłow "Łowcy jeleni".

Mam wrażenie, że ten film dogłębniej dociera do męskiej części widowni. Męska przyjaźń, zwłaszcza w pierwszej godzinie filmu jest ukazana niebywale. Sceny w barze i na polowaniu są wyjątkowe.

Mnie osobiście bardziej interesuje wymiar społeczny "Łowcy" niż męska przyjaźń wyrażająca się wspólnym strzelaniem do zwierząt. Wojna w Wietnamie odcisnęła dramatyczne piętno na całym pokoleniu i ten film przedstawia to bardzo dobitnie.

Z jednej strony film świetnie wyreżyserowany i zagrany, ale to znowu historia o tych biednych Amerykanach co pozabijali Wietnamczyków i teraz tak bardzo cierpią. Poza tym ten cały motyw z ruską ruletką jest dosyć kiczowaty i chyba bardziej by mi pasował do jakiegoś filmu z Van Dammem niż poważnego kina wojennego. Sam nie wiem jak to ocenić, niech będzie ta siódemka.

Wg mnie to jest raczej historia o tych zwykłych Amerykanach, którym zrujnowano życie, wysyłając ich na wojnę i każąc zabijać. Wtedy jeszcze obowiązywał powszechny pobór do wojska (choć synkowie bogatych rodziców tradycyjnie się wykpiwali) i nie było "nie chcę". Wojny jest tu w sumie niewiele, znacznie więcej miejsca zajmują próby poradzenia sobie w tym, co się przeżyło.

Może i masz rację, ale po prostu męczy mnie ta niesamowita ignorancja jeśli chodzi o Wietnamczyków w amerykańskim kinie. Nawet w tych filmach uznanych za lepsze zazwyczaj to są bardzo jednowymiarowe postacie. Maniakalni mordercy i bezimienne ofiary. I do tego ciągle ta martyrologia, niczym z tandetnej klasyki polskiej literatury. Zawsze irytowało mnie to ciągłe umartwianiem się nad losem Polaków na lekcjach polskiego i podobnie mam z biednymi Amerykanami w Wietnamie. Co za dużo to nie zdrowo.

Ty to na pewno masz rację. Z drugiej trony, skoro Amerykanie nakręcili tyle filmów o tym, jakim koszmarem była wojna w Wietnamie, to znaczy, że ich to nieźle trzepnęło. Oni nie mają takiej skłonności do umartwiania się jak my, więc coś jest na rzeczy. I'm just saying ;)

Mnie nie denerwuje pokazanie w tym filmie Wietnamczyków, bo też nie uważam, żeby chodziło tu o pokazanie prawdy o wojnie. Chodzi o pokazanie wstrząsu, jakim była ta wojna dla życia zwykłych ludzi, dla ich psychiki i relacji między nimi. I to jest w tym filmie mistrzowskie.

Dla mnie to przede wszystkim film o przyjaźni. Wolę pierwszą, nie wojenną część.

duzulek
Hobohemiaao
Danielito
salander
avrewska
zann123x
dyzmus
KataCzy
dvdmaniak
mkvili