Infiltracja (2006)

The Departed
Reżyseria: Martin Scorsese

Sprytny gangster infiltruje bostońską policję i uczestnicząc w kolejnych szkoleniach, powoli wspina się po szczeblach policyjnej kariery. W tym samym czasie pewien policjant w ramach prowadzonego śledztwa, przenika do szeregów mafii. Remake filmu Infernal Affairs.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Rewelacyjny film sensacyjny. Zaskakujące zwroty akcji, dosyć skomplikowany scenariusz. Świetnie zagrane, chociaż cały czas zastanawiałam się, czy DiCaprio i Damon nie powinni zamienić się rolami. Bardzo dobra muzyka. Świetnie spędzone 2,5 godziny. Polecam.

Jeszcze zapomniałam wspomnieć, że to film, w którym wreszcie świetna gra Nicholsona nie przyćmiewa innych aktorów, zwłaszcza DiCaprio i Damona.

Hm.

Ciut zbyt zagmatwana.

Dłużyło mi się i nudziłam się. Żadnej akcji. Ciągle tylko strzelaniny, podchody, krętactwa, inwektywy. Tyle dobrego słyszałam o tym filmie, że spodziewałam się czegoś lepszego niż zwykła sensacja.
Pozytyw to Nicholson i di Caprio. I jedna kwestia: Nie masz w domu kotów i to mi się podoba. :)

"Gorączka" XXI wieku. Film wybitnie dobry w swojej kategorii. Mimo, że to "tylko" remake. Fantastyczny Nicholson, bardzo dobry Damon i -- o dziwo -- DiCaprio.

Po raz piwerszy spojrzałem na DiCaprio jak na gościa, który może komuś przylać, a nie przytulić. Matt i Jack jak zwykle śwetni. Film potrafi zaskoczyć, całość jest dobra za wyjątkiem końcówki. Fajnie, że nie kończy się banalnie, ale szkoda że kompletnie nic z tego nie wynika. Mimo to oceniam wysoko.

Efektowne zabójstwa, ale do Szekspira to jeszcze daleko.

Właściwie nie ma słabych punktów - nawet Matt Damon się zdyscyplinował. Świetna muzyka, doskonale zbudowany nastrój, Nicholson jakby stworzony do swojej roli. Mogę mieć zastrzeżenia do końcówki, ale nic nie powiem, bo aż szkoda krytykować taki znakomity film.

O dziwo dobry, choc wciaz wole oryginal ("Infernal Affairs", Hong Kong 2002).

Bardzo nie lubię Dicaprio ale po tym filmie zmieniłem o nim zdanie. Zagrał świetnie !. Warto poświęcić 2,5 h na śledzenie kariery detektywa policji stanowej na usługach przestępców skonfrontowanej z codziennością agenta infiltrującego mafię. Kolejnym plusem jest nietypowe zakończenie filmu :)

Zamerykanizowana kopia kina z Hong-kongu.

Byłam pod wielkim wrażeniem tego filmu i wcale mi nie przeszkadza, że to remake. Uważam, że obiektywnie jest wybitny, niezależnie od tego, czy "Infernal affairs" go przewyższa, czy nie.

Zgodzę się. Ale bardzo możliwe, że gdybym wcześniej obejrzał Internal Affairs, mówiłbym inaczej. Do Infiltracji podchodziłem jako do osobnego dzieła i wyszedłem zdruzgotany. Sensacja jakiej dawno nie widziałem w kinie bez specjalnych wad.

Nieprawdopodobnie żałosne, pompatycznie beznadziejne kino. Mam nadzieję, ża Pit jako producent nie zarobił ani grosza, bo wszystko wydał na gaże dla gwiazdorów.

Aż tak źle? Widziałem ten film i wydawał mi się zwykłym, sprawnie zrobionym kinem akcji. Oczywiście zasadniczo uważam, że bezsensem jest robić remake, skoro istniej dobry oryginał, no ale rynek amerykański rządzi się swoimi prawami.
Nie widzę jednak nic w tym dobrze zrealizowanym i dobrze zagranym filmie, co mogłoby wywoływać aż tak skrajną reakcję. Jesteś pewien, że nie pomyliłeś tytułów? ;))

Też mnie mocno zadziwiła ta opinia. Dla mnie The Departed to prawie bezbłędnie zrealizowany film akcji. Nie wiem czy jest lepszy czy gorszy od oryginału, ale co za różnica, jak broni się sam.

Nie, nie pomyliłem tytułów :-). Film rozczarował mnie pod wieloma względami. Pierwsza rzecz to tandetna scenografia i zdjęcia. Sceny we wnętrzach przypominają tanie filmy kategorii C z lat siedemdziesiątych, plenerów nie ma chyba w ogóle, a wiekszość zdjęć na ulicach to również studio w jakości amerykańskiej masówki dla gospodyń domowych. Rzecz druga to scenariusz i postaci bohaterów. Nie chcę tutaj stworzyć spoilera, więc będę oględny. Historia trzyma w napięciu i pomysł postawienia przeciwko sobie dwóch "kretów" jest wyjątkowo oryginalny, bo przecież stwarza niezwykłe możliwości dramaturgiczne. No ale to zawdzięczamy chińskiego pierwowzorowi. Jak na tym tle wypada plejada gwiazd? W mojej opinii bardzo słabo. Są to bezwzględnie najlepsi amerykańscy aktorzy i dają z siebie co mają najlepszego. Niestety ich wysiłki nadania postaciom głębi i charakterologicznej wiarogodności spełzają na niczym w obliczu tego jak opowiadana jest nam historia. Może to również zawdzięczamy chińczykom o jakże różnej estetyce filmowej. Jeżeli jednak robi się remake z reżyserem gwiazdą to chyba można oczekiwać czegoś więcej niż kopii w każdym calu. No cóż, nie wiem jaki był zamysł Scorsese, myślę jednak że przydługie sceny rozmów bohaterów i ich wzajemne emocjonalne relacje miały stworzyć dramat uczuciowy, a wyszły z tego żałosne wypociny za grosz mnie nieprzekonywujące. Również co mnie uderzyło to zwroty akcji następujące w stylu "deus ex machina". Bardziej to pasuje do "Wielkiej draki w chińskiej dzielnicy" niż do wysiłków gwiazdorskiej obsady próbującej stworzyć jakieś dramatyczne widowisko. Tak, bezwzględnie nie pomyliłem tytułów :-).

Ciekawe jak odmiennie można odebrać film. Ja właściwie nie mam do niego żadnych zarzutó. Trzymał mnie w napięciu przez cały seans, a rolę Nicholsona uważam ze wybitną. Ale nie widziałęm oryginału.

Rarytas spod ręki Scorsese.

Świetnie zagrany słaby remake słabego pierwowzoru.

i 3? ale dlaczego?

no nic w tym filmie nie było: ani napięcia, ani oryginalności, ani zaskoczenia - czyli tych wszystkich elementów, których oczekujemy od kina sensacyjnego

Zaskakująco zróżnicowane oceny zbiera Infiltracja, jak na tak konwencjonalny film akcji. Dla mnie -- świetnie zagrana, wciągająca historia z niestandardowym zakończeniem -- starczy żeby wyróżniał się wśród amerykańskich filmów akcji. Za rolę Nicholsona punkcik w górę.

Film akcji bez akcji. Moim zdaniem Scorsese dodatkowo dodatkowo popsuł remake, zmieniając zakończenie w porównaniu z oryginałem. Tam przynajmniej tryumfowało zło! :>

Michuk, też mi się ogromnie podobało aktorstwo. Reżyseria i montaż pierwszej klasy.

Dobra sensacja z dobrym aktorstwem. Tylko tyle. Ciar nie było.

Świetny aktorsko, bardzo oryginalny. Zdenerwowało mnie zakończenie , ale w ten pozytywny sposób ;)

Kurcze, prawie jak Balladyna... "nikt nie został przy życiu" ;)
Ja myślę, że klimatu tu wcale nie brakuje, ani świetnego aktorstwa. Może można by było wycisnąć coś więcej z postaci granych przez DiCaprio i Damona, a zwłaszcza Damona, bo DiCaprio, to raczej "czysta" postawa; drugi bohater, jego konflikt wewnętrzny, cała zamiana miejsc ich dwóch zresztą, antybraterstwo - to można było jeszcze bardziej pogłębić, udramatyzować i mogło być jeszcze ciekawiej, ale może też wyjść naiwniej i banalniej? Trudno powiedzieć.
Ale to i tak bardzo dobry film!

Nadal nie wiem, po co powstał ten film. Gdyby pierwowzór, czyli „Mou gaan dou” vel „Infernal Affairs” był filmem kiepskim, mogłabym zrozumieć potrzebę zrobienia remake’u. Ale nakręcenia tego samego tylko gorzej, bo bez polotu i klimatu, Amerykanom nie wybaczę. Scenariusz „The Departed” jest tak wtórny, że w chwili kiedy Akademia ogłosiła, iż William Monahan dostaje za niego Oscara, poczułam się jak w ukrytej kamerze. Niezły żart, naprawdę. Od „Infernal Affairs” nie mogłam się oderwać, „The Departed” szybko mnie znudziło. Przy tak mało oryginalnym scenariuszu aspekty techniczne (uczciwie przyznaję, że zdjęcia, montaż i muzyka są bardzo dobre) to za mało, żeby mnie kupić. Jedyne jasne punkty tej produkcji to dobra rola Jacka Nicholsona i (ku mojemu zaskoczeniu) rewelacyjna kreacja Leonardo DiCaprio. Sam film oceniam na 5, ale za Leo (tylko przez wzgląd na niego wysiedziałam do napisów końcowych) podnoszę ocenę do 6/10.

Amerykanie nie lubią czytać napisów...

Nie lubią, czy nie potrafią? ;)

Jedno może wynikać z drugiego. Obywatele USA to temat rzeka, więc lepiej ich zostawmy, mimo awersji do napisów.

Czy "Infiltracja" to to samo co "Infernal affairs" tylko w innych dekoracjach i z innymi twarzami? Toż to powinno dobre być.

Moim zdaniem "Infiltracji" brakuje "tego czegoś", to tylko w miarę sprawne wyrobnictwo. "Infernal Affairs" ma specyficzną atmosferę, której Monahanowi nie udało się przenieść na grunt amerykański, przynajmniej w moim odczuciu.

Zgadzam się, choć widziałam tylko środkowy kawałek "Infiltracji". Były tam sceny, które zmontowano "tylko trochę inaczej". Z jednej strony dobrze, że ktoś się silił na resztki oryginalności. Z drugiej - stracono właśnie to, co w wersji pierwotnej robiło największe wrażenie (zaskoczenie, szokujący brak spektakularności Przeczytaj spoilery +

).

Jak dla mnie wtórność niektórych scen (i to nawet w trailerze) przekracza granice przyzwoitości. No ale Amerykanom wolno wszystko, przecież płacą. :/

E tam przesadzacie. Mało jest tak dobrych remaków.

Aczkolwiek się zdarzają. :)
"Infiltracja" ma u mnie ocenę powyżej 5. Jeśli puszczą ją w TV i nie będę miała siły ruszyć się z fotela, to pewnie obejrzę ten film ponownie (gdyby emitowali totalnego gniota, to wstałabym no matter what).

Infernal affairs nie widziałem, ale Infiltracja bardzo mi się podobała, więc Scorsese się udało.

No ja się po Scorsese więcej spodziewałam. Może niepotrzebnie. Tak czy inaczej, gorąco polecam "Infernal Affairs".

Amerykanie nie lubią. Są przyzwyczajeni do patrzenia na obraz, a nie na napisy.

Joel, to Ty? Jak miło! :) No mam nadzieję, że na jednym ocenionym filmie i jednym komentarzu się nie skończy. Jeśli zaś chodzi o Amerykanów i ich preferencje, to Inheracil ma rację, dla świętego spokoju lepiej sobie darować drążenie tematu.

Niezasłużone peany za skopiowanie niesamowitego Infernal Affairs. O ironio, Scorsese dostał za to Oscara...

TVN 20:05 Infiltracja

Niestety filmaster nie złapał.

Łapie tylko nieocenione.

Ależ ja nie oceniałem!

Typowy Scorsese. Dobrej jakości kino.

nutinka
jsbach
slowcheetah
edytasob
RobinHa
wolus
mztlalka
milali
KrystianO
zorro