Dziewczyna z tatuażem (2011)

The Girl with the Dragon Tattoo
Reżyseria: David Fincher

Film zrealizowany na podstawie bestsellerowej książki. Mikael Blomkvist, znany dziennikarz oskarżony o zniesławienie, otrzymuje nietypowe zlecenie od właściciela koncernu przemysłowego, Henrika Vangera. Ma zbadać sprawę tajemniczego zaginięcia 16-letniej Harriet Vanger, które miało miejsce w latach 60-tych. Blomkvist nie wie, że każdy jego krok jest śledzony przez niezwykle inteligentną hakerkę, Lisbeth Salander, która wykonuje to na prośbę Vangera. Śledztwo z czasem zaczyna odkrywać krwawą i niebezpieczną historię rodziny Vanger.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Jak się zapatrujecie na ten remake?. Uda się ?

Dziś w Radiu PIN słyszałem, że film nie ma słabych punktów i jest "idealny na weekend", więc chyba się udał.

A czy słabym punktem nie jest to, że jest to remake filmu, który znamy, w związku z czym wszystko będzie od początku jasne? Szczególnie w przypadku filmu z zagadką kryminalną to chyba dość istotna wada?

Nie czytałam książki, jakimś cudem nie widziałam dotąd szwedzkiej ekranizacji (także żadnych spoilerów, plz) więc chyba będzie idealnie. Idę w poniedziałek. :)

No na rottenie już od dłuższego czasu ma pozytywne recki, więc dla mnie to żadne zaskoczenie. Szykuje się kawał thrillera, a Fincher to przecież mistrz :)

widziałem dzisiaj. Moim zdaniem Amerykanie dali radę.

Gdy widzę, że Amerykanie po raz kolejny przerabiają zagraniczne kino po swojemu (nie chce im się czytać napisów?) to dla własnego dobra przestaję o tym słuchać. Ale gdy widzę, że bierze się za to ktoś taki jak Fincher, do tego dochodzi operator Cronenweth, a współpraca między tymi dwoma wychodzi znakomicie, i Zaillian jako autor scenariusza, to wyjątkowo posłucham dalej.

Tak jak nie znoszę remake'ów dla upośledzonych, tak uwielbiam Davida Finchera. W tym przypadku uwielbienie bierze górę. Oby film nie rozczarował. ;)

Obyśmy się nie pomylili.

Pocieszający jest fakt, że nie zrobił jeszcze w swojej karierze słabego filmu.

Zgadzam się, z tym że dobrego też nie. Wszystko w granicach 5 do 7.

U mnie są to oceny między 7 a 10. Dla "Fight Clubu" właściwie zabrakło skali. Wszystko zależy od tego, co kto lubi i ceni. :)

Racja. Same bardzo dobre, a kilka nawet genialnych. Michuk oczywiście się nie zna ;)

Sorry Michuk :P

Ciekawy przypadek Benjamina Buttona jest nudny jak flaki z olejem. Reszta filmów Finchera rzeczywiście jakiś poziom trzyma.

Teraz pozostaje tylko zacząć czytać książkę cześć 2 sagi Millenium. Wersję po angielsku mam bodaj gdzieś na dnie szafy, czekała wytrwale aż poznam część nr 1 :P Co do samego filmu - świetnie poprowadzona historia Lisbeth, Mikaela Blomkvista już gorzej. A ten ich romans przedstawiony jakoś tak bez polotu. Zgadzam się z Łukaszem Muszyńskim z filmwebu "Film trwa ponad dwie i pół godziny, a i tak wydaje się, że reżyserowi brakowało czasu na "wykończenie" wszystkich wątków (na rozkaz wytwórni w montażowni wycięto około godzinę materiału). Gdy w trzecim akcie akcja "Dziewczyny" nagle przyspiesza, odnosi się wręcz wrażenie gwałtu dokonanego na narracji. Fincherowi największą frajdę sprawia bowiem samo storytelling, czyli opowiadanie historii. " Aż chyba wersję szwedzką dla porównania obejrzę...

Ten sam zarzut można postawić książce, Larsson tak to napisał, scenarzyści i tak dokonali lekkiej modyfikacji zakończenia.

Bardzo dobry Film. Kozi Poleca :)

Nie lubię książki Larssona, nie wciągnęła mnie, czytelnik wchodzi w nią jak w masło i wychodzi bez żalu. Film Finchera pozbawiony jest tej wady, od początku hipnotyzuje (genialne wykonanie "Immigrant song"), atmosfera jest tak gęsta, że można ją kroić nożem. Nie zauważyłem nawet kiedy minęło dwie i pół godziny. Dla mnie "Dziewczyna z tatuażem" to świetny film rozrywkowy w stylu "Chinatown", ale w innym entourage'u. Realizacja jest perfekcyjna, właściwie należy pochwalić wszystko od góry do dołu. Jeżeli ktoś poszukuję intelektualnego kina to radzę pójść na coś innego, to tylko thriller, ale za to jak zrobiony.

Znacznie lepszy film od wersji europejskiej. Nic z tej książki chyba więcej wyciągnąć się nie da, ale i tak widziałem lepsze filmy Finchera. Wysokiej jakości rzemiosło, ale bardziej podobała mi się np. Wyspa tajemnic Scorsese.

Świetnie zrealizowana adaptacja. Fincher nie majstrował przy fabule, zawarł wszystkie najważniejsze wątki. Klimat filmu buduje sama postać Lisbeth, ale podkreśla ją chłodna konwencja zdjęć i muzyka Reznora. Nie nudziłem się, mimo że czytałem książkę i widziałem poprzednią ekranizację. Brawo !

Pełna recenzja na blogu Bez Popcornu: http://bezpopcornu.wordpress.com/2012/01/20/dziewczyna-z-tatuazem/

Fincher nie zawodzi. Bardzo klimatyczny, zimny i wciągający dreszczowiec. Muzyka idealnie wkomponowana w obraz, który często jest wręcz wulgarny. Mara gra doskonale, a Skarsgård jak zawsze zajebisty. Trudno sobie wyobrazić lepszą ekranizację tej książki. 2,5 godziny thrillera jak trzeba.

Wszyscy się tym tak zachwycają, a część narzeka, że nie było nominacji do Oscara za reżyserię czy najlepszy film. IMO to prawidłowo, bo film jest dobry, ale nie rewelacyjny. W porównaniu do poprzedniego filmu Finchera - The Social Network - to zdecydowany krok w tył. Momentami akcja siadała, a tajemnica i intryga gdzieś uciekały. Nie mówiąc już o nijakim zakończeniu, które po prostu było, a oczekiwałem jakiegoś "o!". I nie, nie czytałem książki i nie widziałem szwedzkiej wersji tego filmu.

Bardzo dobry film- to na początek. Trochę zamierzonego chaosu i Rooney Mara po prostu doskonała! Dodaje co najmniej dwie gwiazdki

Znając przedstawioną historię z książki (więc bez zaskoczenia zwrotami akcji), muszę powiedzieć, że film niczego nie urywa. Czołówka faktycznie świetna, ale tak odbiega stylistycznie od reszty, że wywołuje efekt WTF. Lalkowata Mara sprawia wrażenie raczej skrzywdzonej przez los emo dziewczynki, niż nawykłej do przemocy, socjopatycznej hakerki, którą pamiętam z trylogii. I podobnie jak w książce, nagromadzenie patologii w rodzinie Vangerów w którymś momencie przestaje być strasznie, a zaczyna nieco bawić.

E tam. Dobry film. Mara zagrała dobrze, a śmiesznie nie było.

Oj tam, Led Zeppelin pasuje do wszystkiego ;) Lubię takie początki, muszą być mocne, bo inaczej zaczynam naprawdę uważać po 20 minutach, a ta czołówka angażuje na tyle mocno by od razu w pełni wejść w film.
Przeczytaj spoilery +


Porównując obraz Finchera i książkę wydaje mi się, że fabularnie ten pierwszy stoi wyżej, co w wypadku ekranizacji jest nieczęste.

@inheracil jak uwielbiam zeppelinów i ten cover też uważam za nie najgorszy, tak nadal uważam, że on powinien pozostać w zwiastunie i koniec. Co to ma być, jakiś Bond? Ja tam wolę, jak atakują mnie pierwsze sceny, a nie napisy początkowe. :)
Co do fabuły, jestem trochę w kropce. To prawda, że rozwiązanie akcji w filmie jest elegantsze, z drugiej strony powszechne zachwyty nad tą książką (których nota bene nie podzielam) mają źródło częściowo w jej zacięciu publicystycznym i skrupulatnym przedstawieniu szwedzkich realiów. Ekranizacja, zwłaszcza amerykańska, siłą rzeczy koncentruje się na zagadce kryminalnej. W sumie mamy trochę zysków i trochę strat.

Problem z Larssonem polega na tym, że to skrupulatne przedstawianie szwedzkich realiów polega głównie na odnotowywaniu kto ile i kiedy wypił kawy (w Szwecji ponad 8 kilogramów na głowę rocznie). BTW czy ktoś w filmie korzysta z tej używki?

Nie kupuję korzystania z powieści jako przykrywki dla publicystyki i uważam, że film do tych społecznych tematów podchodzi na tyle nienachalnie, że widz, jeżeli ma trochę oleju w głowie, może sobie te tematy (korporacje, państwo opiekuńcze, przemoc wobec kobiet) sam spokojnie przemyśleć.

Kawa - owszem, Salander chyba pije jakąś lurę z automatu, przeglądając archiwa firmy Vangerów... Właśnie niedawno odbyłam dyskusję, czy cały ten product placement to rezultat wpłat od sponsorów, czy wierność książce, napompowanej szczegółami dotyczącymi tego, co kto ma w torbie z zakupami... :)

Stefan, mąż Aldony miał siedmiu braci i sześć córek, dzieci też miały dzieci, wszyscy mieszkali na jednej wyspie, jedna z córek Aldony i Stefana - Angelika zniknęła w 1966 roku o 17.00, wydarzeniem w ogóle z tym nie związanym był wypadek samochodowy o 16.00 ale dla zmyłki ciągle jest o nim mowa - wcale nie po to żeby było prościej. Teraz uwaga Angelika miała siostrę Monikę, która jako jedyna się wyprowadziła z wyspy. Marian - super detektyw kochający koty z pogmatwaną przeszłością, którą szczegółowo przyjdzie nam poznać jest śledzony przez Krysię. Ona ma jeszcze bardziej pogmatwaną historię... więcej http://easy.filmaster.pl/artykul/tatuaz-z-dziewczyna-detektywa/

Zupełnie nie rozumiem tego mnożenia bytów ponad potrzebę. W dodatku tak nieudanych. Mara ma jakąś dziwaczną infantylną manierę mówienia, Craig sepleni i mamrocze pod nosem. Muzyka... hm, tu nie ma muzyki, jest jakiś industrialny jazgot, coś jak piła łańcuchowa! Tylko zdjęcia się bronią, ale te akurat powielają zdjęcia z wersji szwedzkiej. Ten film to nieporozumienie.

Można powiedzieć, że jak na produkcyjniaka świetne - albo że jak na film twórcy z pretensjami przeciętne. Do wyboru. Fincher niewątpliwie udowadnia, że wielkim stylistą jest, a ponieważ właśnie za to go kochamy, to w zasadzie film należy zaliczyć na plus. Fabuła wydaje się potraktowana dość pretekstowo i chyba w sumie było to nieuniknione, bo to, co fajne w powieści, w gruncie rzeczy kryje się w przestojach, na które w kinie zabrakło miejsca. Tym, co "robi film", jest jednak strona techniczna, a przede wszystkim rewelacyjna muzyka, bez której nie byłoby połowy klimatu i napięcia. Mam nadzieję, że tercet Fincher-Reznor-Finch jeszcze długo się nie rozstanie, bo robią razem świetne rzeczy. No i podoba mi się interpretacja Salander znacznie mniej karykaturalna od literackiego pierwowzoru.

bardzo stylowa Rooney Mara. dobra muzyka. Nieźle się ogląda. Trochę zgubiony feministyczny przekaz książki

Duet filmowy David Craing i Rooney Mara nadają filmowi tempo, akcja jest warta a historia rodziny Vagnerów opowiedziana ciekawie. Pełno tutaj zagadek rodzinnych, faszystów oraz skłóconych członków rodziny. Adaptacja książki bardzo poprawna. Na wyżyny aktorstwa wspina się tytułowa "dziewczyna z tatuażem". Jej postać przyciąga, jest bardzo tajemnicza i elektryzująca. Zagadka zawarta w kryminale jest trudna do rozwiązania, uaktywnia szare komórki nie mniej niż kryminały Agaty Christie.
Polecam zarówno fanom książki jak i tym którzy nie czytali a szukają dobrego krymiału/thrillera.

Przyznaję, że można to było bardziej spieprzyć. Książka - tak, oryginał - tak, remake - raczej nie.

Dramatiker, napisz w paru słowach co Ci się w książce podobało, bo ja mam więcej zarzutów niż pochwał.

Nie jestem fanem kryminałów, więc można powiedzieć, że zadziałał efekt świeżości i podobało mi się wszystko - przeczytałem na jednym wdechu wciągnięty akcją.

Jestem fanem Agathy Christie i formuła kryminału, a właściwie powieści zaangażowanej społecznie z wątkiem sensacyjnym, proponowana przez Larssona zupełnie mi nie leży. Fincher wywalił wątki społeczne i wyszło to z korzyścią dla filmu, to jednak miał być thriller i jako taki trzeba go oceniać.

Mam podobne zdanie na temat książki. Odebrałem ją jako co najwyżej przeciętną, a w niektórych momentach nie wierzyłem w to, co czytałem (wyliczenia wnętrzności MacBooka rozłożyły mnie zupełnie). Dlatego dla mnie scenariusz Zailliana jest po prostu lepszy od książki, i stąd też film przypadł mi bardzo do gustu.

Myślę, że zachwyciłbym się każdym kryminałem na jako takim poziomie, podobnie jak człowiek zachwyca się nowo poznanym smakiem przez pewien krótki okres. Co do filmu również możemy się nie dogadać, jestem tutaj bardzo nieobiektywny gdyż bardzo lubię kino skandynawskie, szczególnie właśnie Nyqvista
A co polecisz od A. Chrisitie?

Moim zdaniem najlepsze ekranizacje powieści Agathy Christie to telewizyjna seria o przygodach Herkulesa Poirot z Davidem Suchetem w roli głównej (częściowo są to odcinki długości 45-50 minut, częściowo dwugodzinne filmy). Są zrealizowane z dużą dbałością o szczegóły i odpowiednią kombinacją mroczności i humoru.

Filmów do obejrzenia mam około 750, nie licząc 20-30 reżyserów których chce obejrzeć od deski do deski. Chodziło mi o jakąś książkę, ale proszę o jeden tytuł bo więcej mnie po prostu przygniecie czasowo, że nie będę spać ;-D

Mniej oczywiste niż "Morderstwo w Orient Expressie" polecam np. "4:50 z Paddington", "Zerwane zaręczyny", "Zabójstwo Rogera Ackroyda", "Morderstwo odbędzie się...". Miał być jeden tytuł, ale AC ma dwa wyrównane poziomy i książki z "lepszego" są mniej więcej tak samo dobre.

Na początek poleciłbym "Zabójstwo Rogera Ackroyda"

A ja oprócz Rogera Ackroyda i Orient Expressu polecam zdecydowanie "10 małych murzynków", lub, jak to się teraz nazywa - "I nie było już nikogo" (cholerna poprawność polityczna). To są trzy najlepsze moim zdaniem książki Agathy. A którą powinieneś wybrać:

Roger - moim zdaniem ona jest dobra jako drugi-trzeci kryminał,Przeczytaj spoilery +

Orient Express - najlepsza, jeśli chcesz typowy kryminał - jeden trup, 10 podejrzanych, fabuła pokręcona jak kabel od sluchawek w kieszeni, do tego najsłynniejszy detektyw Christie.

Murzynki - taki kryminało-thriller - trochę straszny, też nie do końca typowy, bez żadnego ze slynnych detektywów Christie, za to ze świetnym klimatem. Moja ulubiona książka Agaty

Z polecaniem kryminałów to trzeba uważać, bo byle co to już spoiler :D

Masz, już nie spoileruję :P A murzynki nie są typowe, bo tam nie ma żadnego klasycznego detektywa - tego się dowiadujesz po 1 rozdziale :P

Mają też odmienną wymowę niż reszta książek Christie, są strasznie ponure.

Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Nie wiem po co powstał ten film. Przy wersji skandynawskiej wypada nieciekawie. Mara mnie nie przekonała. Postać Salander nie miała tego "pazura", za który tak polubiłam Lisbeth książkową i skandynawską. Przypominała mi raczej znudzone życiem emo. Oscar dla Mary? Tia. Dobry żart. Podobała mi się jedynie świetnie zrobiona czołówka. No, może jeszcze muzyka oraz Skarsgard jako Martin Vanger. I to by było na tyle. Szalenie się zawiodłam.

Wersja szwedzka trąci produkcją telewizyjną. Wolę Fincherowską.

Same here. Im bardziej zagłębiam się w 2 część trylogii Larssona, tym bardziej nie podoba mi się film Opleva. Chyba czas przysiąść i jednak machnąć recenzję "Dziewczyny z tatuażem".

Z reguły staram się brać najpierw za książkę, aby się nie zaślepiać w lepszej lub gorszej wizji reżysera. W tym wypadku nie żałuję. Lepszej Lisbeth Salander zdecydowanie nie byłbym sobie w stanie wyobrazić. A wszystko poza Lisabeth i remixem Immigrant Song jest tu tylko pomijalnym tłem.

Film trafia na poczesne miejsce w kolekcji i zaczynam polowanie na książkę.

W skrócie: Polański z Ghost Writerem wysiada. Dużą część filmu miałem odczucie wtórności, ale potem przyszłą połowa i zobaczyłem niesamowitą i uderzającą historię w wspomnianą przez @KubaTuba superbohaterką. Mimo bardzo długiego seansu nie mam odczucia straconej nawet minuty. Świetny obraz okraszony dobrą muzyką. A i Danielowi Craigowi potrzebna była taka 'inna' rola.

Nietypowa "randka" z dziewczyną z tatuażem Davida Fischera, bo rozpoczęta od strony wizualnej (filmowej), ale nie ma tego złego ... Czas na odkrycie drugiej, bardziej intrygujacej strony - polowanie na książkę. Film kapitalny, między innymi za sprawą doskonałej Rooney Mary w roli Lisbeth.

Daniel Craig pasuje do tej roli lepiej niż ten Szwed z oryginału, ale Mara wygląda naprawdę jak mara, jest sztuczna i gra jak zbuntowana nastolatka emo, a nie dziewczyna po przejściach. Nie umywa się do Noomi Rapace. Fabuła też jakaś powycinana. Warto zacząć oglądać od wersji szwedzkiej, która ma wolniejsze tempo, ale klimat takiego mrocznego kryminału, zdecydowanie lepszy

Ładny i głupi.

filmsterka
Danielito
kasi3nka
slowcheetah
Jsudor
Obloviate
Ajdaho
RobinHa
kocio
salander