Tytus Andronikus (1999)

Titus
Reżyseria: Julie Taymor

Adaptacja dramatu Williama Szekspira. Tytus Andronikus, wódz Rzymian, powraca zwycięski do ojczyzny po wojnie z Gotami. Jego łupem jest barbarzyńska królowa Tamora i jej trzej synowie. W imie poległych w bitwie Rzymian, Tytus postanawia złożyć w ofierze najstarszego syna Tamory. Ta błaga go o łaskę, jednak wódz pozostaje bezlitosny i podcina gardło pierworodnemu. Nazajutrz lud rzymski wybiera nowego cesarza - zdemoralizowanego i despotycznego Saturnina. Ten postanawia wybrać za swą małżonkę Tamorę. Nowa pozycja królowej daje jej perspektywy na dokonanie okrutnej zemsty na Tytusie...

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Jak dla mnie jest to przesadny postmodernizm - rzymski cesarz rozbijający się pojazdem z XX wieku. Ale Hopkins daje radę, dodatkowo wizualnie jest to niezły kąsek. Język Szekspira jest cudowny, oglądać koniecznie z napisami.

Można by twierdzić, że zgadzało sie to z duchem teatru elżbietańskiego, w którym, ze względu na kosztowność kostiumów, aktorzy często występowali w strojach wg ówczesnej mody niezależnie od czasów, w których rozgrywała się akcja sztuki. Ale pewnie byłoby to trochę na wyrost.
Ja w każdym razie doceniam tę teledyskową stylizację. Wnosi coś nowego (w porównaniu z bardzo też dobrą ale klasyczną ekranizacją Jane Howellm, BBC) a jednocześnie nie jest modnym a przez to oklepanym przeniesieniem akcji w czasy współczesne.

Fabuła jest groteskowa (tym razem Szekspir "pojechał"), więc zadbanie o to, by forma była równie groteskowa może się wydawać na miejscu. Nie jestem przeciwna tego typu pomysłom, po prostu uważam, że tutaj było to zbyt daleko posunięte - odwracało uwagę od właściwego dramatu, który był tam przecież obecny. Trochę było mi też szkoda Hopkinsa - kazano mu biegać w kucharskiej czapie z obłędem w oczach i przylepionym uśmiechem. To nie są warunki, w których aktor może w pełni wykorzystać swój potencjał.

Ten film ma swoje wzloty i upadki. Piękne zdjęcia niestety nie zawsze przyćmiewają bijące niedopracowanie reżyserskie postaci drugoplanowych: Chirona i Demetriusa, na których kreacji wielce się zawiodłam. Bardzo poruszająca scena z finałem okrucieństw nad Lavinią może zapaść w pamięć. Także kreacja Aarona podnosi noty dla filmu. No i nareszcie tytułowy Tytus Andronikus - kolejny pokaz sławnych umiejętności Hopkinsa. Jako całość ciekawie, ale czy to nie w Szekspirze cała magia się zamyka?

Rzymianie na motorach? Troszkę za duża abstrakcja jak dla mnie. Z drugiej strony chyba jestem niekonsekwentna, bo w Jesus Christ Superstar mi takie numery nie przeszkadzają. Film ciekawy, aczkolwiek nie zagości na stałe na mojej półce. Ci, co mój gust znają, wiedzą, że Hopkins w czołówce daje +1 do oceny ogólnej - zwłaszcza, że momentami widać tu dużą inspirację Lecterem. Szkoda, że aktorzy drugoplanowi w jego cieniu wyglądają mocno średnio.

Film wybitnie niszowy ale w swej niszy też wybitnie wspaniałym dziełem jest. Polecam lubiącym zapalić aczkolwiek należy przygotować się na potężną dawkę emocji. Osobiście musiałem kilkukrotnie zatrzymywać odtwarzanie aby złapać oddech i ocucić się z przerażających emocji tak żywo a jednocześnie poetycko przedstawianych przez obsadę i klimat filmu.

Montago
bartje
malamadi
liongotie
asia1298
jakilcz
Pedzacyzolw
typix
hipcia
pajestka